PODSZEPTY: Zaumne o “Emo dub”

W PODSZEPTACH twórcy mówią o swoich inspiracjach. W dziesiątej części Zaumne opowiada o płycie “Emo dub”.


Hej, opowiem Wam o kilku płytach i utworach, które są dla mnie ważne. Towarzyszyły mi w różnych okresach między 2016 i 2017 rokiem, kiedy to ząbkował i dorastał “Emo dub” (w sumie nie wiem czy dorósł). Myślę, że inspiracje muzyczne to tylko część tego, co na mnie wtedy wpływało (no bo p r z e ż y c i a), ale i tak postaram się przedstawić chociaż kilka z nich.


Zacznijmy od wątku internetowego – cyfrowych uczuć przed ASMRami. Digital Love to chyba niezbyt znany album, wydany oryginalnie na „interaktywnym PC CD-ROMie“ wraz z VHSem (jeśli ktoś ma do nich dostęp, to pls napiszcie do mnie). Muzyczka tworzona u zarania net-artu, kiedy wszystko w internecie zdawało się być prostsze, a wizja wzajemnego połączenia użytkowników w sieć mogła napawać euforią. O tych czasach opowiadają nam przejrzyste, cukierkowe partie syntów sklejone w oszczędnych kompozycjach. Załączam ostatni utwór z płyty, w którym surfujemy na powierzchni obaw, a w plecy podmuchuje nam piękna melodia. Lubię te przeciągnięte linie basu i to, w jaki sposób są na nich osadzone pozostałe dźwięki. Czuję letni podmuch i tajemnicę.


W czasie pracy nad kasetą regularnie wracałem do techno lat 90-tych. Uwielbiam zamknięte w nim fale ciepła i gęsto rozsiane surowe dźwięki maszyn perkusyjnych. Nie próbowałem stworzyć czegoś równie energicznego, co producenci tego okresu, ale kreowana przez nich ekstatyczna aura i użycie sampli wokalnych na pewno były dla mnie bardzo inspirujące. Często kiedy wracałem z porannego setu brutażowego Rrrkrta (któremu zdarzało się zamykać występ wzruszającym techno), to zaczynałem rozmyślać o doświadczeniach minionej nocy. Nosiłem w sobie te przeżycia, kiedy siadałem później do Abletona i tak powstawały szkice do niektórych utworów. Musiałem tylko wszystko trochę spowolnić, żeby jakoś ułożyć sb w głowie moje wrażenia. W „Bewitched“ najbardziej porusza mnie nieco obojętny, lecz c z a r u j ą c y głos, który kradnie uwagę słuchacza.


Słuchałem też sporo muzyki młodszych producentów, wciśniętych w gatunek outsider house. Moim chyba najukochańszym utworem jest „Eachstep“ Traumprinza. Ten obniżony wokal, stąpająca euforia i zawieszony niepokojąco synth – wszystko odpowiednio obklejone brudem tworzy romantyczne wyznania z głębi rejwującego ciałka. Bardzo lubię też to w jaki sposób Prinz wykorzystuje historie w swoich utworach. Dryfują sobie nad dźwiękami i tworzą różne emo-atmosfery. Mam na myśli np.małżeńskie wyznania w „Hey Baby“, czy opis doświadczenia religijnego w „I Gave My Life“ – zawsze udaje mu się uchwycić coś szczerego i intymnego.


„Imperial Distortion“ to piękna depresyjna medytacja i kiedy po ponad godzinie dysocjujących dronów dobijam do „Romantic Sores“, to potrafię poczuć się jak śmieć w bagnie własnych myśli (jak na okładce), albo ewentualnie zupełnie znikam. Kompozycja składa się jednak z dwóch części, a w drugiej zdajemy się dopływać do czegoś w rodzaju akceptacji. Takie wewnętrzne stany były istotne dla rodzenia się “Emo dubu” – kaseta po trosze stała się ich przejawem, ale myślę, że w większej części ich przeciwieństwem – czymś w rodzaju protezy pocieszenia. Zapraszająca i przyjazna atmosfera, którą chciałem wnieść do mojej muzyki, jest nieubłaganie zakotwiczona w smutkach.


„Generous moon“ – kocham tę piosenkę, bo jest wspaniale romantyczna. Całe wydawnictwo nosi w sobie dla mnie dużo przyjaźni. Lubię to jak dwa głosy się spotykają i wymijają nawzajem, lubię te niedoskonałości i niknące nieregularne uderzenia, które nadają powolne tempo melodii. Ten album to ciepło i życzliwość we wspólnym muzykowaniu – bardzo szkoda, że strona flamingtunes.com jest już nieaktywna, bo zdradzała historię wydanej oryginalnie w 1985 roku kasety (zawierała np. skany listów Mary i Garetha). Zawsze interesowały mnie nagrania lo-fi, ale nie znalazłem czegoś równie wzruszającego. Chyba chodzi o to, jak wciąż żyje tam sobie relacja dwóch osób.


Jeck potrafi pięknie tworzyć nastroje i to, w jaki sposób narracyjnie poprowadził ten utwór, jest dla mnie wciąż inspirujące. Uwielbiam surowość dźwięków których używa (zwłaszcza w jego wcześniejszych pracach) i to jak łączy je ze sobą. Kiedy zdaje się, że słuchamy już zrównoważonej muzycznej tkanki, on potrafi wprowadzić kolejny dźwięk, który ją zburzy, stworzy coś nowego i pobudzi wyobraźnię słuchacza. W tym utworze najważniejsze jest jednak dla mnie to, jak z użyciem nagrań ludzkiego głosu, precyzyjnie angażuje mnie w swoją wizję.

To już k o n i e c, polecam Wam te płytki serdecznie i jeśli macie ochotę to posłuchajcie też mojej kasety.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.