Wywiad: Ramona Rey

Śledzę twoją twórczość od ośmiu lat. Od samego początku zastanawiałem się, w jaki sposób potrafisz wzbudzić ciekawość nie tylko mediów zajmujących się na co dzień muzyką, ale także tych, które gustują raczej w innych tematach i mają ogromny zasięg. To imponujące. Docieranie do szerszego grona odbiorców z – nazwijmy umownie – nieoczywistą muzyką to niezwykle trudna, ale i fascynująca sprawa. Gdzie leży sekret?

Może ta muzyka wcale nie jest taka nieoczywista i skomplikowana, jak się niektórym wydaje. Posłuchajmy sobie teraz po latach piosenek z pierwszych albumów: „Znajdź i weź”, „Pięknie jest”, „Zanim słońce wstanie” itd. Brzmią jak normalne, proste, popowe piosenki. Tworzymy muzykę nowoczesną, bo bardziej podoba nam się zaglądanie do przyszłości niż przeszłości ale zupełnie nie staramy się jej udziwniać, jak sądzą niektórzy. Zresztą, czas wszystko weryfikuje.

To prawda, ale już “Skarb”, jedna z waszych najpopularniejszych piosenek, zdecydowanie “odstaje” od konwenansów prostej popowej piosenki. Co nie zmienia faktu, że w tej dziwności jest niezwykła nośność. Jak ważna jest dla was przebojowość?

Ja kompletnie nie odbierałam „Skarbu” jako singlowy numer. O tym zadecydował reżyser teledysku. Daliśmy mu kilka piosenek do wyboru i on wybrał właśnie tę. Myślę, że nośność tego numeru to zasługa częstej emisji w telewizji i to wszystko. Inne kawałki, gdyby dostały taką szansę, też mogłyby odbić się szerszym echem. Telewizja, która puszczała „Skarb” po 20 razy dziennie na początku oczywiście nam odmówiła – ze względów wiadomych – za trudne, za dziwne, za inne… Puścili parę razy dla świętego spokoju i od razu słupki oglądalności podczas tego numeru poleciały do góry.

Kompozycje do “4” powstawały przez kilka lat. Czy otrzymany efekt końcowy to dokładnie to, co chciałaś stworzyć z Igorem Czerniawskim, czy raczej wynik szeregu kompromisów?

Kompromis to słowo zupełnie nam obce. Nie musimy tego robić, bo nikt nie może od nas niczego oczekiwać.  Od początku działamy niezależnie, bez wytwórni, bez agencji i tak naprawdę bez planu. Nie tworzymy pod żaden format, żadne medium. Jeżeli ktoś zagra naszą muzykę, cieszymy się z tego, jeśli nie zagra, to nic się nie stanie. Tworzymy muzykę z czystej pasji i miłości do niej. Nie próbujemy się nikomu przypodobać i takie podejście uważam za najbardziej uczciwe względem słuchaczy.

Przez te lata był moment, kiedy zastanawialiście się nad tym, aby dołączyć do jakiejś wytwórni? Dużo macie propozycji?

Na początku, już po pierwszym singlu, były propozycje, ale z czasem ustały. W tym świecie wszyscy się znają i trochę o sobie wiedzą. Wytwórnie chcą mieć w swoich bazach osoby, z którymi „można się dogadać”, ukierunkować po swojemu, wybrać singla, producenta, doradzić, jak śpiewać itd. My realizujemy swoje pomysły i wszyscy o tym wiedzą.

Po pierwszych odsłuchach odniosłem wrażenie, że “4” nie jest tak taneczne jak wasze poprzednie wydawnictwa. Albo inaczej – trzeba się trochę natrudzić, aby odkryć także i taneczny aspekt. Tak planowaliście?

Tworzyliśmy tę płytę 5 lat i przechodziliśmy w tym czasie różne fascynacje. Ja swoje, Igor swoje. Mój głos bardzo się rozwijał, bo studiowałam śpiew klasyczny. Każde nowe odkrycie wokalne przenosiłam na nową piosenkę. Tempo na „4” jest nieco wolniejsze, bo tak czuliśmy wtedy współczesną muzykę. Ten album pokazał, że Ramona Rey nie musi być wcale tylko klubowa. Jeden z lepszych koncertów, jaki zagraliśmy z tą płytą, był w pełni akustyczny.

Na pierwszy singiel oddelegowano “Jak Ty”. Był to trudny wybór?

To był przedostatni utwór, który powstał na tę płytę. Wydawał mi się najlepszy, a przede wszystkim najbardziej pobudzający moją uśpioną długą przerwą publiczność. Dla mnie ten wybór był oczywisty, ale kierowałam się wyłącznie intuicją.

Słuchasz czasami M.I.A.? “Dandan” czy “Jutro” mogłyby spokojnie znaleźć się na jednej z jej ostatnich płyt.

Uwielbiam M.I.A. Nawet dziś byłam na jej filmie w kinie. Jest cudowna i jedyna. Myślę, że “Dandan” i “Jutro” są zdecydowanie za spokojne na M.I.A.  i nie posiadają jej zbuntowanej energii. Ale cieszy mnie to porównanie.

M.I.A. zagra w tym roku na Off Festivalu. Będziesz tam? Może chciałabyś w przyszłości wystąpić w Katowicach?

Nigdy nie byłam na Offie, nie poczułam klimatu, jaki tam jest. Osobiście stronię od festiwali. Nie lubię nadmiaru muzyki. Koncert przeżywam długo po tym, jak się skończy. Analizuję, wspominam najlepsze momenty. Na festiwalach nie ma na to szansy, bo po zakończeniu jednego biegniesz na drugi koncert.

Fascynujesz się operą. W jaki sposób wpłynęło to na Twój śpiew na nowej płycie?

Przede wszystkim znacząco zwolniło cały proces powstawania tego albumu , ponieważ większą część tygodnia spędzałam w Gdańsku na Akademii Muzycznej, a potem jeszcze na próbach w Operze. Ale zupełnie nie żałuję. Dużo się dowiedziałam i nauczyłam. Potrafię więcej wyrazić swoim głosem, mam większą świadomość i szersze możliwości. Wiem, jak o niego dbać, a nawet jak wyleczyć go samym oddechem. Praca nad głosem potrafi być niezwykle fascynująca i wciągająca. Poszukajcie informacji o Oldze Szwajgier, ona wie najwięcej na ten temat.

Muszę zapytać o “11”, zamykającą całość półgodzinną ścieżkę. W jakich okolicznościach powstał ten numer-moloch?

Sama nie wiem jak powstał. Igor też nie wie. Mamy dużo takich utworów. One powstają same, z niczego, intuicyjne wydobywanie z siebie i z instrumentów różnych dźwięków pod wpływem chwili, nastroju, impulsu. Potem słuchamy i sami się dziwimy skąd to się wzięło. Taki rodzaj niby bezcelowego dryfowania po własnej wyobraźni. Ale podejrzewam, że wcale nie jest takie bezcelowe, tylko jaki ten cel jest, i kto go wyznacza, na razie jest tajemnicą.

Na wcześniejszych albumach można było usłyszeć echa microhouse’u, minimal techno, electropopu – oczywiście podanych w specyficzny, surrealistyczny sposób. Na “czwórce” oprócz tych elementów można też odkryć  trap. Jakie są twoje i Igora inspiracje, czego słuchacie? Może w ostatnim czasie odkryliście coś niezwykłego?

Naszą największą inspiracją jest Jej Wysokość Wyobraźnia, bezgraniczna, wszechogarniająca. Muzyka jest niesamowicie silnym środkiem do zmaterializowania jej ulotnej wręcz eterycznej natury. Muzyka jest wynikiem uwiecznienia w dźwięku wyobraźni wielu cudownych istot, zamieszkujących naszą Planetę. Nieustannie się rozwija, znajduje się w ciągłym ruchu, potrafi sięgnąć z głębin jednej duszy do najbardziej ukrytych zakamarków innej. Miliony dźwięków łączy się w jedną całość, tworząc potężny promień energii, który za chwilę rozsypuje się na miliony promyków, podążających każdy w swoją stronę. To zjawisko jest tak fascynujące, że nie sposób się od niego uwolnić. I tym wszystkim kieruje Wyobraźnia… i ktoś tam jeszcze, nie wiem kto.

Jakie są wasze najbliższe plany? Czego można się jeszcze spodziewać po projekcie Ramona Rey?

Koncert w Podziemiach Teatru Wielkiego symbolicznie dla mnie zamknął etap czwartej płyty. Nie oznacza to, że nic się już z nią nie wydarzy. Mamy w zanadrzu przynajmniej jedną dużą niespodziankę. Ale to wydarzenie miało mnie uwolnić od myślenia o tym albumie i pozwolić skupić się na nowym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.