Polskie podsumowanie 2018 – cz.4 (finał)

Uwaga: zasady zestawienia zawarte są w części pierwszej: [KLIK]


25

BlokowiskoBlokowisko [EP]

Coś dla fanów Killed to Death: industrialny coldwave z neofolkową domieszką. Szarobure piwniczne przeboje.


24

Złota jesieńw tobie nie jestem sobą (Lado ABC)

Aktualnie Złota Jesień brzmi cholernie oryginalnie. Pewnie znajdziecie multum podobnych noise/avant rockowych projektów, ale “w tobie nie jestem sobą” jest doprawdy I N N E. Mocno poszerzony skład sprawia, że w tym wszystkim jest jeszcze więcej rozgardiaszu, który po jakimś czasie układa się w klarowną całość. Oto pop dla osób uzależnionych od zgrzytów, szumów i trzasków. Potrzebowałem kilku odsłuchów, żeby dotrzeć do takich wniosków, więc nie zrażajcie się pierwszymi niepowodzeniami.


23

XDZVØNXTAPE_01

Nieporadny to hip-hop i chyba dlatego taki dobry. Warstwa muzyczna orbituje wokół…no właśnie, jak ktoś nie zna, to pewnie nie uwierzy, ale jest tutaj i mroczny dream pop, i synthpop, i muzyka sakralna, i trap, i zawiesiny trip-hopu. Nawijki, jak poniekąd wspominałem, piwniczne. Parada atrakcji. A najważniejsze: że brzmi to całkiem nowocześnie i nie jest aż tak szalenie eksperymentalnie jak mogłoby się zdawać, więc upatruje w XDZVØNX niezły potencjał komercyjny (wiadomo o jakiej komercji mówię). Oraz potencjał na to, że będę w 2019 słuchał ten przeciekawy duet całkiem regularnie.


22

Bartek Kujawski Puerile Things Inferno (Bôłt Records)

Okładka “Puerile Things Inferno” gniecie moje serce. Nic zatem dziwnego, że odsłuch odbył się w uprzywilejowanych warunkach. Prawda jest taka, że to kolejne mega oryginalne dzieło Bartka, o którym mało kto usłyszy. Ten niefrasobliwy, niesymetryczny i kreskówkowy idm ma coś w sobie z satyry – i to może z deka blokować (hehe) komercyjny potencjał “Puerile Things Inferno”. No, tak po prawdzie to temat na inną rozmowę; jeśli chodzi o moje osobiste odczucia: staram się to w głowie wszystko posklejać i za każdym razem wychodzi coś innego. To zdezorientowanie, lecz pozytywne.


21

100% RabbitRising (Indiana Records)

Nie róbcie w grudniu podsumowań rocznych, bo jest szansa, że przegapicie taki cudny materiał. Na “Rising” dzieje się tak dużo, że nie będę wam za bardzo wymieniał; albo dobra, tak w telegraficznym skrócie” odnoszę nieśmiało wrażenie, iż ktoś tutaj lubi XTC, cały ten prog-popowy asortyment klawych melodii i wielowarstwowych kompozycji. Ekstra, ja tez lubię (ok, uwielbiam).


20

daysdaysdays demo

Dziękuję daysdaysdays za to, że przez te kilka minut poczułem się jak podczas pierwszych odsłuchów debiutu The Get Up Kids, jednej z moich ulubionych płyt ever. Utwory od 1 do 3 to emocjonalna liga mistrzów, później napięcie minimalnie spada, ale dalej: kozacki materiał. O takie emo nic nie robiłem.


19

MazuttiKształt jazzu, który ma dojść (Lado ABC/Positive Regression)

Rzut oka na okładkę i – no tak – znów te Problemy polskiego rynku muzycznego. Tam pełna powaga, tutaj to samo; tam miłość do polskiego języka, tutaj to samo etc. Poważnie więc rzecz biorąc stwierdzam, że to bardzo fajne, barwne, skwaszone (i pomylone) techno, które ciągnie do piosenek. Gdzieniegdzie pojawiają się skrawki wokalu i nawet doszedłem do wniosku, że mógłby ktoś w Mazutti śpiewać na stałe (w sensie nie róbcie tego w przyszłości; chodzi o to, że wyobrażenia są spoko, nie rzeczywistość). Miło spędzam czas przy tych kawałkach, zatem dziękuję bardzo.


18

WczasyZawody (Thin Man)

Zawody” kontynuują slackerskie i satyryczne tradycyjne ubiegłorocznej EPki “1000 problemów” (bardzo polecam), aczkolwiek całościowo nastrój ma znacznie więcej refleksyjnych wstawek. Takie dołowanie z jednoczesnym poklepywaniem po plecach. Jesteś ostatni, nikt cie nie lubi? Spoko, nas też. Bardzo fajnie w tej estetyce wypadają synth-punkowe podkłady a la “pierwsze Kombi gra coldwave”. Czyli jest więcej niż dobrze.


17

julek ploskiTesco (BAS.KOLEKTYW)

Sorry julek, ale pewnie każdy, kto będzie pisał o tej płycie, wspomni o zakupach w Tesco. Ja także. Moje wspomnienia (bo raczej tam nie chadzam z racji lokalizacji) dotyczą głównie tego, żeby w żadnych wypadku nie kupować firmowej pizzy i chipsów. Nie i koniec. Natomiast Tesco w wykonaniu julka to całkiem inna bajka – bajka zdezelowana, poturbowana, poszarpana, bujająca się od zaszumionych fal aż do balsamicznych pętli. Ambient ściśnięty przez industrial? A może noise oddychający r&b? Kto wie. To akurat warto kupić.


16

VAPaide & Fischerle presents Doubts 2 (Pawlacz Perski)

Z niezalowego punktu widzenia można mówić o arcyciekawym wydawnictwie. Druga część “Doubts” polega na próbie poszerzenia/ulepszenia definicji footworku. Tak trudne zadanie powierzono osobom, które z footworkiem do tej pory nie miały zbyt wiele wspólnego (mowa np. o projekcie Mchy i Porosty czy Macieju Maciągowskim) i nie czują szczególnego związku z wcześniej opracowanymi zasadami gry. Naturalnie jest to eksperymentowanie na żywym organizmie, ale – przynajmniej dla mnie – nieoczekiwanie “Doubts 2” ma przejrzystą konsystencje i z łatwością może dotrzeć do szerszego grona słuchaczy. Za to należą się spore propsy, bo najprzyjemniej redefiniuje się wspólnie, a nie za zamkniętymi drzwiami.


15

We will fail Dancing (Refined Productions)

Nowy materiał We will fail jest pełen klimatycznych sprzeczności, które jednocześnie popisowo ze sobą współgrają, tworząc tym samym eklektyczny miks techno industrialu, dubu czy nawet (uwaga, podobno bardzo nielubiane przez muzyków określenie) idmu. “Dancing” szumi, drapie, lecz i popycha na parkiet. Rzecz do kontemplacji i zabawy.


14

Mchy i PorostySigh EP (Transatlantyk)

Widziałem tu i ówdzie, że o “Sigh” mówi się w kategoriach “zepsutego house’u”. Jako fan krótkich i treściwych określeń mogę tylko przyklasnąć – takie właśnie jest “Sigh”. Cała epka przypomina niesprawne zabawki z melodyjkami, którym ktoś pozwolił prowadzić imprezę. No wiem, trochę creepy, ale zabawa jest przednia. Jedna z fajniejszych rzeczy w tym roku.


13

AgusFatamorgana (maxi singiel)

A gdyby tak Anna Jurksztowicz nagrywała gustowne dream popowe piosenki? “Fatamorgana” to tylko singiel (trzy utwory: “Piasek”, “Fatamorgana” i “Piana Dni”), który spowodował mały wstrząs – że jeszcze w Polsce będzie pięknie, a może już jest. Bardzo długo czekałem na takie utwory i nie mogę się doczekać longplaya.


12

SynySen (Latarnia)

Nie łapię “Orientu”, za to “Sen” chwytam tak mocno, że nic więcej nie potrzebuję kładąc głowę na poduszkę. I wiem, że teksty Synów są bardzo ważne w kontekście ich twórczości, nie powinno się ich ignorować, ale ja tak trochę robię – traktuję je na zasadzie tła, może “kolejnego instrumentu”. I tak przez cały czas buczą mi w słuchawkach białasy w różnych konfiguracjach w otoczeniu morderczo udanych darkwave’owych (?!), industrialnych, apokaliptycznych bitów. Ej, to jest naprawdę wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. Bardzo szanuję.


11

schafterHors d’oeuvre

Gdy pierwszy raz usłyszałem “dvd (kolabo z mlodyskiny) pomyślałem, że nawet ujdzie. Trochę z obowiązku sięgnąłem po długograja i… wow. Wszyscy podkreślają, że schafter ma 15/16 lat i z wrodzonej przekory chciałbym ten wątek ominąć, lecz no nie da rady – ja tego nie ogarniam, zupełnie. “Hors d’oeuvre” ma jazzowy vibe, ulatuje w stronę abstrakcji, promuje te wszystkie balsamiczne ambientowo-chillwave’owe dźwiękowe wichry. Wow.


10

MazutAtlas (BDTA)

Coraz bardziej lubię Mazut. Pod względem kompozycyjnym panowie Starzec & Turowski rzecz jasna robią postępy, ale kluczowe jest coś innego – Mazut brzmieniowo z każdym nowym wydawnictwem mocno zyskuje. Właściwie to już profesjonalne granie i tak należy je traktować, z powagą i bez taryfy ulgowej. “Atlas” uosabia gitne industrialne techno: bez wielkich fajerwerków, z deka zastygłe, nieszczególnie eksperymentalne i złożone, mało n o w o c z e s n e, lecz za to mega przylepne i wpadające w ucho.


9

37poTALIE.

Full przebojowy pop-trap, o dziwo lirycznie dosyć stonowany. Może tak brzmi konsensus pomiędzy LSO i Taconafide? Nie wiem skąd się wzięli ci kolesie, pewnie będą wiecznie w podziemiu, ale w tym momencie dla mnie są gwiazdami.


8

FischerleGroove 7 (Outlines)

19 minut ponurego, hipnotycznego dubu  zakleszczonego w footworku. Zjawiskowe, jedyne w swoim rodzaju wydawnictwo. Wspomnicie moje słowa – za kilka lat “Groove 7” znajdzie się w każdym podsumowaniu dekady rodzimych wydawnictw. Jest pięknie.


7

młody pi zdycham powoli ale konsekwentnie [EP]

“Pierdolę jakieś smuty jak Mark Kozelek” – ta jedna linijka mówi wszystko o “zdycham powoli ale konsekwentnie“. Młody pi, zresztą tak ja cała Fantomowa Erekcja, bez większego odpoczynku odbija się od emocjonalnych rozkmin, żeby za chwile uderzyć całym ciężarem w ironicznie (fragmentarycznie sarkastyczne) tony. Beaty są bardziej stabilne (jeśli można to tak ująć) – oddychają eterycznym dymem, mają w sobie dream popowe zawiesiny i cząstki r&b. Uczciwie trzeba jeszcze dodać, że całość ma pewną niedofinansowana manierę. Ale w tym urok.


6

Ogdens’s/t EP

Spadło to na mnie znienacka. Znakomity, piwniczny noise rock (ze stonerowymi opiłkami), zgrabnie łączący melodie z chaosem. Jest ogień, jest klasa. Radzę bacznie obserwować następne poczynania Ogden’s.


5

MeltyMelty

Co tu w ogóle się wyprawia. Nagle w grudniu natrafiłem na jedną z lepszych płyt 2018. Catherine Wheel? Ride? THE POSIES? Tak. Same przebojowe, cudne melodie, najwyższej klasy radiowy shoegaze aka dynamiczny dream pop. Kooosa.


4

PejzażOstatni Dzień Lata (The Very Polish Cut Outs)

Za Pejzaż odpowiada Bartosz Kruczyński, którego twórczość – co dobitnie muszę podkreślić – niezmiernie lubię i szanuję. I nie tylko wtedy, gdy działa w pojedynkę (vide fantastyczne Ptaki, gdzie tworzy razem z Jaromirem Kamińskim). “Ostatni Dzień Lata” to materiał efektownie upiększający polską muzykę rozrywkową sprzed kilku(dziesięciu) lat w ten sposób, że finalnie otrzymujemy dzieło jednoczące ze sobą parkietowe harce wraz z letnim, lekkim oraz koktajlowym ambientalnym house’em. No tak, Ptaki już to grały, ale co z tego – jak widać dalej można ciągnąć ten temat i znajdować nowe tropy. Bartosz nawet nie daje szansy, aby do czegoś się przyczepić. Sorry, to za bardzo przyjemny materiał. Będę słuchał aż skonam.


3

WelurCały ten senny stuff (Crunchy Human Children Records)

Welur rozkminiają po swojemu trzeszczący pop, lawirując pomiędzy noise rockiem i emo. Moc emocji, kozackich piosenek, przejmujących wokali. Moje ulubione gitary z 2018.


2

Adrian Kolarczykaheloy! – if (-Super-)

Przypuszczam, że będzie to najlepszy tegoroczny materiał, o którym mało kto wspomni. “aheloy! – if”, jak głosi oficjalny opis, to: “zbiór wcześniej niepublikowanych nagrań powstałych z czystej chęci eksperymentowania z dźwiękiem”. Dodatkowo całość trwa 90 minut. Mało zachęcający wstęp, czyż nie? Mimo wszystko – nie lękajcie się. Kolarczyk rzeczywiście eksperymentuje, ale są to eksperymenty wybitnie melodyjne, śmiało odkurzające najntisowe patenty techno ambientu, idmu czy downtempo, mooooże z taką śladową awangardową dystynkcją. I to wszystko kapitalnie się klei, jest dużo ruchu, tańców, pląsów oraz melancholii i niepokoju. Tak, parkiet miota się z piwnicą. Nie wiem, po prostu nie ogarniam, jak to wcześniej nie wypłynęło, tylko leżało sobie w szufladzie, a później mimochodem zostało wydane w niepozornej quasi-kompilacji. Damn. -Super- muzyczka.


1

ZaumneEmo dub (Czaszka Records)

“Basinski remiksuje Acronyma? Wciągające, liryczne, oryginalne.” – dwa lata temu rozpływałem się nad “Przeżyciami” Zaumne. A w 2018 było jeszcze lepiej i chyba można już to powiedzieć bardzo głośno: Zaumne to światowa czołówka outsider house’u. Albo nie, to OGÓLNIE światowa czołówka. Nie wszyscy jeszcze o tym wiedzą, ale mam nadzieję, że po “Emo dub” nikt nie będzie miał wątpliwości. Korelacja pomiędzy melancholią a klubowym pulsem jest tutaj imponująca, niczym w najlepszych uk garage’owch wydawnictwach. Ręce same składają się do oklasków. Zakochałem się.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.