Cztery płyty #13 [6/18]: Soccer Mommy, Kacey Musgraves, Black Merlin, Park Jiha

Siła rekomendacji:

💥💥💥 – bardzo mocna

💥💥 – mocna

💥 – powyżej średniej


Soccer Mommy Clean (Fat Possum)

Tak, zdaję sobie sprawę, że Sophie Allison nie patyczkuje się w swoich tekstach z uczuciami – mówi jak jest, pobudza, drażni, wzrusza, intryguje i jeszcze do tego smutnym realiom nadaje poetycką aurę. Za to należą się brawa i szacunek na ulicy. Serio. Ale „Clean” nie traci przyczepności z naszym gustem także jeśli chodzi o muzykę. Mam taką refleksję, że Soccer Mommy jest blisko odkrycia kryształowego indie folk-popu (z grunge’owym zacięciem? hmm, ok, można to wykreślić), mocno stąpającego po ziemi, jedynie od czasu do czasu odnoszącego się do rozmarzonych sekwencji. (i teraz oprócz braw nalezą się fanfary)

💥💥 1/2

 


Kacey Musgraves – Golden Hour (MCA Nashville)

Obserwując pierwsze reakcje na „Golden Hour” raczej nie zaryzykuję zbyt wiele głosząc, że o Kacey Musgraves w 2018 będzie się mówiło. I jak często bywa w takich sytuacjach, mam ogromną ochotę powymądrzać się, że znam twórczość Musgraves od dobrych kilku lat i tak dalej, ale w sumie nie wiem, czy jest czym się chwalić, bo dopiero TEN album jest w pełni wart Waszej uwagi. I szybko wyjaśnijmy pewną kwestię: Kacey nadal gra popowe country. Różnica polega na tym, że „Golden Hour” – w przeciwieństwie do poprzednich nagrań – jest eklektyczne i nie porusza się bezustannie po tych samych szlakach. Pojawia się i soft rock, i dream pop, i nawet disco („High Horse”!). A wszystko to jest odziane przeładnymi melodiami oraz melancholijno – chwytliwymi kompozycjami, które umiejscowiłbym pomiędzy szeroko rozumianą dojrzałością a jeszcze wyraźną młodocianą frywolnością.

💥💥


Black MerlinArchives (Berceuse Heroique)

Ostatnio trochę przejadł mi się industrial lądujący w szponach techno, dlatego dobrze się stało, że właśnie teraz przesłuchałem „Archives” – to niemalże jak powiew świeżego powietrza w zaduszonej klitce. Powiew, nie huragan. Projekt George’a Thompsona naparzanie i hałas kojarzy z acid minimalem, tworząc całkiem oryginalną muzykę, chociaż –  bądźmy szczerzy – nie jest to coś, co wywróci nasze życie do góry nogami.  Dużo pozytywnych emocji i szczypta wątpliwości.

💥 1/2


Park JihaCommunion (Glitterbeat)

Jak to się stało, że w ostatnich latach Koreą interesowałem się jedynie, gdy chodziło o k-pop? To wówczas moje serce mocniej biło, a wszystko inne z reguły ignorowałem. No więc „Communion” już się nie da zignorować. Piekielnie utalentowana Park Jiha zaprojektowała album, który odnajduje nie tyle nić, co gruby sznur porozumienia w relacji folk-poważka-jazz. Nieco ascetyczna forma, sugestywność dźwięków, lekkość poupychana w hasłach awangardy – tym rozbraja „Communion”.

💥💥

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.