Przegląd: Piętrowe Piosenki #2 – przyjemne, trochę zabrudzone gitary z bandcampa

Przegląd przygotowała Emilia z fanpage’a Piętrowe Piosenki.


Pierwsza odsłona cyklu Piętrowych Piosenek poświęcona była polskiej elektronice z bandcampa. Przegląd uwzględniał różne jej oblicza – począwszy od kwaśnego Co, poprzez ambient dub w wydaniu Echolette, połamane i wściekłe bity Polaroid Android, na jazzującym juke Lux Familiar kończąc. Drugie zestawienie będzie natomiast odnosić się do zupełnie innych rejonów. Po pierwsze: tym razem przedstawione zostaną materiały wydane poza granicami kraju. Po drugie: materiały te naszpikowane są gitarami. Po trzecie: gitarami prowadzonymi w dość charakterystyczny sposób – taki, który kojarzy się m.in. z dokonaniami podopiecznych wytwórni Sarah Records. Twee pop, jangle, bedroom pop i sporo szmerów, które jednak nie kłują w uszy. Trochę o takim brzmieniu pisałam już na fanpejdżu, ale warto poszerzyć temat. To, co się nie zmienia, to źródło, z którego biorę wydawnictwa – platformy streamingowe ftw! Bandcamp jest najlepszy.


V/A – Bedroom pop rules the world [2016]
(Boring Productions)
facebook: [LINK]

Składanka, której nazwa mogłaby posłużyć za hasło przewodnie tego zestawienia. „Bedroom pop rules the world” to sampler wytwórni Boring Productions, promujący solowe albumy jej podopiecznych. W środku cztery nagrania mocno osadzone w stylistyce lo-fi. Przytłumione, melodyjne gitarowe granie, prawdopodobnie inspirowane dokonaniami takich projektów jak Another Sunny Day i The Field Mice. Czasem bardziej chropowate („Milkmustache”, „Dripping Wet”), czasem lekko wygładzone („The Cheer Cheers”, „Atta Girls”), ale jednak zdecydowanie w sypialnianym klimacie. Muzyka końca lata.


The Ropes – Do we get the soundcheck? No? Good. [2015]
(Discos de Kirlian)
facebook: [LINK]

Ładne piosenki dla marzycieli – tak można nazwać to, co proponują The Ropes. Gitary brzmią przyjemnie, choć jednocześnie są delikatnie szorstkie, utwory czasem leniwie się snują, a czasem przyspieszają, odsłaniając bardziej piosenkowy dryg. Zdarza się też, że pojawiają się syntezatory, które dodają całości trochę retro ekstrawagancji („I Am the Last Ghetto”). Tak, jak wszystko od Discos de Kirlian, tak i ten materiał brzmi jak kaseta odnaleziona po trzydziestu latach.


The Death Pop – Turn [2016]
(Discos de Kirlian)
facebook: [LINK]

The Death Pop, czyli kolejni reprezentanci Discos de Kirlian. Podobnie jak u The Ropes – twee/indiepopowe granie nawiązujące do atmosfery znanej z taśm c86, ale jednak mniej garażowe i mniej zakurzone. Muzyka dobra do włóczenia się po mieście, gdy słońce już zachodzi. Piętnaście sympatycznych, przyjemnych nagrań o wyraźnym piosenkowym charakterze. Utwory trwają średnio po trzy minuty, więc nie powinny znużyć – zwłaszcza, że (wbrew pozorom) sporo się w nich dzieje. Na przykład wtedy, gdy wokal nieco odrywa się od linii melodycznej, sprawiając wrażenie tła lub echa, które próbuje dogonić całość (i nie jest to wadą albumu). „Turn” może przypaść do gustu miłośnikom bardziej popowego oblicza The Cure.


The BV’s – Runaway Neon [2016]
(Melotron Recordings)
facebook: [LINK], [LINK]

Zdaje się, że The BV’s brzmią najbardziej nostalgiczne spośród zespołów, które zostały przywołane w ramach tego przeglądu. Możliwe, że to za sprawą synthów, których brzmienie przywodzi na myśl grube, mocne pociągnięcia pędzla, umaczanego w farbie o jakimś zimnym odcieniu. Sporo jest tu odwołań do shoegaze’u, chociaż jednak nieśmiałych, ostrożnych, nie wprost. Niektóre nagrania w pewnych momentach zaczynają brzmieć trochę metalicznie – właśnie wtedy, gdy pojawiają się przestery i repetycje. Gitary czasem zgrzytają, ale na pewno nie hałasują. Jest w „Runaway Neon” trochę tęsknoty za latami 90. i słychać, że to tęsknota za tym, co w latach 90. było najlepsze.


Seafang – Motorcycle Song [2016]
facebook: [LINK]

Seafang, czyli poboczny projekt muzyków Honeyrider. „Motorcycle Song” zawiera tylko trzy nagrania, z których najdłuższe trwa niecałe trzy i pół minuty. Jest więc szybko i dynamicznie, ale z małym ukłonem w stronę dreampopu. Bezpretensjonalne, nieinwazyjne piosenki dla zadziornych wrażliwców. Gdyby nagrywali pod koniec lat 80., 4AD na pewno zwróciłoby na nich swoją uwagę. No a jeśli nie 4AD, to z pewnością przywołana we wstępie Sarah Records.


Mercury Girls – Ariana [2016]

Mercury Girls robią hałas, choć w bardzo uroczy, momentami wręcz ugrzeczniony sposób. Na „Arianie” jest odrobinę zgiełku i trochę zamętu, ale nic nie wymyka się spod kontroli. Wszystkie proporcje są zachowane – gitary robią bałagan, wokal głaszcze po głowie, a całość momentami gryzie, momentami natomiast polewa balsamem. Twee/noisepop, który brzmi jak nagrywany w dusznej piwnicy, do której od czasu do czasu przedostają się smugi światła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.