Przegląd: polskie nagrania #4 (#4/18)

Skala ocen:

💥💥💥💥💥 – fantastyczne

💥💥💥💥 – bardzo dobre

💥💥💥 – niezłe

💥💥 – przeciętne

💥 – słabizna


Wypadałoby zacząć od mojej ulubionej polskiej płyty ostatnich tygodni (miesięcy?), czyli od “Ostatniego Dnia Lata” Pejzażu. Za Pejzaż odpowiada Bartosz Kruczyński, którego twórczość – co dobitnie muszę podkreślić – niezmiernie lubię i szanuję. I nie tylko wtedy, gdy działa w pojedynkę (vide fantastyczne Ptaki, gdzie tworzy razem z Jaromirem Kamińskim). “Ostatni Dzień Lata” to materiał efektownie upiększający polską muzykę rozrywkową sprzed kilku(dziesięciu) lat w ten sposób, że finalnie otrzymujemy dzieło jednoczące ze sobą parkietowe harce wraz z letnim, lekkim oraz koktajlowym ambientalnym house’em. No tak, Ptaki już to grały, ale co z tego – jak widać dalej można ciągnąć ten temat i znajdować nowe tropy. Bartosz nawet nie daje szansy, aby do czegoś się przyczepić. Sorry, to za bardzo przyjemny materiał. Będę słuchał aż do zimy.

PejzażOstatni Dzień Lata (The Very Polish Cut Outs) 💥💥💥💥


Gdyby idm istniał w latach osiemdziesiątych, mógłby brzmieć jak PIGGMENTS. Na EPce “Occlusion” dochodzi do niewidzialnych modyfikacji, a czasem nawet dekonstrukcji prog elektroniki. To przede wszystkim eksperyment, ale za to jak nośny.

PIGGMENTSOcclusion [EP] 💥💥💥


W kategoriach (małego) rozczarowania odbieram “Czarną Wodę” Alamedy 4. Trudno nazwać to konkretnym zarzutem, natomiast całość zabrzmiała dokładnie tak, jak sobie wyobrażałem, a ja lubię być zaskakiwany. Miała być zaszumiona, strzaskana, duchowa psychodela – i jest. Może to niegrzeczne kręcić nosem, gdy wszystko jest tak, jak być powinno, więc możemy się umówić, że mam pewne braki w wychowaniu.

Alameda 4 Czarna Woda (Instant Classic) 💥💥💥


Więcej też spodziewałem się po projekcie Foghorn. Dotychczas wszystko, co wiązało się z Opus Elefantum Collective odbierałem bardzo dobrze bądź entuzjastycznie. “Corona” zaś wzbudza we mnie mieszane uczucia; na szybko wymyśliłem, że Have a Nice Life nagrałoby podobne wydawnictwo, gdyby dokooptowało do składu ludzi z Piano Magic. To świetna sprawa, gdy szorstkość napotyka na ckliwość, niemniej Foghorn (czyli Tomek Turski) – jak na mój gust – nie zawsze (jeszcze?) potrafi z tego ułożyć zajmującą całość. Każdy z tych aspektów żyje własnym życiem: i tak obok imponujących eterycznych sekwencji kojarzących ze sobą drone’y i folk funkcjonuje również słodkawy, gładki ambient, który zbyt wiele pozytywnego do tematu nie wnosi.

FoghornCorona (Opus Elefantum Collective) 💥💥 1/2


W trakcie pierwszego odsłuchu lubię poczytać o wykonawcy. I tak przerabiając “Zjadłem siebie” grupy Drah przeczytałem na bandcampie, że to “hard sound z korzeniami zapuszczonymi w klimatach hardcore punk i halurock.” Brzmi atrakcyjnie, jednakże mam pewne wątpliwości, czy jest to opis zgodny z rzeczywistym stanem rzeczy. Dla mnie “Zjadłem siebie” miast hardcore’u obija się o klimaty Illusion. Myk w tym, że Illusion – delikatnie mówiąc – nie lubię, a Drah darzę pewną sympatią. Myślę, że to zasługa ciekawszego zmysłu kompozycyjnego i niezaspokajania się jednym (udanym) riffem.

DrahZjadłem siebie 💥💥 1/2


Za odwagę muszę pochwalić gdańską grupę Free Games For May. W tych kategoriach bowiem odbieram chęć modelowania monotonii, a tej zdecydowanie nie brak na “No Snow” Mam jedynie zagwozdkę, ile jest w tym dobrej monotonii; z grubsza materiał przypomina fuzję Young Marble Giants z Low i dream popem. Free Games For May mają lekkie problemy, aby stworzyć więcej niż dwa zapamiętywalne motywy, lecz ufam, że ta umiejętność przyjdzie z czasem.

Free Games For MayNo Snow 💥💥 1/2


Gdybym był wielkim fanem dark folku, zapewne oszalałbym na punkcie “We Are Falling” By the Spirits. Tak melodyjny i ciepło wyprodukowany album musi robić wrażenie – i rzeczywiście, jestem pełen uznania. Mój jedyny problem polega na tym, że gdzieś po czwartym numerze tracę rozeznanie i przestaję rozróżniać poszczególne kompozycje. Trochę tak, jakbym słuchał wciąż tego samego. Dla kumatych to pewnie żadna przeszkoda, ale dla mnie już tak.

By the SpiritsWe Are Falling (Urtod Void & Only the Sun Knows) 💥💥 1/2


Czechoslovakia czerpie wzorce ze szlachetnych źródeł post-hardcore’u i post-rocka, w pewnym sensie starając się grać w tej samej lidze, w której grało lata temu takie June of 44, albo Ewa Braun.  Jestem w stanie powiedzieć, że “ok, w sumie się udało”, ale muszę od razu dodać, że choć to ta sama liga, to jednak całkiem inne miejsce w tabeli. “Malimy” jest nieziemsko poprawne; nie przypominam sobie ani jednego kawałka, o którym mógłbym powiedzieć, że jest słaby. Druga strona medalu jest taka: nie przypominam sobie również utworu, o którym mógłbym mówić w samych superlatywach.

CzechoslovakiaMalimy 💥💥 1/2


Wytrwale szukałem zalet EPki “No to Love” Lonely Sinners i przyznaję, że nie było to szczególnie łatwe zadanie, właściwie znalazłem jedną rzecz: dream popowy posmak. Całość opiera się na zbrataniu ze sobą electropopu z downtempo i, cóż, bardzo to zachowawcze, bezpieczne i nieszczególnie zajmujące – n-ta wariacja nt trip-hopu. Po jednej turze z “No to Love” miałem już raczej dosyć.

Lonely SinnersNo to Love 💥💥


Na koniec trio Huna. Wydana w ubiegłym roku krótka EPka może być łakomym kąskiem dla osób, które koniecznie chciałyby surfować po pustyni. Tego stonerowego surf rocka słucha się doprawdy nieźle, co nie zmienia faktu, że “Huna” od początku do końca sprawia wrażenie nagrania z próby, powiedzmy: niezobowiązującej zabawy. Na początek zdecydowanie może być.

HunaHuna [EP] 💥💥 1/2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.