Cztery płyty #14 [7/18]: Hailu Mergia, Mount Eerie, Tinashe, Vanessa Amara

Siła rekomendacji:

💥💥💥 – bardzo mocna

💥💥 – mocna

💥 – powyżej średniej


ኃይሉ መርጊያ [Hailu Mergia] Lala Belu ( Awesome Tapes From Africa)

Z ethio-jazzem nie łączą mnie zażyłe relacje. Nie mam też raczej dreszczy na myśl, że za chwilę przesłucham płytę Mulatu Astatke, pioniera tej miłej odmiany jazzu. Ale nigdy nie odmawiam, gdy gdzieś na ethio-jazz natrafię. “Lalu Belu” to przesympatyczna, zgrabnie nagrana, ciepła, taneczna i nośna płyta, obdarzona szaloną dawką optymizmu. Zapuściłem ten materiał w ciągu dnia, gdy słońce nacierało na moje okna i wiecie co? – było jak na udanych wakacjach.

💥💥


Mount EerieNow Only (P.W. Elverum & Sun)

Długo nie chciałem poznać “Now Only”. Obawiałem się, że w pewnym momencie zmęczę się Elverumem; nie wyobrażałem sobie, że kontynuacja wątku z poprzedniej płyty (czyli śmierci żony) może być właściwym pomysłem. Dla Phila owszem (jako autoterapia?), ale dla słuchaczy niekoniecznie. Nie wytrzymałem długo, przesłuchałem, i nie żałuję. “Now Only” brzmi niesamowicie, znacznie rzadziej odnosi się do slowcore’u, ma też [chyba] lżejszy ładunek emocjonalny, co odbija się na samych kompozycjach – tytułowy track w pewnym momencie przeradza się we frywolny folk. Znajomość z Mount Eerie trwa więc nadal.

💥💥💥


TinasheJoyride (RCA)

Cztery lata temu naprawdę myślałem, że Tinashe zawładnie rynkiem. W jej wypadku idealnie współgrały dwie kwestie: komercyjny potencjał i artystyczny zmysł. Hej, “Aquarius” to była płyta na potężne 9 na 10. Po premierze jednak Tinashe podejmowała różne decyzje i choć większość jej nowych singli (oraz mixtape “Nightride”) wywoływały u mnie pozytywne odczucia, to nie czułem tego dotyku geniuszu, który był wyraźnie widoczny na “Aquarius”.  Tylko że “Joyride” okazuje się znacznie lepszym wydawnictwem niż przypuszczałem – utrzymanym w tonacji intymnego, pościelowego alt r&b, które nie może żyć bez pop rapu. Różnica polega na tym, że przyjemność ze słuchania z “Joyride” niewiele ma wspólnego z duchowymi przeżyciami; nikt nie wyznacza nowych tras, nie ma też wstrząsu w światku r&b. To ponad poprawna kalka poprzednich osiągnięć, z kilkoma świetnymi przebłyskami (“Ooh La La” albo mega aquariusowe, tajemnicze “No Drama”) i bez większych wpadek (co najwyżej odpaliłbym przerysowany, melodramatyczny “Fires and Flames”). Zatem jestem kontent.

💥💥


Vanessa AmaraManos (Posh Isolation)

Wytwórni Posh Isolation życzę, aby w następnych latach wydawali płyty tylko w takich klimatach, gdzie żal, niepokój, rozgoryczenie bądź gniew kryją się za kruchymi, delikatnymi, ledwo co wyczuwalnymi drganiami. Duo Nielsen i Juhl przechadza się cienkiej tafli ambientu, wplątując tu i ówdzie pokiereszowane poważkowate sample. Noo, Basinski style, niemniej jest w tym również ogrom autorskiej wizji.

💥💥 1/2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.