Cztery płyty #12 [5/18]: U.S. Girls, Nils Frahm, Turnstile, Wake

Siła rekomendacji:

💥💥💥 – bardzo mocna

💥💥 – mocna

💥 – powyżej średniej


U.S. Girls In a Poem Unlimited (4AD)

Wokal Meghan Remy to wokal Kylie Minogue. (No, prawie.) Nie ma więc możliwości, abym o “In a Poem Unlimited” mówił źle. Zresztą już pomijając takie skojarzenia – mówimy o albumie obłędnie dopieszczonym. Wspaniałe jest to, że Remy nie wczuwa się przesadnie w art popowe konwenanse (czyli na przykład olewanie dobrych refrenów) i stawia na chwytliwość. Chwytliwość, którą trzeba chwilę poszukać, ale spoko, można się czasem wysilić, żeby odkryć kilka(naście) udanych melodii opartych o psychodelię, disco czy trip-hop.

💥💥 1/2


WakeMisery Rites (Translation Loss)

“Od premier “Abandon All Life” Nails i “Longhena” GridLink nie czułem takiego grindcore’owego podekscytowania” – tak pisałem o wydanym w 2016 albumie “Sowing the Seeds of a Worthless Tomorrow”. Z “Misery Rites” jest już inaczej. To dalej grindcore z wyższej półki z mocarnym brzmieniem, lecz już nie tak ekscytujący i świeży. W porównaniu do poprzednika znacznie więcej jest death/blackowych niuansów i już sam nie wiem, czy to dobrze, czy źle – ot, chyba po prostu średnio. Dobrze wykonana robota i raczej nic ponad to.

💥 1/2


Nils FrahmAll Melody (Erased Tapes)

“All Melody” zbiera różne recenzje, co w kontekście specyfiki tej płyty może zastanawiać. Bo spójrzmy na zimno: Frahm przygotował dzieło, które powinno zadowolić niemal wszystkich krytyków. Jest post-minimal, są nawiązania do berlińskiej szkoły, co kilka minut z głośników wylewa się techno i ambient. Ambitnie, nowocześnie, odważnie – wymarzona płytka na maksymalną notę w mniej zobowiązujących mediach. Gdzie zatem leży problem? Nilsa poniosło z sugestywnością i chodzeniem na skróty. Wszystkie te elementy występują nazbyt oddzielnie, i jest tak, jakby Niemiec prędzej karmił swoje ego, aniżeli skupiał się na odczuciach słuchaczy. Tylko wiecie – dla mnie to nic nagannego i ja “All Melody” kupuję. Ba, mogę nawet dopłacić.

💥💥


TurnstileTime & Space (Roadrunner)

Jeśli przymkniemy oko na samą muzyką z łatwością polubimy nowojorski hardcore. W żadnym wypadku nie dissuję w tym momencie Agnostic Front albo Sick of It All. Nie będę jednak udawał, że jakoś szczególnie rozróżniam ich poszczególne płyty. Jasne, tu chodzi o emocje, wkurw, energię, także pewną postawę, a nie o wykwintne progresje akordów. Turnstile wychodzi z identycznego z założenia, jednocześnie nieśmiało doklejając adnotację, że chcą być bardziej uniwersalni. Być może hardkorowi ultrasi będa utyskiwać, że za dużo w tym wszystkim post i popowych chórków, a za mało klasycznego vibe’u, ale dla mnie to bardzo udane posunięcie. I znacznie lepiej się sprawdzające niż na mocno średnim  długogrającym debiucie z 2015. 

💥💥

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.