ZJAWISKA 2017 wg „Nie słuchasz techno, nie idę z Tobą do łóżka” #2

Zestawienie przygotowane przez fanpage Nie słuchasz techno, nie idę z Tobą do łóżka.

Miejsca: 10-1

część pierwsza (20-11): TUTAJ


[2017 – ZJAWISKA]

10. Laurel Halo

Zdjęcie użytkownika Nie słuchasz techno, nie idę z Tobą do łóżka.

W tym zestawieniu oczywiście nie mogło zabraknąć Laurel Halo. Być może niektórzy pamiętają, że dawno, dawno temu robiliśmy tutaj listę najlepszych płyt roku 2013, wybraliśmy wówczas „Chance of Rain” Laurel i w efekcie zostaliśmy sponiewierani w komentarzach jako „hipsterzy co się na techno nie znają” (tak nawiasem, gdzie ta sojowa latte podana w wydrążonym awokado, czekam już bite 20 minut). Good times, fun times, ubaw był przedni.

Przechodząc jednak do meritum – minęło parę lat, a Laurel znowu stanęła na wysokości zadania i jak zawsze uczyniła to na swoich warunkach. Tegoroczna LP „Dust” to spory zwrot stylistyczny w twórczości Halo. Bez wątpienia więcej na tej płycie melodii, „słońca” i spokoju, które zastąpiły matematyczną precyzję rodem z „Antenna” czy „Quarantine” oraz melancholijne, „pourywane” i deszczowe kompozycje z „Chance of Rain”. Widać, że twórczość Laurel to konsekwentny rozwój, poszukiwanie siebie oraz nowych środków wyrazu. Zmiany widać także w podcastach Laurel Halo, która zaczęła bawić się takimi konwencjami jak ballroom czy „straightforward techno” (podcast nagrany dla Discwoman czy występ w nowojorskim Boiler Room), oczywiście czyniąc to tak umiejętnie, że nie sposób zapomnieć o tym, że mamy do czynienia z wyrazistą artystką o ukształtowanym stylu.

Cóż można napisać więcej? Pozostaje jedynie czekać na kolejne wydawnictwa Laurel, bo to zawsze prawdziwa pieszczota dla uszu.


9. SCENA KOPENHASKA (Ectotherm, Courtesy, Mama Snake, Schacke, BunkerBauer, Lund&Rønde)

Zdjęcie użytkownika Nie słuchasz techno, nie idę z Tobą do łóżka.

Muzyka do lektury:

[podcast Courtesy nagrany dla Crack Magazine]

Duńczycy mają trochę za dobrze. Nie dość, że regularnie znajdują się w pierwszej piątce narodów najbardziej szczęśliwych oraz o najwyższej stopie życiowej, to pomimo skromnych rozmiarów swojego państwa (zakładając, że na Grenlandii jednak średnio jest z kulturą niezależną, chociaż mogę być w błędzie – eskimo-techno to byłoby coś!), mają w swojej stolicy bardzo prężną scenę kultury alternatywnej.

Powyższe tworzy spójną całość z faktem, że to właśnie w Kopenhadze znajduje się jedna z najbardziej wyzwolonych oraz liberalnych dzielnic w Europie – słynna „anarchizująca” Christiania. To miasto po prostu sprzyja kreatywności. Obecnie obserwujemy prawdziwy napór zdolnych postaci z Kopenhagi. Prawdziwą rewelacją jest dla mnie label Ectotherm, za którym stoją Courtesy (sprawdźcie jej podcasty na Soundcloudzie – złoto) oraz Mama Snake. Znaki rozpoznawcze wytwórni to mocne oraz dosadne, ale jednocześnie finezyjne brzmienie, chociaż obie panie nie boją się dorzucić takiej ilości BPM, że nogi przestają nadążać za myślami. Nie wolno zapomnieć także o świetnej EPce Schacke, również opatrzonej logo Ectotherm.

Ponadto, warto obserwować BunkerBauer, także wyspecjalizowane w mocnych brzmieniach. Niewątpliwie kolejnym atutem Kopenhagi i artystów jest w niej ulokowanych jest bliskość Berlina. Zarówno Ectotherm, jak i BunkerBauer są coraz wyraźniej obecne w stolicy Niemiec. Bardzo interesujące są w tym kontekście efekty współpracy Courtesy oraz Avalon Emerson, które wspólnie stoją za jednym z najlepszych setów tegorocznego Sónar Festival.

Dodajcie sobie jeszcze do tego regularną obecność przywołanych postaci na antenie NTS Radio i wychodzi na to, że obecnie Kopenhaga to miejsce, o którym zdecydowanie warto pamiętać.


8. BERLIŃSKA SCENA „NEW CLUB” (coucou chloe, sega bodega, STAYCORE, Toxe, Mechatok, mobilegirl, Ziúr)

Muzyka do lektury:

Zanim zaczniecie pisać, że jestem głuptasem – oczywiście macie rację, ale nie do końca. Wiem – coucou chloe pochodzi z Paryża, zaś sega bodega z Wielkiej Brytanii, ale ich bezpośredni związek z Berlinem jest niezaprzeczalny i występują w nim najczęściej, stąd taka klasyfikacja. Zdaję sobie także sprawę z tego, że termin „New Club” jest odrobinę wydumany, ale wymyślili go mądrzejsi ode mnie, a ja niestety nie wpadłem na nic lepszego (czyli jednak głuptas).

Przechodząc jednak do rzeczy – to był szczególnie mocny rok dla sceny berlińskiej. Czystą przyjemnością było obserwowanie, że stolica Niemiec wpuszcza do siebie więcej świeżego powietrza i ponownie staje się miejscem, które definiuje oraz kreuje ciekawe zjawiska, a nie ogranicza się wyłącznie do powielania utartych schematów orbitujących wokół „smolistego techno”.

2017 rok przyniósł nam prawdziwą falę „młodych i zdolnych” związanych właśnie z Berlinem. Pierwsza na wybieg wchodzi coucou chloe, która nie dość, że świetnie poradziła sobie wydawniczo, tworząc prawdziwą „muzykę jutra”, nadto robi spore wrażenie na żywo. Całość jest spójna także od strony stylistycznej – Coucou Chloe lubi bawić się modą i „zimnym wizerunkiem” (ten Paryż jednak zobowiązuje). Podobne obserwacje dotyczą sega bodega, który zresztą blisko współpracuje z Coucou (kolektyw NUXXE), a sam potrafi z jednej strony rozgrzewać parkiety do czerwoności, by potem wydać świetny mixtape „SS” zainspirowany klasykami kina.

Nie zapominajmy o labelu STAYCORE, który bardzo dynamicznie się rozwija. To właśnie jego barwy reprezentuje tak zdolna bestia jak pochodząca ze Szwecji Toxe, która pomimo bardzo młodego wieku operuje za deckami jak stary wyjadacz. To samo dotyczy zresztą Mechatoka, którego cechuje świeże i przestrzenne brzmienie oraz mobilegirl, która dosłownie parę dni temu opublikowała swoją pierwszą EP-kę. Z pewną dozą satysfakcji można wspomnieć, że do sukcesów tych postaci jako agent bookingowy wydatnie przyczynia się nasz rodak (hej Mateusz, wzywam Cię do tablicy, przygotuj dzienniczek).

Do tego jeszcze świetny rok Ziúr, która już od dłuższego czasu była perełką Berlina, w tym jego sceny queerowej, ale w tym roku za sprawą płyty „U Feel Anything?” stało się o niej naprawdę głośno. Styl Ziúr definiują śmiałe połączenia muzyki tanecznej oraz eksperymentalnej, co znajduje także odzwierciedlenie w jej świetnych podcastach, które ładnie sama zdefiniowała jako „elegancko brutalne”.

Zapewne pominąłem w tym wyliczeniu szereg postaci, o których wypadałoby wspomnieć w kontekście „nowej sceny” Berlina, ale… ale czyż nie jest to kolejny dowód na jej siłę?


7. NTS Radio

Zdjęcie użytkownika Nie słuchasz techno, nie idę z Tobą do łóżka.

Muzyka do lektury:

[zapis audycji „Inner Realm” Jonny’ego Monsa z NTS Radio LA z dnia 17 września]

NTS Radio to instytucja, której chyba nawet nie trzeba szerzej przedstawiać, ale rozmach działalności NTS w 2017 roku jednak wymaga szczególnego podkreślenia. Odnoszę wrażenie, że wysoki poziom selekcji muzycznej został jeszcze bardziej dopracowany i obecnie NTS stanowi przestrzeń, w której praktycznie każdy znajdzie coś dla siebie. Widać to chociażby po archiwum (zapisy audycji) na stronie https://www.nts.live/ – spektrum gatunków jest nieprawdopodobne.

W tym roku NTS Radio chyba po raz pierwszy aż tak trwale wpisało się w mój „grafik”. Na niektóre audycje czekam zniecierpliwiony niczym mały dzieciak, ale wynika to z prostego faktu związanego z tym, że gwarantują one odkrycie nowych dźwięków, które będą za mną podążać przez kolejne dni. Każdy z Was znajdzie dla siebie w NTS coś innego, zależnie od preferencji, ale chciałbym zwrócić Waszą szczególną uwagę na wszelkie audycje, za którymi stoją Alexander Nut oraz Jonny Mons, ze szczególnym naciskiem położonym na „Inner Realm”. Jeżeli szukacie czasem odskoczni w kierunku bardziej onirycznych i nieoczywistych dźwięków – będziecie zachwyceni.

Jeśli jednak nawet nigdy nie lubicie zwalniać, proszę bardzo – na antenie NTS często goszczą choćby przedstawiciele Ectotherm, o których była mowa wcześniej czy coucou chloe oraz sega bodega, o których… tak, także była mowa przy numerku 8. Solidny poziom gwarantuje także w swojej audycji Cosmin TRG – co zaskakujące, znacznie wówczas ciekawszy niż na swoich studyjnych dokonaniach.

Robi wrażenie także to, w jakim stopniu NTS jest otwarte na nowe brzmienia oraz kierunki. To właśnie za ich sprawą na szerokie wody wypływa obecnie chociażby rosyjski label ГОСТ ЗВУК.

Thank you, based NTS, chcę więcej i do końca świata.


6. Brutaż

Zdjęcie użytkownika Nie słuchasz techno, nie idę z Tobą do łóżka.

Muzyka do lektury:

[podcast Rrrkrta nagrany w ramach serii Cxemcast]

Brutaż, Brutaż… myślę, że organizatorzy niektórych wydarzeń nawet nie do końca mają świadomość tego w jak dalece idący sposób mogą się zaznaczyć w czyimś życiu w sposób „pozamuzyczny”, nawet jeśli nie znają tych osób. Moja przeprowadzka do Warszawy zbiegła się mniej więcej właśnie z początkami Brutażu, który od razu stał się dla mnie „bezpieczną przestrzenią” skupiającą ludzi, z którymi chciałem i chcę spędzać wolny czas. Wzloty, upadki, mnóstwo zmian w tle, ale Brutaż stale powraca, często przyczyniając się do „wytańczenia” różnych rzeczy i pójścia dalej.

Koniec jednak tej prywaty. To był po prostu kolejny świetny rok dla Brutażu. Obecnie to już prężna inicjatywa, będąca obecna w wielu miastach, poszerzona także o dobrze rokujący label, jak i naturalna przestrzeń do współpracy z „otwartymi środowiskami” z wielu stron – od Discwoman po Схема. Nie sposób także nie docenić ogromnych postępów osób, które stoją za Brutażem. Rrrkrta zawsze zachwycał selekcją, ale obecnie jego umiejętności techniczne powodują, że bez względu na przebieg wydarzenia pewne jest, że jego finał będzie udany. Niewątpliwie dobrym „nabytkiem” jest VTSS, która wciąż zdaje się poszukiwać nowych dróg rozwoju, czego przejawem jest projekt TRY, z którym zadebiutowała na Unsound. W drodze jej wydawnictwo, które zostanie wydane właśnie w barwach labelu Brutażu.

Wyrazy szacunku także za działania pozamuzyczne. Brutaż konsekwentnie ma charakter otwarty i w tym tkwi jego fenomen. Bez względu na to, czy jesteś białym heteroseksualnym mężczyzną, transseksualistą, czy kobietą, która uwielbia chodzić w lateksie – na Brutażu możesz tańczyć, stać, delikatnie kiwać głową lub miotać się w przedziwny sposób i nie zostaniesz poddana/poddany ocenie ani nie napotkasz na pogardliwe spojrzenia. I właśnie za to – szczególnie w dobie bezkarnego maszerowania 60 tysięcy narodowców przez centrum mojego miasta – największe podziękowania.

Wywiad z Rrrkrta o Brutażu (i nie tylko): TUTAJ


5. Juliana Huxtable

Muzyka do lektury:

[zapis występu Juliany w nowojorskim Boiler Room]

Juliana Huxtable to postać z koszmaru sennego wytworzonego w ciasnym umyśle Donalda J. Trumpa – nowojorska ciemnoskóra transseksualistka, która bynajmniej nie zamierza wstydzić się swojej historii oraz swojego ciała, postać zaangażowana w działalność społeczną, feministka, performerka, modelka, ikona nocnego życia najbardziej otwartego obyczajowo amerykańskiego miasta, wreszcie rewelacyjna DJ-ka.

To był fantastyczny rok dla Huxtable, która wydaje się nigdy nie mieć dość pomysłów. Stoi za cyklem wydarzeń SHOCK VALUE, które są jednym z „najgorętszych” eventów w Nowym Jorku. Do tego bliska współpraca z Discwoman, rewelacyjne podcasty, działalność performerska, społeczna, wspieranie lokalnej sceny queerowej. Jeszcze mało? Juliana para się także modelingiem, śmiało zabiera głos w prasie na temat swojej seksualności i pomaga zbierać fundusze osobom oczekującym na zabiegi zmiany płci.

Wciąż mało? Huxtable to genialna DJ-ka, czego mogliśmy doświadczyć podczas tegorocznego Unsound. Postać tak charyzmatyczna, że natychmiast wypełnia swoją energią dowolną przestrzeń. Nie wiem jak Wy, ale ja podczas tego setu wprost odpłynąłem do alternatywnej rzeczywistości i tańczyłem tak mocno, że nie za bardzo wiedziałem koło kogo i gdzie to czynię. Juliana czuje zarówno „klasyczne europejskie techno”, jak i śmiało puszcza oko do kultury popularnej czy sceny ballroom, która przecież pochodzi z Nowego Jorku. Zderzenie wielu wpływów, które owocuje naprawdę pysznym zestawem.

Szejkowie z Arabii Saudyjskiej marzą o tym, żeby na ich urodzinach wystąpiła Adele. Ja poproszę całonocny set Juliany Huxtable i w sumie to mogę umierać w spokoju.


4. CTM Festival

Na początku roku spędziłem parę świetnych dni w Berlinie podczas CTM Festival. Wyjazd był odrobinę specyficzny, bo zaaranżowany dosłownie w ostatnim momencie i przy pozyskaniu biletów na kluczowe wydarzenia za sprawą jednego z moich przyjaciół – wie, że o nim teraz piszę i raz jeszcze przesyłam mu niski ukłon oraz podziękowania. Podróż była na poły muzyczna i „osobista”, bo dużo czasu spędziłem z premedytacją sam, rozbijając się po Neukölln i poznając ciekawych ludzi, z którymi jeździłem sobie później U-bahnem w przypadkowe miejsca (to chyba było trochę dziwne i średnio bezpieczne, ale wciąż polecam). Być może z uwagi na wszystkie te okoliczności wspominam tegoroczny CTM szczególnie ciepło – to była po prostu świetna przygoda.

CTM Festival to już uznana marka. Line-up tegorocznej odsłony nie był wybitnie niszowy czy ponadprzeciętnie wymagający – dominowały postaci o utrwalonej renomie. Jednocześnie, muszę przyznać, że w żaden sposób mi to nie przeszkadzało, bo miałem okazję nadrobić pewne zaległości, kumulując to w krótkim okresie czasowym i w idealnie dopracowanej scenerii.

Rewelacyjnie bawiłem się w Berghain / Panorama Bar, do którego aż chciałoby się przyczepić, ale jednak ciężko to zrobić – perfekcyjnie zaaranżowana przestrzeń, nagłośnienie, światła, a do tego Lorenzo Senni, Monolake, UMFANG, Tzusing i wielu innych, którzy po prostu nie zawodzą. To wszystko pięknie razem współgrało. Czułem się trochę jak dzieciak w Disneylandzie, tylko że zamiast waty cukrowej było dużo strobo i tańczenia w pobliżu dymiarki.

Bardzo dużo działo się także w innych przestrzeniach. Przyjemną odmianą była wizyta w YAAM Berlin, zorientowanym na klimat jamajsko-afrykański. Nie wiem czy jest to właściwa przestrzeń do pisania o takich brzmieniach (albo inaczej: wiem, że nie), ale nie mógłbym wspomnieć o CTM bez zwrócenia uwagi na rewelacyjny występ Tommy Genesis, która po prostu przejęła kontrolę nad publicznością. Szalony był także występ Lsdxoxo, który porwał wszystkich do tańca.

Nareszcie udało mi się zobaczyć Elysie Crampton, do czego doszło w Festsaal Kreuzberg. Świetnie było także w SchwuZ, w którym odbyło się wydarzenie zorientowane na ballroom oraz vogue house. MikeQ wraz z BerlinVoguingOut poruszyliby do tańca nawet Jana Szyszko, chociaż chyba wolę sobie tego nie wyobrażać. Ciepło wspominam występ Toxe, o której była już mowa wcześniej – ta dziewczyna hipnotyzuje pewnością siebie za deckami, co robi szczególne wrażenie biorąc pod uwagę jej wiek.

Z Berlina przywiozłem także mnóstwo innych wspomnień, posmak club mate w ustach, wory pod oczami od wracania o 8 rano z Neukölln do Mitte i wpadkę w postaci zaśnięcia w pociągu i obudzenia się 35 kilometrów za Berlinem, a następnie podróży w drugą stronę wraz z ludźmi jadącymi do pracy (syndrom „walk of shame”), ale absolutnie było warto.

Kolejna edycja pod hasłem „Turmoil” już niebawem, gorąco zachęcam Was do udziału!


3.  Unsound FESTIVAL 2017

Zdjęcie użytkownika Nie słuchasz techno, nie idę z Tobą do łóżka.

 Unsound traktuję na podobnej zasadzie jak Brutaż – jako wydarzenie, któremu kibicuję od dawna oraz szczególnie mocno, bowiem jest ono w najdalej idącym stopniu kompatybilne z moim gustem muzycznym oraz oczekiwaniami. Niewątpliwie siłą festiwalu są także ludzie – w połowie października do Krakowa zjeżdża całe „środowisko” i właściwie nie ma potrzeby jakoś szczególnie planować kwestii towarzyskich, znajomi są obecni na każdym kroku, co zawsze dodaje kolorytu.

W tym roku moja obecność na Unsound była znacznie krótsza niż zwykle, ale wystarczająca do tego, żeby spostrzec jak ogromne postępy są czynione dosłownie z roku na rok. Chyba po raz pierwszy wszystkie festiwalowe puzzle poskładały się aż tak doskonale. Odnoszę wrażenie, że motyw przewodni „Flower Power” został potraktowany bardziej poważnie niż te z ostatnich paru lat – realnie determinował tematykę paneli dyskusyjnych oraz festiwalowego otoczenia. Przy okazji jego specyfika pozwała na bardzo szeroką interpretację, wreszcie zaś – stanowiła przyjemną odmianę od jednoznacznie posępnych nastrojów panujących na większości europejskich festiwali zorientowanych na „poszukującą elektronikę”. Miło, że ktoś pomyślał o tym, żeby pójść odrobinę pod prąd.

Muzycznie poziom był bardzo wysoki, o czym szerzej pisałem już bezpośrednio po powrocie z festiwalu. Widać, że dobór wykonawców poprzedza całoroczna, solidna praca organizatorów – mało jest miejsca na występy przeciętne lub nawet niezłe, normą są wysokie loty. Jak może być zresztą inaczej, patrząc chociażby na program zaplanowany na festiwalową sobotę w FORUM Przestrzenie. Za zgrupowanie pod jednym dachem jednej nocy takich postaci jak Juliana Huxtable, Dj Haram (panie „wygrały” ten wieczór), Holly Herndon, Avalon Emerson, Vladimir Ivkovic (zawsze gdy umieszczam odnośnik do Ivkovica muszę poprawiać Facebooka, że naprawdę nie mam na myśli Vladimira Putina, niech przestaną mi to robić), Lena Willikens oraz Octo Octa po prostu należą się brawa. Tegoroczny CTM Festival, o którym pisałem wczoraj nie miał żadnego aż tak mocnego punktu w programie. Uczeń przerósł mistrza, there I said it. Przemawia za tym także szereg świetnych nowych rozwiązań, choćby wprowadzenie The Secret Lodge. Czułem się tam jak w filmie Davida Lyncha. Czad.

Cóż można dodać? Niech Unsound rośnie nam duży i okrąglutki, o co jestem raczej spokojny. Mam jedynie nadzieję, że organizatorzy nie poczują się nadmiernie rozpieszczeni reakcjami po tegorocznej edycji i zapewnią nam co najmniej równie wysoki poziom w przyszłym roku. Poprzeczka jeszcze nigdy nie była na tym pułapie, wyzwanie jest tym większe.


2. SCENA NIEZALEŻNA AKTYWNIE REAGUJE NA BIEŻĄCE WYDARZENIA SPOŁECZNO-POLITYCZNE (Room 4 Resistance, SchwuZ, Brutaż, Cxema, SIREN, Discwoman, Bossa Nova Civic Club, SHOCK VALUE, las Bistecs)

Zdjęcie użytkownika Nie słuchasz techno, nie idę z Tobą do łóżka.

Zdjęcie: wnętrze klubu Bossa Nova Civic Club w Nowym Jorku

To będzie wpis, po którym zapewne stracimy paru czytelników oburzonych tym, że w zestawieniu poruszone są tego rodzaju zagadnienia, podczas gdy brakuje w nim Setha Troxlera oraz Tale Of Us – dzielnie bierzemy to jednak na klatę.

Nie ma co ukrywać – żyjemy w ciekawych i dynamicznych czasach. Największym światowym mocarstwem rządzi człowiek, któremu strach byłoby powierzyć podlanie roślin doniczkowych, nie mówiąc o dostępie do potężnego arsenału nuklearnego, z kolei największym krajem rządzi persona o psychopatycznych skłonnościach, niestety – jednocześnie nieprawdopodobnie inteligentna (w tym miejscu polecam zapis wywiadów Olivera Stone’a z Vladimirem Putinem – jak się okazuje, nasz „duży kolega ze wschodu” to bardzo oczytany człowiek, nie wyłączając płynnego poruszania się w twórczości francuskich filozofów). Do tego choćby kryzys uchodźczy, który błyskawicznie pokazał, że dorobek kulturowy oraz obyczajowy Europy to w znacznej mierze fasada, która nie wytrzymuje skonfrontowania z okolicznościami, w których ktoś u jej bram potrzebuje natychmiastowej pomocy.

Ten przydługawy wstęp służy temu, by wskazać, że świat mocno nam się rozkołysał, co zapewne wszyscy czujemy. Chyba na tyle mocno, że świat kultury powinien przestać reagować na to wyłącznie nagrywaniem kolejnych „kompilacji z przesłaniem” czy umieszczaniem tematycznych zdjęć profilowych w social media. Budujące jest to, że 2017 rok przyniósł wzmożony, realny aktywizm i próby reakcji na zachodzące zmiany.

Szereg postaci oraz instytucji czynnie włączyło się w działania łączące muzykę oraz zmianę swojego otoczenia na lepsze, co ciekawe: coraz częściej ze sobą współpracując. W Stanach Zjednoczonych pojawił się realny opór w reakcji na politykę człowieka, którego wrażliwość społeczna jest na poziomie empatii świeżo wylanego betonu. W Nowym Jorku prężnie działają Discwoman czy wspomniane wcześniej SHOCK VALUE, które z założenia są instytucjami łączącymi najwyższy poziom muzyczny oraz aktywizm społeczny. Koresponduje z tym działalność wielu lokali, chociażby Bossa Nova Civic Club.

Dużo dzieje się także w Europie. Patrząc od wschodu – Cxema, która wyrosła w dobie politycznych

protestów na Majdanie i konsekwentnie ma charakter otwarty. W Polsce Brutaż, który wprost nie tylko deklaruje oraz gwarantuje bezpieczną przestrzeń, ale także podejmuje konkretne działania – choćby związane ze zbiórką środków na pomoc uchodźcom. Jak się wydaje, chlubnie przoduje jednak Berlin. Szereg wytwórni, instytucji oraz postaci prowadzi szeroko zakrojone działania. Wymienić przykładowo można Room 4 Resistance, SchwuZ oraz ABOUT BLANK, które stale podejmują czynności ukierunkowane na pomoc tym, którzy jej potrzebują, włącznie z użyczeniem dachu nad głową. W Londynie godna docenienia jest działalność SIREN. Dzieje się także w miejscach, które są odrobinę poza głównym nurtem – w Atenach (działalność Modal Analysis oraz Vanila) czy w Hiszpanii (las Bistecs).

Co kluczowe, wszystkie te inicjatywy nie mają na celu wprawianie w minorowy nastrój, wręcz przeciwnie! Łączą podejmowanie konkretnych kroków z dobrą zabawą, co przecież jak najbardziej da się zrobić. Mając zaś wszystkie te kwestie na uwadze – „ogarnijmy swój przywilej” i to, że możemy siedzieć sobie teraz przed komputerkiem z ciepłą kawą na biurku i ustawmy zlecenie przelewu stałego (choćby przy wskazaniu małej kwoty) na rzecz wybranej organizacji pozarządowej, która wspiera prawa kobiet / mniejszości seksualnych / mniejszości etnicznych / zwierząt. Możemy się tak umówić?


1. Discwoman

Zdjęcie użytkownika Nie słuchasz techno, nie idę z Tobą do łóżka.

Muzyka do lektury:

[podcast nagrany przez UMFANG w ramach serii Dekmantel]

Następuje drugi oraz ostatni strzał z konfetti. Na parkiecie został ostatni tancerz, zaś szatniarz nerwowo patrzy już na zegarek i cieszy się z tego, że wreszcie kończę swoje przydługawe wywody. Docieramy do końca zestawienia i chyba nie mógł być on inny. Panie z Discwoman wykonały w tym roku kawał nieprawdopodobnie dobrej pracy i to na tak wielu płaszczyznach, że można dostać zawrotu głowy.

Za ich aktywnością muzyczną wręcz ciężko nadążyć, bo wokół inicjatywy zebrał się prawdziwy „zespół marzeń”. Kogo my tam nie mamy? Począwszy od Emmy Olson kryjącej się pod pseudonimem UMFANG, która jest obecnie prawdopodobnie moją ulubioną DJ-ką, zachwycającą zarówno na żywo, jak i studyjnie. Sety Umfang to zawsze twór kompletny – zdecydowane, gwałtowne, ale jednocześnie finezyjne i przestrzenne. Pewne rzeczy można w sobie wykształcić oraz przyswoić, ale jedynie nieliczni mają dar, który powoduje, że zachowują się, jakby urodzili się za deckami. UMFANG ma to „coś” – szczególne wyczucie rytmu, atmosfery, tego kiedy należy przyspieszyć, a kiedy dopieścić Twoje uszy odrobinę spokojniejszym dźwiękiem. Miałem przyjemność słyszeć sety Umfang już trzykrotnie i za każdym razem były bardzo intensywnym przeżyciem. Emma zachwyca także studyjnie, realizując się wówczas bardziej na płaszczyźnie eksperymentalnej – ze szczególnym upodobaniem rozkłada techno na czynniki pierwsze, by osiągać bardzo ciekawe rezultaty przy pomocy środków, które nie są przeładowane zbędnymi efektami.

Blisko współpracują z Discwoman także chociażby Juliana Huxtable, o której była mowa już wcześniej czy Dj Haram, która jest największym łobuzem w klasie. W swoich szalonych setach nie ma żadnych oporów przed mieszaniem techno z ballroomem oraz muzyką arabską, na końcu lubi doprawić jeszcze jakąś wariacją na temat agresywnego rapu i gdy już zostawi Was na parkiecie bez choćby minimalnej dawki energii, schodzi sobie zza decków z nieśmiałym uśmiechem na twarzy. Do tego choćby Volvox, która gra może mniej finezyjnie, ale nie sposób odmówić jej umiejętności rozgrzewania parkietów do czerwoności (świetne B2B z Umfang na tegorocznym Dekmantel) czy nawiązanie bliskiej współpracy z perełkami sceny berlińskiej – mobilegirl oraz Ziúr (o których także była już mowa wcześniej, jak widać wszyscy weirdo to jedna wielka rodzina). Nie sposób zapomnieć także o świetnej serii podcastów Discwoman – usłyszycie w jej ramach tak uznane postaci jak Laurel Halo, ale z drugiej strony już tydzień później będziecie mogli odkryć talenty, o których dotąd nie mieliście pojęcia (w moim przypadku – stud1nt czy Ariel Zetina z Chicago).

Wciąż mało? Zapewne nie i powoli mi tam przysypiacie, ale po prostu trzeba wspomnieć choćby słowem o działalności pozamuzycznej Discwoman. Panie nie dość, że wprowadziły na salony „techno feminism”, nadto działają w tym zakresie bardzo aktywnie – wypowiadają się w prasie, promują mniej znane DJ-ki, biorą także udział w panelach dyskusyjnych w ramach „pracy u podstaw” (także w Polsce – w Poznaniu oraz w Warszawie przed ich showcase w ramach Brutażu).

Wszystkie te płaszczyzny składają się na obraz tego, jak duże było znaczenie Discwoman dla niezależnej sceny muzycznej w 2017 roku. Pozostaje mieć nadzieję, że tendencja zostanie utrzymana i panie dadzą nam równie dużo radości w przyszłym roku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.