Przegląd: 1001 najważniejszych utworów XX wieku #9

Chciałbym zaprezentować – w miarę chronologicznie – 1001 najważniejszych momentów muzycznych XX wieku. Wieku w którym utworzyła się muzyka rozrywkowa i przy okazji praktycznie zakończył się cały cykl jej rozwoju. Od przeistoczenia romantyzmu w modernizm, przejście ragtime’ów w spiritual jazz, kroczenie rhythm and bluesa poprzez soul do hip-hopu, wpływ Bitelsów na pokolenie teledysków na Vivie, coraz to bardziej ekstremalne gatunki powstałe z krautrocka, aż po bliskość post-punku z disco. Droga od „Salome” Straussa do „Kid A” Radiohead. Droga wyboista, rozpoczęta i zakończona dwoma trzęsieniami Ziemi, ale paradoksalnie przyjemna i ciekawa. Co tydzień pojawi się tu parę odcinków. Spoilery tej historii można odszukać na moim blogu.


Darius MilhaudLe Train Bleu
rok powstania: 1924

Synonimem moderny lat 20-tych stał się słynny „Niebieski pociąg”, który przewoził zepsutą szlachtę ubraną w zamówione na życzenie stroje marki Coco Channel. Dzisiaj kojarzony jest przede wszystkim ze słynną restauracją w centrum Lyonu próbującą odwzorować przepych tamtych czasów. Przemieszczający się do Monte Carlo słynny kolos miał pokazywać wielkość życia tych wielkich ludzi ponad życie przeciętnego człowieka. Jak pisał słynny pisarz Jean Cocteau: „Niebieki pociąg” to pomnik pozostawiony codzienności, nie tylko frywolne dzieło. Balet Milhauda przedstawiał przepaść społeczną pomiędzy statystycznym Pierre’em z bagietką, a tymi wszystkimi znanymi żigolakami, nowoczesnymi pannami i najsłynniejszymi golfistami z przedziału. Inspirowane baletami rosyjskimi dzieło ustaliło wszystko, co najważniejsze we francuskiej muzyce wyższej. Miało to też swoje inne strony: był to również pomnik poświęcony pięknu chłopięcego ciała. Była to wtedy bezwstydna otwartość na „lubieżność” – chłopcy w obcisłych strojach mieli zabawiać wzrok ciekawskich. Moderna miała się coraz lepiej, a „Niebieski Pociąg’” jechał dalej. Francja stawała się stolicą przepychu i „zepsucia”.

 



Leoš JanáčekPrzygody Lisiczki Chytruski
rok powstania: 1923

Ciekawsze intencje na opowieść we współczesnym świecie miał Janáček. Stworzył bajkę zarówno dla dzieci, jak i głęboką alegoryczną opowieść. Zapoczątkował tym samym modę na uniwersalne przesłanie w fantastycznym świecie dziecięcych marzeń, które znamy choćby z Pixara. Życie lisa to ciąg niesamowitych przygód, ale zarazem chęć zmian głównych bohaterów wynikających z popełnianych błędów. Stary leśniczy zabiera opuszczoną bohaterkę do domu przepełniony współczuciem, ale jednocześnie pewną naiwnością. Lisiczka zagryza mu kurczęta, przez to zostaje wygnana z domu, czego potem zaczyna żałować. Jako dojrzała postać znajduje w lesie kochanka i los znowu się odwraca. Wszystkie powstałe przeciwności zamieniają się w atuty bohaterów na tej wyboistej drodze życia. Sam Janáček przyznawał często, że chciał lekko parodiować Wagnera, który używał zbyt rozbuchanej formy dla przedstawienia trudnych problemów. Generalnie jego głównym hasłem było: dobro i zło następują w życiu na przemian. W końcowych fragmentach bajki, gdy leśniczy, lisiczka z kochankiem i cała reszta leśnej ferajny spotyka się razem, muzyka powraca ze zdwojoną siłą. Tak jakby dobro zwyciężyło. Myślę, że dla powieści dla dzieci to najlepszy sposób na zakończenie. Dzisiaj jest to jedna z najczęstszych form przekazywania prawd młodszym, a najpopularniejszą jest oczywiście kino. Szkoda, że całkiem zginęło to w muzyce.

 



Bela BartókViolin Concerto No. 2
rok powstania: 1937

Bartók miał problemy z dostosowaniem się do nowych trudnych czasów, znanych choćby ze wcześniej wspomnianego „Niebieskiego pociągu”. Znany bardziej ze skromnego przełożenia na nasze czasy motywów ludowych chciał na siłę wejść do francuskiej elity. Znajdował się co prawda na liście najczęściej przewijanych nazwisk żyjących artystów, ale raczej z łatką było minęło niż kompozytor nowoczesny. Na zmianę wpłynęła również sytuacja polityczna związana z końcem imperium austro-węgierskiego, która znacznie utrudniła mu dalsze badania w dziedzinie etnografii muzycznej. Jego rodzinna wioska została nagle umiejscowiona w Rumunii, a rodzina przetransportowała się do Czechosłowacji. Bartók nie zrezygnował ze stałych środków, czyli różnorodności ludowej, ale dodał też nowe i bardziej świeże. Dwoma nowymi składnikami okazały się jazz oraz atonalność Schönberga. Taka mieszanka okazała się prawdziwą bombą na francuskich salonach. Nowy towar zapewnił mu status żyjącej legendy, która powróciła, gdy już wydawało się, że bezpiecznie mogła sobie leżeć bez narażania się w swojej strefie komfortu (czytaj: nagrywając to samo). Dążenia Bartóka bardzo przypominają mi pasję Marka Hollisa, który nieustannie próbował ulepszać swój styl, chociaż wydawało się, że dopracował go do perfekcji. Artysta nigdy nie powinien czuć się do końca spełniony, bo to może oznaczać wcześniejszą emeryturę.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.