Poza strefą komfortu (#1)

O mniej oczywistych – czasem zapomnianych, czasem zakurzonych, czasem nawet nieodkrytych – płytach z przeszłości.


Otis G. JohnsonEverything – God is Love ’78 (1978)

Przyjrzyjcie się dobrze, tak wygląda miłość. Otis G. Johnson dla Jezusa zrobiłby prawdopodobnie wszystko. A mówiąc wszystko, mam też na myśli nagranie albumu. „Everything – God is Love ’78” to gospel bazujący na powolnych, szkieletowych synthach. Nie martwcie się, jeśli nie wiecie o co chodzi – drugiego takiego materiału nie znajdziecie. Bonusowo warto sięgnąć po Johnsona, aby sprawdzić, że już pod koniec lat siedemdziesiątych znano hipnagogiczny pop.


Mort GarsonMother Earth’s Plantasia (1976)

Muzyka do opiekowania się roślinami. Wg Garsona rośliny wymagają ciepłych, odprężających, jasnych i zarazem witalnych dźwięków. „Mother Earth’s Plantasia” to space lounge: koktajlowy majstersztyk wprost z kosmicznej stacji badawczej. Pełen relaks podszyty przygodowymi opowiastkami o orbitowaniu.


Radio Pyongyang: Commie Funk and Agit Pop From the Hermit Kingdom (2005)

Zaryzykuję stwierdzenie, że jest to jedno z najprzyjemniejszych wydawnictw z katalogu Sublime Frequencies – oczywiście jedynie pod względem warstwy muzycznej. Koreański agit pop nie ma nic wspólnego z topornością znaną z mainstreamowych rodzimych pieśni patriotycznych. Na „Radio Pyongyang” synth pop styka się z dumnymi chórami, symfoniczna muzyka filmowa z folkowymi hymnami, dziecięca muzyka z disco i funkiem, jarmarczne melodyjki z prog-popem, rosyjskie propagandowe utwory z niemieckimi szlagierami. Tańce, kuksańce. Fascynujące.


Itoh Masyitoh & Rineka SwaraNaon Margina (1980)

Zacząłem pisać i poczułem się jak diler mówiący do swoich stałych klientów, że „jeszcze takiego towaru nie brali”. Reklama reklamą, no ale serio – „Naon Margina” może zasiać ziarno niepewności w Waszych, zdawałoby się, już określonych gustach. Oto folk mocno zaburzający pewne „ustalenia” dotyczące tego, jak może brzmieć utwór. Nie twierdzę, że wszystko jest tutaj na odwrót, chcę raczej podkreślić, że na drugim planie dzieją się niesłychane, wstrząsające rzeczy, zupełnie zaburzające rachubę czasu i dodatkowo przejmujące całą narrację. Gdzie jest początek, gdzie koniec? Dlaczego „Naon Margina” jest aż tak chwytliwe, kto wymyślił tak kosmiczne melodie? Nie wiem, nie wiem.


Tadeusz PrejznerSpacer brzegiem morza (1973)

W sesji do „Spaceru brzegiem morza” uczestniczyli między innymi: Stańko, Nahorny, Wanat i Muniak. Skład mocarny, zawartość albumu również. W zawodach na najlepsze jazzowe easy listening Tadeusz Prejzner zająłby wysokie miejsce. „Spacer brzegiem morza” rozczula oraz ujmuje dobrotliwym brzmieniem swingu i bossa novy. Oprócz romantycznych ballad tu i ówdzie znajdziemy też szybsze strzały, w sam raz na wieczorne plażowe dancingi. Gwarantuję, że przy tym odpoczniecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.