Przegląd płyt #2/18 (m.in. Kanye West, Gas, Gang Gang Dance, SOPHIE)

Skala ocen:

💥💥💥💥💥 – fantastyczne

💥💥💥💥 – bardzo dobre

💥💥💥 – niezłe

💥💥 – przeciętne

💥 – słabizna


Ostatnio powróciłem do “My Beautiful Dark Twisted Fantasy” Kanye Westa i doszedłem do wniosku, że gdyby ten album trwał tyle, ile jego najnowsze produkcje (nie byłoby mi szczególnie żal np. “Monster” czy “Hell of a Life”), to prawdopodobnie wystawiłbym maksymalną ocenę. W teorii twórczość Kanye w skondensowanej formie, gdzie na krótkim odcinku trzeba zmieścić wszystko, co najlepsze, rezygnując przy tym z wątków, które są co najwyżej niezłe, powinna wybitnie lśnić. W przypadku “ye” i “KIDS SEE GHOSTS” (czyli duecie Kanye & Kid Cudi) nie do końca to czuję. “ye” ma śliczne, miękkie brzmienie oparte o soulowo-gospelowe fundamenty. Jest tak klarownie, że aż momentami sennie. Bardzo podoba mi się dynamiczne “Yikes”, z kapitalnie zwolnionym refrenem albo psych-popowy “Ghost Town” – reszta, oprócz sekundowych zajawek, stoi na poziomie (skądinąd niezłego) “The Life of Pablo”.

“KIDS SEE GHOSTS” nie ma jednego, wyraźnego bangera, za to całościowo stoi na (bardzo) wysokim poziomie. Może niekoniecznie lirycznie (Kid Cudi nie ma startu do linijek Kanye, nie mówiąc o gościach), natomiast produkcyjnie: holy shit. Bity są zupełnie nieprzewidywalne i balansują pomiędzy elegijnością a brutalizmem; do tego cały czas zachowują niemałą przebojowość. Co nie zmienia faktu, że czasami w jednym momencie dzieje się wręcz za dużo.

Z tego grona najlepsza wydaje się produkowana przez Westa “DAYTONA”, która w dużej mierze łączy to, co najlepsze w “KIDS SEE GHOSTS” i “ye”. Nie ma tu miejsca ani na nazbyt senne wstawki, ani na przeeksperymentowane podkłady – proporcje wyliczono wręcz idealnie, wystarczyło dać sobie spokój z art popowymi wkrętami. “DAYTONA” po prostu płynie, bez żadnego “ale”.

Kanye Westye (Good) 💥💥💥

Pusha TDAYTONA (Good) 💥💥💥💥

KIDS SEE GHOSTS – KIDS SEE GHOSTS (Good) 💥💥💥 1/2


Niezmiernie się cieszę, że Gas już chyba na stałe powrócił. Po świetnym ubiegłorocznym “Narkopopie” Gas przygotował jeszcze lepszy materiał. “Rausch” spełnia właściwie wszystkie moje potrzeby względem potężnego ambientalnego techno. Wyrywający z korzeni rytm Wolfgang Voigt opakowuje kojącymi, symfoniczno-ambientowymi partiami. I gdzieś po kwadransie zupełnie odpływam – a to chyba najlepsza rekomendacja, jaką mogę wydać.

Ale to nie koniec emocjonujących odrodzeń. W grze znów są Gang Gang Dance, jedni z ważniejszych bohaterów mojej młodości. Ostatni album brooklińskiego kolektywu powstał siedem lat temu. Istniało więc zagrożenie, że po tak długim okresie ciężko będzie się im odnaleźć. Siedem lat w muzyce to wieczność; szczególnie, gdy mówimy o zespole odkrywającym na każdym kolejnym albumie nowe lądy. Muszę więc szybko uspokoić: “Kazuashita” to dowód na to, że Gang Gang Dance dalej są pasjonujący, chociaż, co ciekawe, nie jest to materiał szczególnie inspirujący czy rewolucyjny. To prędzej kontynuacja pewnych idei zawartych na wydanym w 2011 “Eye Contact”. Idei polegających na zespoleniu dream popu, psychodelii i parkietu w jeden organizm. Nie muszę raczej tłumaczyć, jak niezwykle ciężkie jest to zadanie. A GGD znów *TO* zrobili. Czapki z głów.

GasRausch (Kompakt) 💥💥💥💥 1/2

Gang Gang DanceKazuashita (4AD)💥💥💥💥


Rozbrajająco dobry LP wydał Leon Vynehall. Nie ukrywajmy: tak miało być. Leon co kilka miesięcy wypuszcza kozacki deep house, niemniej “Nothing Is Still” jest wyjątkowe i INNE: jazzowe, ambientowe, delikatnie stąpające po tafli house’u (przynależność do Ninja Tune zobowiązuje). Vynehall wchodzi tutaj na nowy poziom głębi. Nie dość, że jest fachowcem od pląsów, to jeszcze stał się znawcą chilloutu zakrapianego mrokiem. To jedno z najlepszych nagrań 2018. Mówię to już teraz.

Chciałbym to samo powiedzieć o “Oil of Every Pearl’s Un-Insides” SOPHIE. Niestety, musiałbym wtedy nieco nagiąć prawdę. Od razu muszę zaznaczyć, że kocham przerysowanie głośną produkcję – wiem, że niektórych bolą od tego uszy i narzekają, ale właśnie ten ból jest tutaj kluczowy. W świecie, gdzie post-industrial spotyka pc music, nie ma miejsca na zniuansowanie, i ja to absolutnie kupuję. Mam tylko pewne wątpliwości co do tego, czy to dobrze, że wszystkie te kompozycje znajdują się na jednym materiale. Singlowo SOPHIE nie ma konkurencji, lecz sprawy się komplikują, gdy trzeba wypracować jedną, dłuższą narrację. Mówiąc po ludzku: “Oil of Every Pearl’s Un-Insides” nie jest pozbawione monotonii. Ciężko to zignorować.

Nie śledzę uważnie poczynań Janelle Monáe, chociaż pamiętam, że osiem lat temu przewidywano, że retro-futurystyczne “The ArchAndroid” to początek wielkiej kariery urodzonej w Kansas artystki. Trzeba jednak pamiętać, że wówczas też sądzono, że Lady Gaga zdominuje branżę nawet na dekadę. Monáe jakoś sobie radzi, spokojnie nagrywa, o jej muzyce cały czas gdzieniegdzie się mówi, tylko czy kogoś to jeszcze szczególnie elektryzuje? “Dirty Computer” porusza multum wątków: od r&b, funku, synth popu po hip-hop i soul. Na papierze eklektyzm aż bije po oczach, natomiast w praktyce jest to płyta nieszczególnie ofensywna bądź też zmuszająca do większego wysiłku. Kluczowe są oczekiwania: oczekiwałem przyzwoitej popowej płyty i taką dostałem.

Leon Vynehall Nothing Is Still (Ninja Tune) 💥💥💥💥

SOPHIEOil of Every Pearl’s Un-Insides (Future Classic) 💥💥💥 1/2

Janelle MonáeDirty Computer (Bad Boy) 💥💥💥


W kwestii rozczarowań: wreszcie na longplay zdecydował się Blawan. Nie miałem niebotycznych oczekiwań, ale też nie sądziłem, że “Wet Will Always Drybędzie aż tak przeciętne. Jamie Robert proponuje techniawę stykającą ze sobą industrial i minimal. Wszystko fajnie, tylko problem polega na tym, iż nie przygotował przy okazji zapamiętywalnych motywów. Pełna profeska, wiadomo, ale gdzie są emocje? Chyba zaszło tutaj przesadne zdystansowanie. Na podobnej płaszczyźnie odbieram “Crusade Melancholia”. DJ Loser świetnie się nazywa, ma ładne okładki i otoczkę. Muzycznie nie wszystko jednak gra. Lubię ubiegłoroczny “s/t”, natomiast tegoroczny materiał niczego nowego nie wnosi do industrialnego techno – no chyba, że kogoś może poruszyć gotycka otoczka. Niestety, nudy.

Po całkiem udanych singlach inaczej wyobrażałem sobie “Wide Awake!” Parquet Courts. A może inaczej: liczyłem na ciut większy eklektyzm. Natomiast Parquet Courts na dłuższą metę nie mają szczególnie poważnych argumentów. Klepią w nieskończoność satyryczny art punk i gdzieś na trzecim indeksie wkrada się zobojętnienie. Ale spoko – z tego co widzę “Wide Awake!” zdobywa same pozytywne recenzje. Nie ode mnie.

Za to za każdym razem spodziewam się wiele od Oneohtrix Point Never. Daniel Lopatin to geniusz i wizjoner. Kropka. Stąd też nie potrafię się przebić na dłuższy moment przez “Age Of” – wydawnictwo niezwykle bezpieczne, statyczne i niejednokrotnie miałkie, szczególnie w tych alt-popowych sekwencjach. Nie ma tu wyzwań i zaskoczeń, jest za to znieruchomiała prog elektronika. Może po czterdziestce chciałbym tego często słuchać, na pewno nie teraz.

BlawanWet Will Always Dry (Ternesc) 💥💥

DJ LoserCrusade Melancholia (Clan Destine) 💥 1/2

Parquet CourtsWide Awake! (Rough Trade) 💥💥 1/2

Oneohtrix Point NeverAge Of (Warp) 💥💥💥


Mini-rozczarowania: “Compro” Skee Mask i “Our Raw Heart” YOB. Skee Mask profesjonalnie (hm) odświeża breakbeat, dodając do tego też techno ambient. No właśnie, “Compro” jest zrobione podręcznikowo i przez to w ogóle nie działa na wyobraźnie. Niczym idealnie przycięta trawa, która jest największym marzeniem nowej klasy średniej. Z kolei “Our Raw Heart” to ponad godzinna powtórka wszystkich doskonale znanych schematów doom/sludge/stoner metalu. Czy jest coś, co w ogóle wyróżnia YOB? Moim zdaniem nie. Przeciętniactwo.

YOBOur Raw Heart (Relapse) 💥💥

Skee MaskCompro (Ilian Tape) 💥💥 1/2

Powróćmy do milszych wieści. Courtney Barnett nagrała miodną płytę, pełną indie rockowych hooków, z minimalną garażową mgiełką. Jeśli miałbym porównać do “Sometimes I Sit and Think, and Sometimes I Just Sit”, poprzedniego longplayu z 2015, to “Tell Me How You Really Feel” sprawia wrażenie znacznie lepiej przemyślanego i spójnego dzieła, plus nie zauważyłem większych postojów, a i chyba procentowo jest więcej samoprzylepnych melodii.

Nie mam jeszcze sprecyzowanego zdania na temat Black Dresses. To znaczy waham się pomiędzy “dobre” a “dobre +”. “WASTEISOLATION” pozwoliło mi wrócić do czasów, gdy uważałem Sleigh Bells za mocny projekt, zresztą tak jak Crystal Castles. Bombastyczny noise/synth pop Black Dresses uderza w podobne tony. Mam jedynie nadzieję, że data ważności muzyczki dziewczyn będzie znacznie dłuższa.

Courtney BarnettTell Me How You Really Feel (Milk!) 💥💥💥 1/2

Black DressesWASTEISOLATION 💥💥💥1/2


Koniecznie sprawdźcie składankę Posh Isolation “I Could Go Anywhere But Again I Go With You”. Nawet jeśli nie przepadajcie za samym duńskim labelem. To takie nowe “Mono No Aware” – różnica jest taka, że kompilacja PAN w jednym miejscu umieściła wspaniały ambient, zaś Posh Isolation (z powodzeniem) skupiło się na post-industrialu i ambient popie.

V/AI Could Go Anywhere But Again I Go With You (Posh Isolation) 💥💥💥💥


Na koniec słowo o “Nothing 2 Loose” DJ Healera. Od dawien dawna nie słyszałem aż tak nużącego, tekturowego, pozbawionego wyrazu, sztucznego i pretensjonalnego deep/ambient house’u. Jeśli Paulo Coelho tworzyłby muzykę, to właśnie taką.

DJ Healer – Nothing 2 Loose (All Possible Worlds) 💥

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.