Przegląd: polskie nagrania #2 (#2/18)

Skala ocen:

💥💥💥💥💥 – fantastyczne

💥💥💥💥 – bardzo dobre

💥💥💥 – niezłe

💥💥 – przeciętne

💥 – słabizna


Pod kątem produkcji “Family Movies Waves and Friends” to majstersztyk. Całość brzmi wprost cudownie: głęboko, mocno i jakże wyraźnie. Same kompozycje są (tylko) minimalnie słabsze. Cannon żongluje ambientem, uśmiecha się do idmu, z reguły trzyma się najntisowych klimatów, chociaż potrafi zaskoczyć future garage’ową wybałuszeniami (“Full of Flowers”). Przez całą płytę utrzymuje równy, dosyć wysoki poziom. Całkiem pomysłowe i sympatyczne dzieło.

Patryk CannonFamily Movies Waves and Friends – 💥💥💥


Kryształowa produkcja to także domena dwóch tegorocznych produkcji Sequel One Records. Marcowe “Microdosing” najlepiej odebrać jako kompilację; Lux Familiar nie przebiera w środkach i strzela pociskami nasączonymi r&b, footworkiem, downtempo czy ambientem – całość zaś ma hip-hopowy posmak. Można się zadurzyć, niemniej mi zabrakło większego zgłębienia tychże tematów. Na początku brak jednej i określonej narracji wydawał się pociągający, później lekko wypadłem z obiegu, przez co w drugiej fazie nie byłem już tak zaangażowany. Za to EPka Symbiotic Sounds, choć skupiona gdzieś w 90% na samym footworku, zrobiła na mnie większe wrażenie. Footworku, co trzeba podkreślić, mocno kontrolowanym, piosenkowym i gładkim. “The Prequel” klimatycznie świetnie współgra z aktualną pogodą, oscylującą wokół 30 stopni na plusie. I fajnie, że nie tylko zachęca do relaksu, ale także pobudza, aby w ogóle za coś się zabrać.

Lux FamiliarMicrodosing (Sequel One Records) – 💥💥 1/2

Symbiotic SoundsPrequel [EP] (Sequel One Records) – 💥💥💥


Schröttersburg grają coldwave, a ich najnowsze dzieło nosi tytuł “Melancholia”. Jak sami widzicie, nie ma tutaj żadnych niedopowiedzeń, gier słownych, TAJEMNICY. Kawa na ławę i handluj z tym. Z małym oporem przyjąłem takie zasady gry – ale nie ma co żałować. Fundamentem dobroci Schröttersburg jest to, że płocka ekipa zdaje sobie sprawę, że jest 2018, lata osiemdziesiąte już dawno minęły, więc i ich coldwave jest bardzo współczesny. O, współczesny i poniekąd dziki, wyraźniej uderzający w punkowe trybiki, a nie gotyckie mezalianse. I prędzej powiedziałbym, że to “Wkurw” aniżeli “Melancholia”.

Schröttersburg Melancholia (Bat-Cave) – 💥💥💥


Za to wkurw do kwadratu proponują Laxity. Rozjuszenie skrywa się tutaj za framugą zgniłego hardcore’u. Średnio szybkiego i średnio nowoczesnego, z zahaczającym o blackowe klimaty wokalem. Nieco brakuje mi tutaj fajerwerków (czyt. urozmaiceń), abym chciał do tego regularnie wracać, ale z wielką chęcią posłuchałbym sobie na żywo.

LaxityDemo Tape 2018 – 💥💥 1/2


Okładka “Puerile Things Inferno” gniecie moje serce. Nic zatem dziwnego, że odsłuch odbył się w uprzywilejowanych warunkach. Prawda jest taka, że to kolejne mega oryginalne dzieło Bartka, o którym mało kto usłyszy. Ten niefrasobliwy, niesymetryczny i kreskówkowy idm ma coś w sobie z satyry – i to może z deka blokować (hehe) komercyjny potencjał “Puerile Things Inferno”. No, tak po prawdzie to temat na inną rozmowę; jeśli chodzi o moje osobiste odczucia: staram się to w głowie wszystko posklejać i za każdym razem wychodzi coś innego. To zdezorientowanie, lecz pozytywne.

Bartek Kujawski Puerile Things Inferno (Bôłt Records) – 💥💥💥


Pozostając w temacie okładek – nie, “Naphta and The Shamans” nie jest płytą heavy metalową (ufff). Naphta na tym wydawnictwie brzmi niczym The Durutti Column grające spirytualny jazz. W zasadzie to takie streszczenie, jak grać upalne i jednocześnie upalone kawałki oraz nie tracić przy tym równowagi. Chłodny drink z psychodeliczną mgiełką? Pustynia spotyka Baleary? Ambitna, bogata brzmieniowo i udana inicjatywa. W sam raz na lato.

Naphta and The Shamans Naphta and The Shamans (Astigmatic) – 💥💥💥 1/2


Obiecałem sobie, że przez najbliższe miesiące nie powiem o jakimś wydawnictwie, że wprowadza w trans. Albo nic a nic nie wspomnę o psychodelicznych tripach czy też plemiennych pulsacjach – no bo ileż można, czas wykoncypować coś nowego. Tylko wiecie: “CDTE” to takie wypisz-wymaluj tych wszystkich haseł-wytrychów. Nie w tym sensie, że brakuje tu jakiejś oryginalności – nawet na zimno nie potrafię sobie przypomnieć innych projektów, które tak intensywnie modelują ambient, napędzają się blaskiem prog elektroniki, także nawiązują – pod względem atmosfery – do krautrockowych wyziewów. Tak więc można się pobujać na dzielni z takim stylistycznym asortymentem. A czy da się czerpać z tego konkretną, nie tylko papierową, przyjemność? Zdecydowanie tak, chociaż nie powiem, żebym szczególnie padł na kolana. Po pierwszych dziesięciu minutach wydawało mi się, że całość dotarła do ściany i nic więcej nie ma prawa tam się wydarzyć. Może to wina ‘zamkniętego’ formatu maxi-singla? – a na długograju wszelkie lejce zostaną popuszczone?

Alameda 5CDTE (Milieu L’Acéphale/Instant Classic ) – 💥💥💥 


Nieprzypadkowo umieściłem w jednym szeregu “Niwa” i “No Data / Villain”. Każde z nich ujmuje, hm, skrupulatnością, gloryfikacją dźwiękowych skrawków, pozorną defensywą, za którą kryje się chęć całkowitego zawłaszczenia naszej uwagi i przeorania świadomości. “Niwa” wydaje się ciekawsza – a to za sprawą udanej ekspozycji wiązek glitchu złamanych ambientem, gdzie na drugim/trzecim planie pobrzmiewa szkieletowe techno. I wiecie, ciężko od tego uciec, jest to spójne i zajmujące. Split Ak Uki / Mef ma nieznacznie inną bajerę: Ak Uki rozpościera przed nami wizję tektonicznych uderzeń, które w przedziwny sposób mają balsamiczne działanie, natomiast Mef – trochę jak Micromelancolié – szusuje po zamglonym parkiecie. Fragmentarycznie ten split porusza, ale jak na mój gust za mało się tutaj dzieje, a proponowana monotonia nie zawsze zdaje egzamin.

MicromelancoliéNiwa (Nona) – 💥💥💥

Ak Uki / Mef No Data / Villain (Pionierska) – 💥💥 1/2


Urywek notki prasowej: nowy album Father Konga – do którego wysłuchania zapraszamy – miał być gotowy kilka tygodni temu, ale ukazał się (dopiero?) teraz. I co? I nic. No nie powiem, całkiem mnie to rozbawiło i jednocześnie wzruszyło. Z Father Kong wiąże się o tyle interesująca kwestia, że nie jest to tak znane przedsięwzięcie co np. EABS. A szkoda, bo to zdecydowanie podobna liga – przynajmniej jeśli chodzi o środki stylistyczne. Inny jest za to ładunek emocjonalny: Father Kong jest znacznie bardziej sentymentalne, rozedrgane i – hm – staroświeckie. Nu jazz w 2018 to wyzwanie, a dobry nu jazz w 2018 to już wyzwanie dla największych śmiałków. “Between” gdzieś wokół tej dobroci się kręci. Czasami wpada w jej pole oddziaływanie, czasami delikatnie wyjeżdża poza granice. Najważniejsze, że o usterkach nie ma kiedy pomyśleć – całość trwa zaledwie 35 minut i po wszystkim pozostają jedynie pozytywne odczucia.

Father KongBetween (Too Many People Records) – 💥💥💥


Naprawdę na początku przestraszyłem się, że jest to hołd oddany Grzegorzowi Skawińskiemu. Wiecie, nie mam nic przeciwko, ale nie chciałbym tego słuchać. “Skawa” na szczęście odnosi się do całkowicie innej sfery – sfery acid techno. Z mojej perspektywy to materiał mega taneczny. Nawet te najbardziej terkoczące, jazgotliwe cząsteczki są tutaj tak sprytnie przetworzone, że nabierają parkietowego vibe’u. Można od razu odczuć, jak przemyślany w każdym calu jest to materiał. Wszystko więc gra i buczy, tylko właśnie – gdyby wydarzyło się na “Skawie” coś niespodziewanego, coś spoza formularzu miodnego acidu, byłoby perfekcyjnie. A tak jest bardzo spoko.

OliviaSkawa (K-HOLE TRAX) – 💥💥💥 1/2

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.