Najzabawniejsze polskie płyty

tekst został przygotowany przez fanpage Filmy i płyty, których prawdopodobnie nie zobaczysz po śmierci


Humor to sprawa mocno indywidualna. Ciężko jednoznacznie powiedzieć: tak, to jest na pewno śmieszne. Niektórzy siedzą w psychodelicznych post-memach, ktoś inny woli pośmiać się z Schopenhauera, ktoś ogląda po prostu kabarety, a pewnej grupie ludzi humor po prostu nigdy nie był pisany. Dlatego wymienione niżej płyty mogą się dla kogoś okazać sucharem nie do przegryzienia. Sam osobiście daleki jestem od rubasznego wybuchania śmiechem na imprezach. Humor najczęściej przyjmuję po cichu, na zasadzie skrywanego i ironicznego uśmieszku. Niektóre dzieła, które uważam za śmieszne, są  krępujące i ekspresyjny śmiech podczas ich przeżywania jest wręcz niewskazany. Przykładem tego jest chociażby: niezręczny “The Office”, “Big Lebowski” czy “Horace and Pete”. To ten rodzaj humoru, który operuje na granicy złego smaku, ośmiesza pewne grupy społeczne i bardzo depresyjnie spogląda na życie. Nie polega on jednak na wyłącznym pluciu jadem. Dzieła tego typu potrafią podnieść na duchu, zarzucą jakimś mądrym wnioskiem i nawiążą zgrabnie do innych dzieł popkultury. Przy okazji – to dobre albumy muzyczne często łączące bardzo odległe od siebie stylistyki, które z samego położenia względem siebie mogą być osobnym żartem.


Obrońcy HardkoruEpikiruejski Cytoblast Ulicy (2004)

Wu-Tang Clan miał swoje “36 Chambers”, Obrońcy Hardkoru jako zbiór wielkich osobistości wydał swój “Epikiruejski Cytoblast Ulicy”. Obrońcy Hardkoru to najlepsze “ciarki wstydu” jakie przeżyjecie w swoim życiu. Dziecięce Odd Future z Polski to projekt o tyle przemyślany, co niedbały. Żenujące linijki Mc Terminatora, wzruszające lirycsy Jurgena Kaczówki, czy bezczelne zgapianie najlepszych linijek w historii rapu Mc Błażeja (“Sen jest kuzynem śmierci!”) tworzą pewne flashbacki z gimnazjum, gdzie podjarani nagrywaliśmy filmiki przez słabej jakości kamerkę. Projekt jest jednocześnie satyrą na cały światek hip-hopowy w mniejszej skali. “ECU” jak i solowe wyczyny członków zespołu (“Diss na Żuroma” jako najbardziej epicki pojedynek w muzyce, “Życie Boli” jako najbardziej wzruszający moment) to istna kopalnia tekstów, które co bardziej poważni ludzie uznają za papier toaletowy. Dla mnie to jednak pewna konkretna konstrukcja pewnego tajemniczego użytkownika mab3 z forum hip-hop.pl, który po prostu był wkurzony na zbytnie uproszczenie rapu i zatrudnił bandę dzieciaków, aby ten gniew wypuścić w świat.


KuryP.O.L.O.V.I.R.U.S. (1998)

  

Można Tymona Tymańskiego nie lubić, ale trzeba mu przyznać, że jak nikt inny umie tak pięknie łączyć poważkę z pewną “rubasznością”. Ciężko znaleźć drugą taką płytę, gdzie otwieracz będący niejaką parodią disco-polo będzie ewoluował w solo klawiszowe Leszka Możdżera. “P.O.L.O.V.I.R.U.S.” to zestaw kawałków, w których nigdy nie wiadomo, co się do końca stanie. Piękna mieszanina jazzowych zawijasów i kontrowersyjnej muzyki kabaretowej zawierająca takie wątki jak np. codzienne życie kibola Lechii. Można tego dosłownego humoru nie lubić, sam po filmie Tymańskiego “Polskie Gówno” mam lekki dystans do jego twórczości tekstowej. Trzeba mu jednak przyznać, że na poziomie zabawy samą muzyką (w obrębie swoich niepoważnych historyjek) radzi sobie dobrze jak nikt inny w Polsce.


Kaz Bałagane & Bel MondoSos, ciuchy i borciuchy (2014)

Jak powiedział w wywiadzie dla rytmy.pl Kaz: “Granica dobrego smaku to debilizm”. Bardzo rozczarowałbym się, gdyby twórczość moich dwóch ulubionych polskich raperów okazała się całkowicie na serio. Nie w sensie serducha do pisania kawałków, ale samej tematyki tekstów. Ciężko w polskim rapie o oryginalniejsze linijki dotyczące: życia nocnego, materializmu i ludzkiej pychy. Jestem pewien, że część ogromnego fanbejsu bierze te teksty na serio, ale w moim przypadku każdy wers oddziałuje na mnie na zasadzie totalnej odwrotności. Każda opowieść o rozpustnej imprezie powoduje raczej chęć przeczytania książki. Wydaje mi się, że celem autorów płyty jest nie tyle pochwała “sosów, ciuchów i borciuchów”, ale wyśmianie pewnych postaw. O tym. na ile specyficzny styl wypracowali panowie. świadczy bodajże najlepszy w historii temat na “ślizgu”, dotyczący wymyślania linijek na ich podobieństwo [LINK]. Śmiało mógłbym w tym miejscu zamieścić też chociażby “Mobbyn” jako osobny jeden wielki żart Belmondziaka. Nie oszukujmy się jednak: “Sos, ciuchy i borciuchy” jako płyta nie dość, że ma najlepsze poszczególne wersety, to jest jeszcze po prostu szczytem muzycznym tej dwójki. Pamiętajmy przy okazji o perełce w postaci kanału “osv” na Youtubie, gdzie najlepsze piosenki są wykonywane na nowo przez Roberta Makłowicza i Wojciecha Cejrowskiego [LINK].


Legendarny AfrojaxPrzecież ostrzegałem (2015)

Lepiej nie zadzierać z legendą Afrojaxa. Nie dość, że koleś jest legendą polskiego rapu (Afro Kolektyw jako najoryginalniejszy zespół hip-hopowy w Polsce, change my mind), polskich festiwali i “Jednego z Dziesięciu”, to jeszcze pisuje najbardziej bezkompromisowe teksty w tym kraju. W swoim solowym projekcie muzyka jest jakby dodatkiem do wygłoszenia jak największej ilości pomyj na zjawiska, które Afrojax widzi wokół siebie. Dostaje się zarówno pani z Prudentialu, Wojciechowi Modestowi Amaro, jak i samemu Bogu za samo stworzenie nas. Trzeba było nie zadzierać z Afrojaxem.


DJ Wielki HujSummer Hits 2018 (2018)

“DJ WIELKI HUJ ON A BEAT”

W zasadzie powinno wystarczyć. Nie było w 2018 roku lepszej letniej imprezy niż zestaw pojebanych kawałków Wielkiego Huja, które są prawdziwym rollercoasterem gatunkowym, gdzie znajdziemy coś pomiędzy Peją, Taconafide i tanim disco. Jednak w przeciwieństwie do wymienionych “ciarki wstydu” są równoważone przez oczywistą samoświadomość. “Gruba impra z Rysiem trwa. Lubię jeść malinki, jaram baty większe od choinki”. Impreza dla nielicznych, dodajmy.


Elektryczne GitaryA Ty Co (1993)

“Idę do pracy przez rowy i doły
Idę przez bagno pogodny wesoły
Idę przez pole idę przez las
Idę do pracy ostatni raz”

Cały fenomen Elektrycznych Gitar sprowadza się do osoby i tekstów Kuby Sienkiewicza, które ukazują świat w absurdalnym zwierciadle. Największym paradoksem jest jednak to, że zestaw piosenek z “Nie Ma Co” wcale nie wprawia nas w zły nastrój. To wesołe kawałki o: alkoholizmie, utracie rodziców czy ciężkiej pracy grabarza. Wesoła i zgrabna muzyka do smutnych i depresyjnych tekstów. Sienkiewicz to wrażliwy człowiek stojący w opozycji do prostego świata, próbujący wyjaśnić niezrozumiałe dla niego procesy.

“Powiedzcie mi ludzie
Powiedzcie mi wszyscy
Czy lepiej żyć brudnym
Czy lepiej żyć czystym
Pytałem matki pytałem żony
A one mówią włóż kalesony”

Sienkiewicz prezentuje jak dla mnie Polski Kabaret Idealny, który często wydaje się suchy, ale umie dotrzeć humorem do statystycznego Polaka i wzbudzić w nim poczucie refleksji, czego od czasów kabaretu Tey (uwzględniałem na tej liście) dostajemy w polskim “humorze masowym” bardzo mało. W końcu mało co tak jednoczy Polaków jak gorzkie: “Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy”. Wyobraźmy sobie przecież festiwal w Koszalinie gdzie chłop przebrany za babę śpiewa wesoło: “Chodzę i pytam. Chodzę i pytam. Gdzie jest moja szubienica?”.


GównoTo nie jest Kurwa Pink Floyd (2009)

Za sam tytuł epki i “wszystko się jebie kiedy jestem w potrzebie”.


Projekt Poezja Kulturystycznas/t (2017)

Na samym końcu nieznany w obiegu projekt z Gdańska, w którym “kulturystyczny” odnosi się do kultury pakowania bicepsów. Zestaw tekstów niejakiego Janusza o testosteronie, abeesach i rozpisce na siłowni. Fajna satyra na typowych Sebixów nie mających nic innego z życia, ale z drugiej fajna składanka do poćwiczenia sobie samemu i zainspirowania się całym ruchem.

“Zapalnik i bomba zegarowa

hektolitrów testosteronu,

wykrzywione w wysiłku usta,

wypierdalaj mi z lustra”

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.