Przegląd: polskie nagrania #1 (#1/18) (m.in. kIRK, Wczasy, Adrian Kolarczyk)

Skala ocen:

💥💥💥💥💥 – fantastyczne

💥💥💥💥 – bardzo dobre

💥💥💥 – niezłe

💥💥 – przeciętne

💥 – słabizna


kIRkIch dzikie serca (Fundacja Kaisera Söze)

Dokąd zmierza kIRk? Tak po prawdzie w kwestii noir nu jazzu ta ekipa powiedziała już naprawdę wiele, lecz “Ich dzikie serca” są świadectwem na to, że jeszcze nie wszystkie historie zostały opowiedziane. To w pewnym sensie wydawnictwo ryzykowne, ponieważ pod kilkoma względami wydaje się być niedostępne. Szczególnie poraża wciągające, infernalne brzmienie. Do tego wokalizy Antoni Nowackiej sprawiają, że już nic nie jest jasne, nic nie jest proste. Z alternatywy kIRk idą ku awangardzie. Ale proszę się nie obawiać, będziecie Państwo zadowoleni (ja jestem).

💥💥💥 1/2


The DogI Am You (Drop Out Records)

Ładna produkcja i entuzjazm The Dog to, jak na mój gust, nieco za mało. “I Am You” to taki hardcore od linijki, bez większego kompozycyjnego błysku. Energia i niewątpliwy wkurw oczywiście tuszują niedostatki, ale nie wszystko da się w ten sposób ukryć, a już na pewno nie mało urozmaicony repertuar. W domowych warunkach nieszczególnie jest to inspirujące.

💥💥


Drony!Fale (Pazurtupaka Rec)

Warto docenić fakt, że nazwa projektu oraz tytuł wydawnictwa niemal załatwiają sprawę opisu (aż poczułem się niepotrzebny). No, ale samo “niemal” jednak zostawia pewne pole do własnych przemyśleń. Najmocniejszym punktem tego przedstawienia jest klaustrofobiczna, schizoidalna atmosfera – ładnie prezentuje się tutaj wszędobylski dub, który pluskom, zgrzytom i bolesnym odgłosom nadaje pewną lekkość. Jest zatem wyczuwalny puls, coś się dzieje, uszy nie bolą. Niemniej czegoś brakuje, żeby jakoś szczególnie doznać. Może lepiej byłoby zrobić z tego EPkę?

💥💥 1/2


Adrian Kolarczykaheloy! – if (-Super-)

Przypuszczam, że będzie to najlepszy tegoroczny materiał, o którym mało kto wspomni. “aheloy! – if”, jak głosi oficjalny opis, to: “zbiór wcześniej niepublikowanych nagrań powstałych z czystej chęci eksperymentowania z dźwiękiem”. Dodatkowo całość trwa 90 minut. Mało zachęcający wstęp, czyż nie? Mimo wszystko nie lękajcie się. Kolarczyk rzeczywiście eksperymentuje, ale są to eksperymenty wybitnie melodyjne, śmiało odkurzające najntisowe patenty techno ambientu, idmu czy downtempo, mooooże z taką śladową awangardową dystynkcją. I to wszystko kapitalnie się klei, jest dużo ruchu, tańców, pląsów oraz melancholii i niepokoju. Tak, parkiet miota się z piwnicą. Nie wiem, po prostu nie ogarniam, jak to wcześniej nie wypłynęło, tylko leżało sobie w szufladzie, a później mimochodem zostało wydane w niepozornej quasi-kompilacji. Damn. -Super- muzyczka.

💥💥💥💥


WczasyZawody (Thin Man)

Napisałem kilka miesięcy temu, że “Wczasy są bardzo ok” i teraz w materiałach prasowych często napotykam się na ten cytat. Są zatem dwie możliwości: (i) o Wczasach nikt nie pisze, więc chłopaki rozpaczliwie wrzucili rzeczony fragment, żeby w ogóle coś było, (ii) czasami prosty, lecz szczery komplement znaczy więcej niż wielopoziomowa błyskotliwa linijka. Patrząc na to, jak wyglądają poczynania duetu Żwirełło & Maczaluk ufam, że chodzi o drugą opcję. “Zawody” kontynuują slackerskie i satyryczne tradycyjne ubiegłorocznej EPki “1000 problemów” (bardzo polecam), aczkolwiek całościowo nastrój ma znacznie więcej refleksyjnych wstawek. Takie dołowanie z jednoczesnym poklepywaniem po plecach. Jesteś ostatni, nikt cie nie lubi? Spoko, nas też. Bardzo fajnie w tej estetyce wypadają synth-punkowe podkłady a la “pierwsze Kombi gra coldwave”. Czyli jest więcej niż dobrze.

💥💥💥 1/2


XenonyPolish Space Program (Instant Classic)

Gdybym miał polecieć w kosmos, to chciałbym, aby towarzyszyli mi kolesie z Vysoké Čelo. Jako wielki fan ich kosmiche folku czułbym się komfortowo, bezpiecznie i – no cóż – miło. Czy chciałbym, aby w tej podróży uczestniczyli także panowie z Xenony? Raczej tak (z naciskiem na “raczej”). Kręgosłupem “Polish Space Program” są syntezatory oddające klimat prog elektroniki, które także z niemałą chęcią flirtują z melodyjnością synth popu. Sami więc widzicie, że koncept jest ultradobry. Pewne wątpliwości dotyczą właściwie tylko wykonania – bo zasadniczo tak ambitne przedsięwzięcia powinny być odpicowane od a do z, natomiast w tym przypadku każdy z tracków żyje jakby oddzielnie. Składankowy posmak wybija z rytmu i nie pozwala do końca się wczuć. A fajnie byłoby sobie bez spiny polatać po kosmosie.

💥💥💥


KompozytSynchronicity (Trees Will Remain Recordings)

Zacznę od drobnej szpilki – “Synchronicity” jest za długie. Bracia Żuralscy czują dub, techno i nu jazz; doskonale wiedzą, jak właściwie zaprogramować każdy z tych elementów, mają także pojęcie o tym, co trzeba zrobić, aby znaleźć pomiędzy tymi instytucjami nić porozumienia. Ten schludnie dopieszczony konglomerat mógłby sponiewierać, gdyby trwał z 40 minut. Później nadchodzi lekkie znużenie, które koniec końców wyraźnie wpływa na ocenę końcową. Jeśli duo Kompozyt więcej uwagi poświęci selekcji plus dołoży do tego gram spektakularnych zwrotów akcji, to niebawem będzie można mówić o wydarzeniu. Na razie jeszcze ciut brakuje.

💥💥💥


Kwestia KwasuKwas Topi Czas (Cirsium Kollektivet)

“Kwas Topi Czas” jest idealnym albumem dla wszystkich zastanawiających się nad tym, jak mógłby brzmieć black metal, gdyby powstał w latach osiemdziesiątych w Polsce i został przejęty przez punków. Kozackie rozkminy, natomiast mam dwa problemy z tym wydawnictwem. Gdzieś w połowie wkrada się monotonia i po początkowym elemencie zaskoczenia nie ma już śladu. Jest kosmiczne otwarcie, brakuje jeno utrzymania tego napięcia. Druga sprawa to przesadnie zapijaczone, nagrane jakby od niechcenia wokale, których zupełnie nie potrafiłem pogodzić z muzyką – rzadko więc całkowicie wbijałem się w intrygujący klimat Kwestii Kwasu. Jako ciekawostka na jeden czy dwa odsłuchy to fajny materiał.

💥💥


paszkarytmy, cykle, i czas (enjoy life)

O takich nagraniach mówię, że są przeszarżowane. Czyli zgadza się pomysł, zgadzają się środki artystyczne, zgadza się otoczka, jedynie coś szwankuje w samej realizacji. Paszka nie cacka się w tańcu – tworzy na wolnym ogniu dźgnięty glitchem idm, gdzieniegdzie dosypuje szmery i trzaski. Można niby powiedzieć, że to kolejny post-industrialny pocisk, tylko właśnie nie do końca – trochę tego wszystkiego za dużo, dobroć brata się z przeciętnością, i po całym seansie wrażenia są mieszane. Chociaż może wina leży po stronie mojego organizmu, który nie potrafi tego wszystkiego właściwie podjąć? Niemniej, jeśli mam coś do gadania, proponowałbym położyć większy nacisk na narrację.

💥💥 1/2


Lounge RyszardsPolish Jazz vol. 420 (Szara Reneta)

Polish jazz i no jazz w jednym szeregu. Nie wiem jak u was, ale ja właśnie otworzyłem szampana. Pewne rzeczy się spełniają, wystarczy tylko… Ok, nic nie trzeba robić, Lounge Ryszards i tak musieliby powstać. Wiadomo, że i nazwa, i tytuł, i tytuły utworów są owinięte wstęgą śmieszkizmu, lecz w błędzie będą ci, którzy uznają, że wszystko tutaj jest zrobione z humorkiem. Bowiem tam, gdzie kończą się Reguły, zaczyna się Pruszków – tak więc wraz z rozpoczęciem grania z głośników wylewa się asymetryczny, bezładny, funky i nojsowaty impro jazz, dostarczający doprawdy sporo przyjemności. Inna sprawa, że gdzieś od 10 lat mam słabość do takiego grania. Skąd o tym wiedzieliście?

💥💥💥 1/2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.