Przegląd: polskie nagrania, które warto znać (#6/2018)

Siła rekomendacji:

💥💥💥 – bardzo mocna

💥💥 – mocna

💥 – powyżej średniej


THCulture – Individual (Canal 666) 💥

Nieszczególnie śledziłem poczynania istniejącego od dwóch dekad THCulture. W ostatnich kilku latach tylko kilkukrotnie miałem styczność z tą nazwą, ale ostatnio trochę się to zmieniło, głównie za sprawą rozmowy z yogim, w której wspominaliśmy płytę “Samobójstwo” Smaru SW (link w komentarzach). Tam też padło kluczowe hasło, że nowe THCulture będzie brzmiało tak, jak prawdopodobnie brzmiałby współcześnie Smar SW. I w zasadzie tak to sobie wyobrażałem (no, może pomijając djentową okładkę): oto punk rock złamany post-hardcore’em i etno “przeszkadzajkami”, które najczęściej skrywają w sobie bardzo ładne melodie.I takie jest “Individual”; z jednej strony usadowione w “klasycznym” punku, z drugiej – w wielu miejscach zaskakująco frywolne i z deka piosenkowe. Nadal mam lekką słabość do takiego grania, więc propsuję.

–> [LINK]


Nirlazc – Nirlazc EP 💥💥

Bedroomowy (ale nie do końca kameralny) ambientowy pop. Wyczuwam też slowcore’owy puls i (luźne skojarzenie) ariel pinkowe naleciałości. Urocza i czarująca epka.


MUKA – PAMPUCH (Pointless Geometry) 💥 1/2

Trafna pozycja dla osób ceniących sobie #-pkd#kfjjj###♥♥<3dddd(。◕‿◕。)arghhh666***◖♪_♪|◗tszzzzzzuuuummm++xyzƪ(⁰o⁰;)ʃ____________478utriuhf8498ghife8u48u48u9wu>>>>>________(^-^)📢666,,,,,,uif9rujvikvj99====🐧====0000


Ortsul – Robactwem Oblazłem 💥 1/2

Nie wiem, czy jest to do końca poważny projekt, trudno też powiedzieć, na ile fetysz alkoholu jest prawdziwy, natomiast Lust… tzn. Ortsul są kapitalni w swojej black metalowej nieporadności. Uwielbiam ten chaotyczny, ugotowany wokal i proste melodie. Może oficjalnie będą mówić, że uwielbiają lasy, ale najprędzej spotkacie ich na ławce w parku.


daysdaysdays demo 💥💥 1/2

Dziękuję daysdaysdays za to, że przez te kilka minut poczułem się jak podczas pierwszych odsłuchów debiutu The Get Up Kids, jednej z moich ulubionych płyt ever. Utwory od 1 do 3 to emocjonalna liga mistrzów, później napięcie minimalnie spada, ale dalej: kozacki materiał. O takie emo nic nie robiłem.

 


Akwizgram – 4ever (enjoy life) 💥💥 1/2

Zdecydowanie jedna z najlepszych (nie tylko w tym roku) pozycji w katalogu enjoy life. Boards of Canada spotykają kreskówkowy post-club. Dużo ciepła, dużo też niepokojących drgań, gram parkietowych strug i marzycielskie downtempo – Akwizgram.


Syndrom Paryski – Raj na ziemi 💥💥

Muchy 2.0? Tak, ale z mocnym akcentem na American Football. Spokojne (czasami chyba aż nazbyt – takie moje widzimisie), kojące, całkiem przebojowe piosenki o wchodzeniu w dorosłość.


Mchy i Porosty – Sigh EP (Transatlantyk) 💥💥 1/2

Widziałem tu i ówdzie, że o “Sigh” mówi się w kategoriach “zepsutego house’u”. Jako fan krótkich i treściwych określeń mogę tylko przyklasnąć – takie właśnie jest “Sigh”. Cała epka przypomina niesprawne zabawki z melodyjkami, którym ktoś pozwolił prowadzić imprezę. No wiem, trochę creepy, ale zabawa jest przednia. Jedna z fajniejszych rzeczy w tym roku.


  We will fail – Dancing (Refined Productions) 💥💥

Jak dotychczas końcówka 2018 wygląda bardzo dobrze. Na zestawienia jeszcze przyjedzie czas, także na 36, ale zapewne już załapaliście, że “Dancing” na mojej liście zgarnie sporo punktów. Z jakich względów? Głównie dlatego, że nowy materiał We will fail jest pełen klimatycznych sprzeczności, które jednocześnie popisowo ze sobą współgrają, tworząc tym samym eklektyczny miks techno industrialu, dubu czy nawet (uwaga, podobno bardzo nielubiane przez muzyków określenie) idmu. “Dancing” szumi, drapie, lecz i popycha na parkiet. Rzecz do kontemplacji i zabawy.


Trzy nowe nagrania z Audile Snow. Jeden hicior, jeden mocny strzał i jedna dobroć.

█▬█ █ ▀█▀ Arkadiusz Entropia – Często boję się, że umrę zgorzkniały, pełen tęsknoty za momentami, kiedy mogłem coś zmienić w swoim życiu 💥💥 1/2

Chrzęszczące i zgrzytające techenko z idmowym pogłosem. Całkiem taneczne, mocno wżynające się w głowę. Dodatkowo na plus zapisuję parę refleksyjnych, ambientalnych partii, płynnie wcierających się w ten ciernisty krajobraz.

👊 Auride – Encountered Strikes 💥💥

Pojadę okrutnym schematem i z góry przepraszam, ale, no, czasami trzeba, jeśli rzeczywiście tak się czuje: “Encountered Strikes” wyśmienicie się sprawdza na wieczorny spacer po mieście. Ale nie że zaraz gdzieś na wyprawę po najgorszych miejscach, chociaż fajnie byłoby znaleźć opustoszałe ulice. Auride ma future garage’owy dryg, ładnie operuje (dark) ambientem, do tego jest kilka eksperymentalnych motywów (przez co album nie jest tak konwencjonalny, jak mogłoby się na początku wydawać). Mnie rusza.

paszka – producent mebli z drewna i materacy 💥 1/2

Drugie wydawnictwo paszki w tym roku – i moje odczucia niezbyt się zmieniły. Przyjemny idm/post-industrial, połamany, zryty, szalony i kolorowy, tylko czasami aż nadto. Brakuje mi trochę puenty, może też jakiegoś wyróżnika. Oby ten potencjał w następnych miesiącach/latach rozbłysł na dobre.


Mateusz Franczak – Night-Night (too many fireworks) 💥 1/2

Dawno temu, tuż po skończeniu liceum, miałem niemałą zajawkę na Lis Er Stille. Ot, sigurrosowy post-rock z progowym zacięciem: czyli subtelne, senne faktury przeplatane patetycznymi wybuchami melancholii, minimalizm spotyka maksymalizm itede. Duńczycy byli spoko, ponieważ wiedzieli kiedy przystopować i nigdy (prawie nigdy) nie przesadzali z patosem. Wspominam o tym w kontekście “Night-Night” z dwóch powodów. Pierwszy – wokal Mateusza nieco przypomina głos Byrialsena. Drugi – muzycznie to również całkiem podobna sprawa, chociaż koniecznie należy podkreślić, że tutaj żadnych “wybuchów” nie ma. To znacznie subtelniejsze dzieło, wycofane, żyjące we własnym świecie.


Andrzej Nowak – A View of Wilderness (Mondoj) 💥💥

Abyście lepiej wczuli się w klimat, muszę wkleić fragment notki od wydawcy:

Część utworów nagrana została z wykorzystaniem techniki tzw. wyabstrahowania geo-lokacyjnego, wedle której poszczególne dźwięki opracowywane zostają w rozlokowanych w różnych miejscach przestrzeniach osobnych kabin o podstawowych wymiarach dwa na dwa na trzy metry, a następnie przystawiane do siebie, nakładane i kompilowane aż do uzyskania efektu płynności.

i jak, fajnie?

Dla mnie fajnie. “A View of Wilderness” kojarzy mi się z melodyjkami do dawnych telewizyjnych programów dla dzieci, które przy okazji przeżyły pewne problemy techniczne (melodyjki, nie dzieci; chociaż…) i teraz można je słuchać tylko w takiej formie. Psychodeliczne, kosmiczne i zarazem gustowno-gładkie sekwencje bardzo szybko się przykleją, chociaż – powiedzmy szczerze – nie jest to łatwy album.


Faxada – Paraa (Darling Recordings) 💥💥

Chwaliłem pierwszy album Faxada (“Cohost” z 2016), z chęcią pochwalę i ten najnowszy, chyba nawet przebijający debiut. “Paraa”, jak przystało na materiał oparty na glitchowym ostrzeliwaniu słuchacza, jest totalnie zwichrowane. Najczęściej w takich sytuacjach gdzieś po kwadransie przychodzi zmęczenie, ale nie na tym materiale. Faxada może nie przepada za serwowaniem spokojniejszych partii, natomiast ukojenie przychodzi z trochę inne strony – a jest to strona postclubowa, nadająca dźwiękowej nawałnicy ekscytujące zniuansowanie. Trzeba docenić.


Guiding Lights – Not Much War (Instant Classic) 💥💥

Czy jeszcze ktoś w Polsce tak gra? Niewątpliwie, ale mój radar czegoś takiego nie wykrył. “Not Much War” to garażowka ze specyficznym, koherentnym, popowym autografem. 13 szybkich piosenek z imponująco spokojnymi (i cichymi) wokalami. Brzmieniowa spójność całego albumu też robi wrażenie, ale – gdybym miał się na siłę przyczepić – przydałyby się (nawet) kilkusekundowe partie wychodzące poza opracowane do perfekcji schematy. W każdym razie: jeśli nie wiecie przy czym się bawić w święta, no to już wiecie.


Melty – Melty 💥💥💥

Co tu w ogóle się wyprawia. Nagle w grudniu natrafiam na jedną z lepszych płyt 2018. Catherine Wheel? Ride? THE POSIES? Tak. Same przebojowe, cudne melodie, najwyższej klasy radiowy shoegaze aka dynamiczny dream pop. Kooosa.


Bukowicz – Dyskomfort w głowie 💥💥

Największym wyzwaniem (przynajmniej dla mnie) podczas słuchania “Dyskomfortu w głowie” jest początkowy dyskomfort związany z wokalem: rozwlekłym, monotonnym i wysuniętym na pierwszy plan, tak jakby ktoś przeczytał poradnik “jak śpiewać coldwave” i zrobił wszystko dokładnie aż do przesady. Ale właśnie – nieco później dojdziemy do wniosku, że właśnie tak miało być i na tym to wszystko polega (super z całością współgra uzupełniający, bardzo ładny głos Anety Maciaszczyk). I gdy tak się stanie, wszystko już będzie dobrze. Żeby nie było: coldwave to raczej skrót myślowy, znacznie częściej można napotkać na senny pop z shoegaze’ową ornamentyką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.