Konfiskator gustu #2: Stachursky – 2009

Czyli o najdziwniejszych wydawnictwach wywołujących przyjemny ból.


Dziewięć lat temu w serwisie rateyourmusic.com rozpętała się mała burza. W zestawieniu najlepiej ocenianych płyt roku niemal na szczycie znalazł się album Stachursky’ego (Stachurskiego?) “2009”. Wchodząc w profil dzieła polskiego artysty można było przy okazji się przekonać, że mamy do czynienia z niezwykłym muzycznym osiągnięciem. Otóż oprócz wystawienia oceny każdy korzystający ze strony mógł też wybrać gatunek/stylistykę, z którą dany materiał utożsamiał. W przypadku “2009” posypały się chyba wszystkie możliwe propozycje, a – jeśli dobrze pamiętam – niebywałą popularnością cieszyła się opcja “throat singing”. Admini szybko się połapali, że sprawa nie jest do końca poważna i posypały się kary – głównie za zgłaszanie “losowych” gatunków w opisie wydawnictwa. Błyskawicznie też poprawiono niebotycznie wysoką średnią ocen; w zasadzie po kilku dniach nie było po Stachurskim śladu.

Mam do tej akcji pewien sentyment. Nie było to trollowanie ustawione przez kilka osób. Wszystko działo się naturalnie, spontanicznie, tak jakby każdy z nas (no tak, też w tym siedziałem) czuł, że “tak trzeba”. A zapalnikiem był singiel “Dosko” – totalnie niedorzeczna (“My królowie mety/zryjemy berety”), idiotyczna (“Tak, wiem, będą jasełka/wszyscy gotowi i nikt nie pęka”) i na swój sposób surrealistyczna (“Siwy dym i białe sadze/będzie dzisiaj kamikadze”) piosenka, utrzymana w równie ekstrawaganckim klimacie trance’u i manieczek, z charakterystycznym okrzykiem “Uważaj!” (które brzmiało raczej jako WASZAJ!). Ludzie łapali się za głowę i nic w tym dziwnego – czy był to narkotyczny trip, czy błazenada do potęgi entej, a może to było prawdziwe “ja” Stachursky’ego?

W każdym razie dla wielu zajawka skończyła się na “Dosko” (ok, było jeszcze “Jam jest 444” – drugi twór prosto z kosmosu). Ciekawość sprawiła, że chciałem poznać cały materiał i… byłem zaskoczony. “2009” w 80% to całkiem konwencjonalna płyta, spokojnie głaskająca (radiowy) trance, synthpop, dance pop, od czasu do czasu nawet eurodance i, co chyba nie powinno być niespodzianką, disco polo. Trzeba jednak oddać, że to te bardziej gitarowe disco polo – jako przykład mogę podać mój ulubiony kawałek, sięgający po estetykę emo-macho, “Wypad stąd”. Liryki? Raczej nudy, chleb z masłem.

Zapewne dzięki tej równowadze, czyli pogodzeniu zupełnego szaleństwa ze zwykłym (i mega przeciętnym) graniem, raz do roku mam ochotę wrócić do “2009” i znów zastanowić się, co wówczas wydarzyło się w polskiej muzyce rozrywkowej.

 

One Reply to “Konfiskator gustu #2: Stachursky – 2009”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.