PODSZEPTY: Janusz Jurga o “Duchach Rogowca”

W PODSZEPTACH twórcy mówią o swoich inspiracjach. W dziewiątej części Janusz Jurga opowiada o płycie “Duchy Rogowca” wydanej w tym roku przez Opus Elefantum Collective.


“Duchy Rogowca” to płyta, która powstawała mniej więcej w 3 miesiące – od października 2017 roku do stycznia 2018.

Gdybym chciał w paru słowach opisać, skąd wzięły się „Duchy Rogowca” i właściwie jak to się stało, że ta płyta w ogóle powstała, musiałbym zacząć swoją opowieść od przykrego epizodu. Ale wszystko po kolei…

Mniej więcej od czerwca 2017 do września tego samego roku pracowaliśmy wspólnie z Maciejem nad nowym materiałem Vysoke Celo. Ostatecznie nie skończyliśmy naszej płyty, a lada dzień zastał mnie październik, czyli czas wyjazdu Macieja do Warszawy. Gdyby nie wyjazd Maćka, ten album pewnie by nie powstał, gdyż dotychczas całą swoją energię muzyczną rozładowywałem w formie bilateralnej współpracy z Maciejem. Brak mojego współtowarzysza muzycznego (ale też: życiowego) sprawił, że postanowiłem przeeksplorować inne rejony i posmakować „twórczości solowej”. Jako że udzielał mi się klimat jesiennej chandry i melancholii, to i płyta musiała być utrzymana w takiej konwencji. Nie chciałem uciekać się jednak do oczywistych rozwiązań, jeśli idzie o motyw przewodni mojego rilizu.

Postawiłem na rodzinną wieś, która od czasów smarkacz, fascynowała mnie swoim obrazem i legendami. Zagłębiłem się w rodzinnych opowieściach i ludowej mitologii; stworzyłem na ich bazie własną opowieść, a mój „bajkopisarski” talent został nawet doceniony w jednej recenzji. Muszę jednak uzupełnić fakty, gdyż wizja stworzenia albumu, który byłby soundtrackiem do przemierzania upiornej wioski, wzięła się u mnie po okresie katowania grupy Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi. Bardzo podzielam fascynację Sarsa ludowymi legendami i obrazem „swojskiego świata” sprzed 100 lat. Ogromny wpływ na moją wizję miała więc płyta „Światu jest wszystko jedno”. I oczywiście nie chodzi o to, że WTZ inspirowało mnie w sferze muzycznej, a raczej właśnie pozamuzycznej. Czułem ten trupi klimat i miałem ciarki, gdy słuchałem tej płyty nocą. Akurat się złożyło, że w moich wyobrażeniach była wtedy opuszczona wieś o diabelskiej proweniencji. I tak to się chyba zaczęło:


Czemu akurat zdecydowałem się pójść w rejony muzyki techno? Tu również popchnął mnie impuls w postaci efemerycznej fascynacji (choć może nie tyle efemerycznej, co po prostu nagłej). Bo choć może wydać się to dziwne, nie byłem nigdy wcześniej szczególnym amatorem takich klimatów. Główną inspiracją był dla mnie Gas, o czym wspominałem parokrotnie podczas wywiadu z Emilią Stachowską. Największe feelsy dawał mi „Oktember”. Ten kawałek to dla mnie kwintesencja tajemnicy i mroku; niesamowite tło, które przygniecione jest obskurnym bitem z głęboką stopą. W trakcie pracy nad albumem bardzo często słuchałem właśnie „Oktembera”.


Jednak nie tylko GAS gościł w moich słuchawkach w tym okresie. Również szwedzki Varg był częstym gościem mojej plejlisty. O dziwo nie z albumem „Ursviken”, ani nie z „Nordic Flora”, tylko z – najbardziej ambientowym – “Misantropen”. Największą inspiracją z tego albumu był dla mnie utwór „Stambanan”. Szczególnie przy pracy nad „Duchem Czwartym”.


O jesiennym duchu repetycji i hipnotycznej mantrze mógłbym rozprawiać w kontekście twórczości innego Varga – Varga Vikernesa. A konkretnie o jego płycie „Filosofem”. Jestem fanem Burzum głównie z uwagi na to wydawnictwo. Nie chcę powiedzieć, że reszta mnie nie obchodzi, bo “Hvis lyset tar oss” to również fantastyczne płyciwo, ale to “Filosofem” jednak jest materiałem, któremu śmiało daję 10/10. W okresie pracy nad moją płytą słuchałem często tego albumu – jest to w końcu najodpowiedniejsza pora roku na słuchanie tego wydawnictwa.


Do swojej listy koniecznie dopisać muszę intro z albumu „Two Hunters” autorstwa Wolves In The Throne Room. To znów utwór, który od dawien dawna był mi bardzo bliski. “Dia Artio” to dla mnie najlepszy przykład mrocznego ambientu nawiązującego do rytualnej i leśnej sfery. Nie wiem, czy tak to powinienem odczytywać, ale swój upust fascynacji tym utworem chciałem dać w „Duchu Drugim”.


Listę uzupełnić muszę o twórczość zespołu Urfaust. Tu chciałbym wyszczególni utwór „Einsiedler” – utwór bardzo ważny dla mnie. Zawsze jestem pod wrażeniem, jak niesamowitą pracę robi tu wokal, który zamienia cały kawałek w „lamentacyjną mantrę”. Może słowo inspiracja byłoby nadużyciem, ale „Einsiedler” swego czasu zmienił moje myślenie o wokalu. Widzę obecnie jak wiele może dać śpiew, w którym nie ma żadnego tekstu. Dlatego zdecydowałem się na użycie takiej formy wokalu na mojej płycie. Świetnie w tej konwencji odnalazł się Tomasz! Pozdro byku!


Byłbym nieuczciwy gdybym nie wskazał też takiej oczywistości jak „Somnium” Roberta Richa. Nietrudno się domyślić, że pożyczyłem sobie od tego Pana patent łączenia ambientowych dronów z naturerecordingowymi landscape’ami. Zresztą, bardzo podobnie jak Docetism, którego twórczość jednak poznałem po skończeniu swego materiału.


No i na tym swoją listę bym zakończył. O inspiracjach, pomysłach i o rzeczach, których wówczas słuchałem mógłbym rozprawiać jeszcze długo, lecz po co – wszystkie te pierwiastki są na „Duchach Rogowca”. I tam Was też odsyłam! Pozdro!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.