Ukryty kuc #3

Cześć, jestem Paweł. Jako publicysta muzyczny działam w różnych miejscach już wiele lat, możecie też kojarzyć, że robię muzykę pod pseudonimem Naphta. Ale muszę się wam z czegoś zwierzyć. Uwielbiam sporo serowej muzyki – a to kapkę power metalu, a to ciupkę kreskówkowego black thrashu, a i progmetalem nie pogardzę. Można powiedzieć, że bywam ukrytym kucem. W tej rubryce znajdziecie polecanki metalowe, które raczej nie wychodzą poza obieg właściwy dla tych gatunków. Nie wszystkie ociekają goudą, niektóre nawet zahaczają o coś, co miałoby potencjał na crossover do niemetalowej publiczności.


Dzisiejsze spotkanie z kucem musimy zacząć od ogłoszenia. W związku ze zmianami na Trzech Szóstkach, również i ten cykl musi zrzucić kokon i zmienić się w motyla latającego po polskim metalu. Może być ciekawie! Tymczasem ostatni raz wyglądamy poza Odrę i Nysę, ale nie tylko.


Entropia Vacuum

Co prawda miłościwie nam szóstkującemu Krzysztofowi płyta nie podeszła tak bardzo, ale ja nie mogę się od niej uwolnić. Hipnotyzujący groove, kosmiczne plamy w tle, kilka naprawdę fenomenalnych melodii (riff otwierający “Astral” jest wprost wyśmienity, podobnie motyw przewodni utworu tytułowego) – “Vacuum” próbuje oddać w formie albumu to, z czego Entropia słynie na koncertach. Płyta jest inspirowana psy-trancem i słychać to w miarowej stopie i psychodelicznej atmosferze, niejako zasysającej uwagę. Blackowe elementy płynnie spajają się ze stylistycznym rdzeniem “Vacuum” i stanowią świetne przedłużenie tego, co zespół robił wcześniej. Unikalna, ambitna i bardzo udana płyta!


Summoning – With Doom We Come

Nowa płyta Summoning to zawsze okazja do świętowania. Protector i Silenius mają wyjątkowy dar do epickich, lekko kiczowatych aranżacji, a “Old Mornings Dawn” to jedna z moich ulubionych płyt dekady (również poza metalem). “With Doom We Come” ukazała się na początku tego roku, ale dopiero niedawno miałem czas uczciwie i intensywnie do niej wrócić. Jest tu wszystko, za co kocham austriacki duet: świetne melodie, utwory brzmiące, jakby wczesny Satyricon robił JRPGa na Super Nintendo, wolne tempo i czarodziejska atmosfera. Niestety, to album odrobinę za długi i raczej gorszy od “Old Mornings Dawn”. Co nie znaczy, że mamy do czynienia ze złą płytą – wprost przeciwnie. “With Doom We Come” poświęca songwriting na rzecz aranżacji, która jest dużo bardziej złożona, niż na poprzedniej płycie, ale to wciąż jedna z najbardziej oryginalnych i wciągających propozycji w obrębie tegorocznego black metalu.


Horrendous Idol

Prog/tech death ma się naprawdę świetnie. Jeśli chodzi o rozwijanie bardziej technicznych wątków, to w zeszłym roku dostaliśmy kapitalny krążek Archspire. Horrendous zdecydowanie wolą iść w stronę progresywną – “Idol” to przede wszystkim melodie i ilość pomysłów na minutę. Alex Kulick, nowy nabytek zespołu, imponuje grą na bezprogowym basie, a duet Knox/Herring harmonizuje na gitarach figury o wysokim stopniu abstrakcji. “Idol” trwa 40 w pełni satysfakcjonujących minut i niemal w każdej z nich potrafi zaskoczyć. A to nieludzkim podjazdem basu, a to perkusyjną młócką Jamiego Knox’a, a to delikatnymi pasażami (“Threnody”). Ten album to kompozycyjny, aranżacyjny i techniczny monument.


Beyond Creation Algorythm

Zabawna sprawa: w przeciągu dwóch tygodni, nakładem jednej wytwórni (Season Of Mist), wychodzą dwie tech deathowe płyty, na których bezprogowy bas stanowi jeden z motorów całej zabawy. Horrendous są dużo bardziej oryginalni, ale “Algorythm” od Beyond Creation wygrał tę przyjazną rywalizację w moich uszach. Kanadyjczycy są bardziej skupieni, do tego produkcja albumu jest cięższa, a pseudosymfoniczne wstawki stanowią miłą odskocznię. “Algorythm” to techniczny death metal i nic więcej. Być może dlatego ten album spodobał mi się odrobinę – podkreślam: odrobinę – bardziej niż “Idol”. Inną sprawą jest wokal – Simon Girard jest dużo bardziej wszechstronny, czasem wrzeszczy, czasem karmi tradycyjnego ciasteczkowego potwora growlu. Kompozycje na “Algorythm” są pędzące, wciąż w drodze do kolejnych nieludzkich arpeggiów i miażdżących riffów – energia tego albumu jest wprost powalająca. Zarówno “Idol”, jak i “Algorythm” to wspaniałe albumy i po prostu cieszy ich wydawnicza bliskość – można je serwować na zmianę, bez straty jakości!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.