PODSZEPTY: Adam Kempa o “Godot”

W PODSZEPTACH twórcy mówią o swoich inspiracjach. W ósmej części Adam Kempa opowiada o płycie “Godot” nagranej wspólnie z Mateuszem Lubiewskim.


Z jednej strony konwencja, podług której artysta może sobie bezkarnie puścić swoje ulubione piosenki jest mi maksymalnie przyjemną, tak nie jest mi łatwo wymienić takie, które mogły mieć bezpośrednie przełożenie na inspirację przy tworzeniu konkretnego albumu. Chyba jestem jednym z tych muzyków, który niekoniecznie słucha muzyki podobnej, do tej którą tworzy (ciekawy i chyba zupełnie powszechny fenomen). Niemniej postaram się przypomnieć, co mi siedziało w główce, gdy razem z kolegą Lubiewskim pisaliśmy płytę “Godot”.


Ścianka Gotowanie dla każdego gwiazdy

Sporo recenzentów zwróciło uwagę przy pisaniu o “Godocie”, że obecność Ścianki jest oczywista. Nie będę wzbraniał. Gdyby postawiono Mateusza Lubiewskiego pod opresją wyboru między wymazaniem z kart historii płyt Ścianki, a zrzeczeniem się nerki, to prawdopodobnie Maciej Cieślak wisiałby Lubience organ wewnętrzny. W mojej opinii Ścianka to najbardziej Polski zespół w całej polskiej fali muzyki alternatywnej i zarazem najbardziej osobna grupa na rynku. Niby grają tę samą alternatywę, psychodelikę i eksperyment co wszyscy, a jednak zwyczajnie nie ma poza nimi nic podobnego, co by zażarło tak samo. O dziwo jeszcze nikt nam nie zarzucił, że nasz utwór „Looper Ago” to zżyna ze Ściankowego „Piotrka”.


Atoms for Peace Amok

Gdyby poza tym albumem miało nie być piosenkowej muzyki elektronicznej, to by mi się wielkie halo w sumie nie wydarzyło. Jak Nigel Godrich produkuje płyty, to one są dobre. Rozumiem ludzi, którzy nie trawią wokalu Thoma Yorke’a, ale jego projekty mają niepokojąco genialnie przemyślane aranże. Uwielbiam brzmienie tej płyty, ciemne, mięciutkie, i cóż – modne.


Eric Chenaux Skullsplitter

Pora na coś, czego pewnie czytelnicy nie znają. Eric Chenaux to cudowny Kanadyjczyk, którego poznałem dzięki błogosławionemu Jakubowi Ziołkowi. Eric muzycznie prezentuje to, co najbardziej trafia do mnie w kontekście budowania kompozycji: jego utwory mają cudowny balans pomiędzy dźwiękowym zepsuciem i czystością songwriterstwa. Szeroka aparatura, przez którą artysta rozprowadza podwójny sygnał ze swojej gitary generuje pływający, fałszujący, magnetyczny dźwięk okołoambientowy. Do tego dochodzą luźne, improwizujące pejzaże równie niestrojącej gitary prowadzącej. I na tej freejazzowej wręcz miejscami kanwie w niewytłumaczalny sposób powstają piękne melodie śpiewane delikatnym i naprawdę uroczym głosem, który przypomina trochę Cheta Bakera, a trochę Simon & Garfunkel. Jest na “Godocie” trochę partii gitar, które próbują osiągnąć podobny efekt, jaki towarzyszy Ericowi.


Howe Gelb Saint Conformity

Na tę płytę wpadłem przypadkiem. Kupuję często płyty na aukcjach internetowych, ta pozycja była wystawiona przez sprzedającego, od którego miałem już kupionych kilka innych albumów, więc przeglądałem co jeszcze ma w katalogu. Howe Gelb okazuje się być wyluzowanym panem z Arizony w kapeluszu, któremu udało się w XXI w. napisać bluesa, który mnie nie nudzi. Bardzo to kojąca muzyczka, o ile Was również, czytelnicy, koi muzyka która jest spokojna, ale też nieoczywista, angażująca i podobnie jak u Chenaux, coś się w niej nie zgadza. Istnieje w polskim języku termin rymu żółtego, mowa tu o takich słowach, które wyglądają jakby miały się zrymować, ale gdzieś się po drodze jakoś wykolejają. Muzyka Howego Gelba ma tak samo – niby to ten sam dobry blues co zawsze, a jednak coś się nie klei. Uwielbiam takie rozwiązania. Jeśli nagramy z Mateuszem coś akustycznego, to niewykluczone, że postaramy się być wtedy z Arizony. Z Tucson konkretnie.


Mr. Bungle Air Conditioned Nightmare

Trochę naciągnięta pozycja. A to dlatego, że nie znałem tego zespołu prawie wcale w momencie powstawania Godota. Ale byłem jej świadom, i wiedziałem że kiedyś wybuchnę głębokim uczuciem do Mike’a Pattona (wcześniej miewałem takie przeczucia z moimi późniejszymi wielkimi miłościami muzycznymi typu The Mars Volta czy Nick Cave). Mr. Bungle pojawia się w tym zestawieniu dlatego, że ich muzyka to pocisk dźwiękowego rozwoju i pędu. Dotarły nas słuchy, że w “Godocie” pojawia się cały kolaż muzycznych gatunków i mimo tego jest to w jakiś sposób spójna płyta. W Mr. Bungle nowa paleta muzycznych rozwiązań pojawia się co takt i jakimś cudem jest to bardzo spójna muzyka. Być może podświadomie miałem to w głowie gdy powstawał “Godot”; w końcu przecież muzyka jest transcendentalna i nie musimy być znowu tacy świadomi tego, co nas kieruje.


Kilchhofer Lubbari

Idąc tropem najnowszych dla mnie odkryć, nie mogę się uwolnić od tej płyty. W całym artykule, który Wam przygotowałem, wymieniam tylko pojedyncze piosenki, gdyż szanuję Wasz czas, ale prawdę mówiąc sam słucham wyłącznie całych płyt, nie lubię skakania. Zróbcie sobie dobrze zmęczonym psychikom i posłuchajcie Kilchhofera. Jeśli w niebie są silent roomy do wypoczynku, to leci tam ten artysta.

P.S. Prosimy o pomoc w doborze stylistyki na następną płytkę. Powoli trzeba zacząć coś dłubać, a będziemy potrzebować sprzedać trochę więcej płyt i biletów niż dotychczas, więc możemy drodzy słuchacze skombinować jakiś kompromis, Wam się będzie podobało, my spłacimy długi. Dołączamy buziaczki.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.