REKOMENDATOR: Kinowy Ekspres (#1)

REKOMENDATOR to nowy cykl, gdzie autorzy stron/blogów/fanpage’y polecają muzykę.

Część pierwsza jest zapisem ubiegłorocznego gościnnego występu Jakuba Dębskiego, pomysłodawcy Kinowego Ekspresu, na Trzech Szóstkach.


Muszę się przyznać, że rzadziej niż inni krytycy czy fani filmów zwracam uwagę na ścieżkę muzyczną. Wiem, że ona tam jest, ale jakoś zawsze wrzucam ją w głowie w szufladkę na kwestie techniczne – drugorzędne tematy do poruszenia. Pewnie dlatego, że tak wielu moich kolegów przykłada uwagę w takim stopniu, że ja nie mam już po co.

Dlatego dzięki za zaproszenie, Trzy Szóstki – rzadko sobie mogę nad tym pomyśleć.

Pierwszą z trzech moich dzisiejszych propozycji niech będzie muzyka z filmu “Gdzie mieszkają dzikie stwory” stworzona przez Karen O z zespołu Yeah Yeah Yeahs. Ekranizacja książki dla dzieci w wykonaniu Spike’a Jonze’a mogła być wyjątkowo mrocznym filmem, gdyby nie te utwory.

Za sprawą nucących wokali i okazjonalnych, rozbawionych krzyków dzieciaków dowiadujemy się, że kiedy wielkie bestie biją się drzewami, to jest to dobra zabawa i może nie musimy bać się o życie Maksa. Taki miks dwóch światów dzieciństwa – uspokajającego nucenia matki i wewnętrznej dzikości – jest głównym źródłem mojej miłości do tego filmu.


Moja druga filmowo-muzyczna propozycja to trochę oszustwo, bo ścieżka dźwiękowa z “Serca psa”, jaką znajdziecie na Spotify, to w zasadzie cały film. “Serce psa” to taki artystyczny, nieskupiony esej – artystka Laurie Anderson po śmierci swojego psa, którego darzyła chorobliwą miłością, zastanawia się nad śmiertelnością, a przy tym oferuje kilka naprawdę zabawnych wspomnień. Wszystko zupełnie bezpretensjonalne. Laurie znana jest chyba przede wszystkim ze swoich muzycznych eksperymentów i ten przypomina inne jej albumy poza tym, że dostajecie do ścieżki dźwiękowej całą wizualną impresję i garstkę dodatkowych informacji.

Polecam obejrzeć raz, a potem słuchać sobie nieskończoną ilość razy w drodze do pracy. Tylko film wyszedł w tym roku (2016 – przyp. trzy szóstki), więc może nie być jeszcze zbyt szeroko dostępny.


To uczucie, kiedy szukasz inspiracji do muzycznej polecanki w swoich ulubionych filmach i okazuje się, że żaden z nich nie zawiera muzyki albo ma ją szczątkową.

Mój ostatni typ dość jednoznacznie wskazuje mój profil. Lubię ciche, ckliwe i nostalgiczne utwory. Mógłbym wskazywać na jakieś inne, żeby było barwniej w tych moich postach, ale to by było nie fair, bo jak doceniam mroczne i ciężkie ścieżki dźwiękowe, to zwyczajnie ich nie słucham poza samymi filmami. Więc oto dla Was baja szanowni państwo.

“Wilcze dzieci” sprzed kilku lat to opowieść o matce wychowujące małe półwilkołaczęta. Praca w polu z dala od cywilizacji, tęsknota za prostym życiem i dziecięcą beztroską oraz strach przed stratą. To wszystko obecne jest tak w soundtracku, jak samym filmie. Perfekcyjny materiał do wzruszeń.

Teraz, kiedy już wiecie, co lubię w swojej muzyce filmowej, może z kolei Wy mi coś polecicie? Cheers i dzięki za zapro!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.