Przegląd: polskie nagrania, które warto znać (#2/2019)

Siła rekomendacji:

💥💥💥 – bardzo mocna

💥💥 – mocna

💥 – powyżej średniej


⚫ Dj Stoner DadVentura (Father And Son Records And Tapes) 💥💥

Materiał na przecięciu (outsider) house’u, acid techno i ambientu. Prędzej do użytku klubowego, aniżeli domowego, choć sam sprawdzałem w warunkach domowych i było, nie powiem, przyjemnie. Najfajniejszy jest chyba ten kosmiczno-balearyczny posmak; kursowanie w przestworzach w cieplarnianych warunkach.


⚫ Kwiaty Kwiaty 💥💥

Pierwszy komentarz na YT: “jestem od Melona”. Przecież to genialne. Na pewno parę osób pomyśli, że Anthony Fantano nagrał o Kwiatach pochwalny filmik. Otóż (jak na razie) nie. O Kwiatach za to wspomniał polski melon, co jest jeszcze fajniejsze. I naprawdę, szanuję takie manewry.

A co z samą muzyczką? Dużo sennego popu, sporo shoegaze’u, ale też – w tych mocniejszych i szybszych rejestrach – jest lekki pogłos grunge’u i alt rocka z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych, aczkolwiek mam nieodparte wrażenie, że bardziej chciano nawiązać do post-punku (naturalnie mogę się mylić). Najczęściej nieźle to się sobą wiąże, choć nie zawsze, np. niby energetyczna “Honda” w ogóle nie pasuje do marzycielskiej, psychodelicznej całości. Ale dobra, nie ma co stękać. Jest dobrze.


⚫ Lwstndrds Failures 💥💥💥

Rozjuszony, piwniczny, umorusany gniewem i wkurwem powerviolence z wyraźnie wyeksponowanym death metalowym wątkiem. 10 minut obłędu i wpierdolu.


⚫ SIKSA / Cssaba – Palemosty nielegal 💥💥💥

Czekałem, czekałem, i się doczekałem – wreszcie usłyszałem teksty SIKSY w otoczeniu bardzo dobrej muzyki. Tego właśnie mi brakowało. Nie chcę umniejszać poprzednim dokonaniom, ale nie, nie będę zgrywał, że mi się szczególnie podobały. Jako performance – spoko; jako dźwięki do słuchania np. w domu – nie bardzo. Nic w tym jednak dziwnego; SIKSA to trve punk, a ja nigdy nie szalałem za muzyczną estetyką trve punk rocka.

“Palemosty nielegal” to kryminał, czasami zahaczający o estetykę filmu noir. Kryminał o Gnieźnie, czyli o mieście będącym onegdaj na czele mojego rankingu “miejsca, które na 95% nigdy nie zobaczę i nawet nie wiem czemu”. I czuję, jak te ambientalne, industrialne oraz (momentami) quasi-symfoniczne wiązki cudownie płyną, a Alex w pełni wykorzystuje każdą sekundę, żeby wszystkim powiedzieć: jak było, jak jest, ale jak może – na szczęście – nie być w przyszłości.


⚫ Martim Monitz Alba (Extinction Records/Atman-Music) 💥💥 1/2

Oldskulowy, psychodeliczny post-punk. Bardziej punk niż post. Za “Albą” kryją się nader chwytliwe melodie zamaskowane noise rockowym sznytem, charakterystycznym dla pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Bardzo spoko.


⚫ ANII Aniitime (Kompakt Records) 💥💥

Na poły rytualny, na poły dancefloorowy house. Podoba mi się ta niejednoznaczność i nieokreślona w 100% faktura “Aniitime”, w której skład wchodzą przestrzenno-kosmiczne pasaże, ale także i refleksyjne dygresje, co może kierować nas w stronę zamyślonego trance’u.


⚫ Wiry Łuna (Dreamland Syndicate) 💥💥

O, i to jest dark jazz do jakiegoś naprawdę podłego egzystencjalno-kryminalnego filmu puszczanego w kinie dla 15 osób, może gdzieś w Hajnówce. Albo coś w tym stylu. Wszystko jest tutaj zadrapane, obite i – tak po prostu – zajebiście niewyraźne. I w tym upatruję wyjątkowość “Łuny”.


⚫ plusz każda chwila jest dobra żeby wszystko zmienić ep 💥💥

Słuchacie intensywnie Gruzja Konsulat? Fajnie, nie wtrącam się, ale w wolnej chwili koniecznie sprawdźcie plusz. Charczący, bolesny, ciężki, ziarnisty jak cholera black/noise. Ze słonecznego Krakowa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.