Wywiad: Sorja Morja

O debiutanckim, długo wyczekiwanym albumie Sorji Morji „Sorja” porozmawiałem z Ewą Sadowską i Szymonem Lechowiczem.


O Sorji Morji można było usłyszeć już pięć lat temu. Co działo się u was przez ten czas?

Ewa: Rzadko mieszkaliśmy w jednym mieście, więc głównie rozmawialiśmy ze sobą na fejsie i spotykaliśmy się, kiedy były okazje. Przerzuciliśmy się na gitary, robiliśmy próby. To był okres między kończeniem studiów, a rozpoczynaniem życia po.

Szymon: Wiązaliśmy końce, łapaliśmy sroki za ogon, żyliśmy sobie, itd. Długo szukaliśmy sposobu na współpracę, który będzie przyjemny i pobudzający. Chyba nie znaleźliśmy takiego, ale chcemy dalej szukać.

Zaintrygowało mnie odprężające i zarazem mocno angażujące brzmienie „Sorji”. Właściwie nie zlokalizowałem przypadkowych dźwięków – tak jakby brak choćby jednego motywu mógł sprawić, że cały utwór trzeba będzie nagrywać od nowa. Rzeczywiście tak jest?

Ewa: Tak, utwory są nagrane od nowa, po tym jak Szymon wywalił wszystkie przypadkowe dźwięki. Tych ostatnich będzie na koncertach więcej.

Szymon: Jak ktoś jest spięty w życiu, to potem taka ta muzyka wychodzi.

Jeszcze bardziej przypadły mi do gustu wasze partie wokalne. Odniosłem wrażenie, że niemal za każdym razem nie możecie doczekać się refrenu i właściwie od razu śpiewacie niezwykle melodyjnie. Działacie instynktownie, czy jest to raczej przemyślana akcja?

Szymon: To zdecydowanie jest przemyślana przeze mnie akcja.

Ewa: Wokale może i brzmią melodyjnie, ale wystarczy spróbować je zaśpiewać, żeby poczuć jak rzadko są “instynktowne” czy “intuicyjne”.

Z tego co wiem, to podczas nagrywania płyty inspirowaliście się Young Marble Giants. Czego jeszcze słuchaliście? Dla mnie „Sorja” to taka wypadkowa zimnego The Human League i rozentuzjazmowanego Mecano, z lekkimi wpływami Life Without Buildings i późniejszego Ariela Pinka.

Ewa: Praca trwała na tyle długo, że ciężko zamknąć to w jakiejś liście. To o czym ja pamiętam że, może nie zawsze brzmieniowo,- ale jakoś koncepcyjnie na nas wpłynęło to: Algebra Suicide, Broadcast, Easter, Can, Neu!, HTRK, Slint i OST z Final Fantasy VII. W każdym razie to moje ulubione z worka wspólnych inspiracji.

Szymon: Najbardziej inspirująco i motywująco działają polscy muzycy – koleżanki i koledzy, z którymi można pogadać o podejściach, sposobach pracy. Jaram się każdym polskim projektem, któremu chce się ryzykować, szukać swojego języka i nie brzmieć jak “polska odpowiedź na”.

„Polska odpowiedź na” to częsty zwrot używany przez recenzentów. A co myślicie o „rockowym pazurze”?

Szymon: Kojarzy mi się z tym długim paznokciem hodowanym przez gitarzystów klasycznych. Nie wierzę, że służy tylko do grania. Na bank robią z nim coś dziwnego.

(okładka płyty)

Moją ulubioną kompozycją na „Sorja” jest ultraprzebojowa „Młodość”. Jak powstał ten numer?

Szymon: Chyba próbowałem zrobić coś z egzaltowanym refrenem w stylu Johna Mausa. A potem jak zwykle zacząłem coś zmieniać.

Na singiel wybraliście „Australię”. Dlaczego? I skąd pomysł na taki statyczno-sielski teledysk?

Szymon: Rzadko używamy słowa singiel. “Australię” wypuściliśmy jako pierwszą, bo oboje ją bardzo lubimy i mieliśmy do niej gotowe wideo. Założyliśmy, że nagramy teledysk w trakcie sesji nagraniowych w domu rodzinnym Ewy. Sielskość wzięła się z okoliczności: ładnej pogody i zadbanego ogródka. Ujęło nas napięcie pomiędzy spokojem tej scenerii, a efekciarskim i trochę nieadekwatnym do całej sytuacji gestem grania na aucie. Ta sprzeczność jest też w piosence. „Australia” opowiada o związku z rodzicami, w którym jest miłość, stabilność, baza, ale też jakieś ciągłe szamotanie się z odcinaniem pępowiny i opóźnionym w rozwoju buntem. Niby śmieszne, ale też straszne, bo wszystko jest podszyte genami i ekonomią.

Czy „Sezon” jest nieznaną, niezrealizowaną ścieżką Damiano CZ?

Szymon: Nie jest, Damiano CZ zrealizowało wszystkie swoje piosenki, potem już była Sorja. Ale fakt, Ewa też wyczuwa w tym utworze jakiś obcy element.

Wasze piosenki nie przekraczają czterech minut. Zróbmy niezobowiązujący eksperyment – jak mogłaby brzmieć Sorja Morja w dłuższej formie?

Ewa: Tak, zróbmy taki eksperyment. Pamiętam, że jedna z pierwszych wersji “Śmierci” z jakiejś próby miała ok. 7 minut. Outro było długie i repetycyjne, brzmiało krautrockowo.

Szymon: Szybko się nudzę i nie lubię za bardzo długich utworów. Nasza długa piosenka brzmiałaby pewnie tak jak dwie albo trzy połączone piosenki z albumu.

Jak wygląda współpraca z Thin Man Records?

Ewa: Bardzo dobrze. Dzięki współpracy ze znanym niezależnym labelem mamy szansę dotrzeć do innych osób, niż docieralibyśmy sami. Robimy wszystko po swojemu, a przy tym nie zajmujemy się rzeczami, którymi nie chcemy i nie umiemy się zajmować, np. ogarnianiem tłoczni i kontaktem z dziennikarzami.

Szymon: Lubimy się z Thin Man. Umowę podpisaliśmy jedząc śniadanie.

Czujecie się przywiązani do jakiejś sceny/środowiska, kto najczęściej interesuje się Sorja Morja?

Szymon: Ludzie z dochodem poniżej średniej krajowej. Znajomi. Porcys – ale w sumie nie wiemy, czy to aktualne. W trakcie udzielania odpowiedzi zdążyłem się już przywiązać do Trzech Szóstek.