Wywiad: Robert Piernikowski

Robert Piernikowski m.in. o „No Fun”, Wu-Tang Clan i zimnej fali.


Jak długo powstawało „No Fun”?

Album powstawał na styku 2016/2017. Ostateczny kształt wyłonił się na początku tego roku.

Twój poprzedni album, „Się żegnaj”, został wydany w 2012. Dlaczego ta przerwa trwała tak długo? Cała twoja uwaga była skupiona na Synach?

Rzeczywiście, dużo czasu spędziliśmy nad Synami – płyta, koncerty. Sporo też pracowałem nad muzyką teatralną.

„No Fun” sprawia wrażenie płyty, która brzmieniowo z jednej strony jest koherentna, z drugiej gdyby ktoś mi powiedział, że to składanka, to chyba mógłbym uwierzyć. Taki był zamysł, czy raczej coś sobie dopowiadam?

Nie odnoszę takiego wrażenia. Jawi mi się zwarta rzecz.

Czego słuchałeś podczas pracy nad płytą?

Przez ostatni czas na synowskiej plejliście w aucie leciało: Wu Tang, Amen Dunes, Actress, Anika, Ghostface & Badbadnotgood, Beak, Exploded View, Nico, Helena Hauff, Jozef Van Wissem, Lee Perry, King Tubby, Natura, Mala, Molly Nilsson, Ol’Dirty Bastard, Pauline Oliveros, Rihanna, Sade, Tarwater, Basinski, Zomby, Jacek Sienkiewicz, Gavin Bryers.

Ulubiony track Wu-Tang Clanu? U mnie to zawsze było „Protect Ya Neck”. Koniecznie z teledyskiem.

C.R.E.A.M. Trudno wymienić jeden. Długo nie doceniałem płyty „Wu Tang For Ever”. Jest zajebista.

A znasz „Black Metal” Deana Blunta? Zostałem poproszony, aby się zapytać, co tam właściwie u ciebie się dzieje, bo „No Fun” wydaje się nawet smutniejsze niż właśnie „Black Metal”.

Znam. Co tam u mnie? Żyję. W „No Fun” jest sporo emocji – jest to emocjonalne gówno, bardziej emocjonalne niż muzyczne, jeśli wiesz co mam na myśli.

Opowiedz trochę o stronie technicznej. W jaki sposób synchronizowałeś instrumenty analogowe? Długo siedziałeś nad melodiami?

Wszystkie instrumenty nagrywałem na AKAI MPC1000. Szczególnej synchronizacji nie stosuję – większość motywów nagrywam z ręki. Niektóre utwory powstały bardzo szybko – kwestia jednego dnia. Na niektórych potrafiłem się zawiesić przez miesiąc. Tu zupełnie nie ma reguły.

Pomiędzy tymi „szybkimi” a żmudnie prowadzonymi kawałkami wyczuwasz jakąś różnicę? Podobno najlepsze rzeczy powstają w mękach.

Finalnie nie widzę różnicy. Nie jest dla mnie ważne, jak numer powstawał, ale co mi w efekcie robi.Czasami długa praca nad numerem prowadzi z powrotem do jego surowego początku.

Jestem wielkim fanem melodii na „No Fun”. To twój najbardziej przebojowy materiał? Można w ogóle mówić o twojej muzyce w takich kategoriach?

Czemu nie? To powinno lecieć w radio.

To byłoby ciekawe, ponieważ niemal od zawsze uważałem, że taka „Nowa Aleksandria” Siekiery mogłaby spokojnie lecieć wieczorem w radio, a w pewnym sensie „No Fun” w niektórych aspektach przypomina tamta estetykę. Interesowałeś się kiedyś Siekierą albo ogólnie zimną falą?

“Radio, suckers never play me” .Kto decyduje o tym, co jest radiowym hitem?

“Nową Aleksandrię” znam z mimowolnego słuchania, kiedy będąc małolatem bujałem się ze starszymi kumplami. Mimo że miałem w głowie wtedy inne rzeczy, to czułem wartość tej muzyki i kształtowało mnie to wtedy.Podobnie jest z zimną falą.Wiele z tych rzeczy wróciło do mnie jakiś czas temu i rozmazało mi się to z hip-hopem, co słyszę na „No Fun”.

Rzadko interesuję się warstwą liryczną, ale w tym przypadku musiałem na chwilę się zatrzymać. Urzekło mnie, że w przeciwieństwie do wielu innych muzyków opowiadasz o smutku i marazmie ze specyficznym zrozumieniem – na zasadzie, że i tak nie zmienimy świata, ale za to możemy robić swoje i trwać. Twoim zdaniem to optymalne rozwiązanie?

Nie udzielam rad. Robię swoje gówno. Nie znam rozwiązania.

Wyczytałem w jednym z wywiadów jak mówisz: „Syny mają wkurwa wielowarstowego”. W przypadku twojego solowego projektu chyba można mówić o nieco innych, spokojniejszych emocjach?

Raczej nie spokojniejszych. Są tam trochę inne odcienie, lecz intensywność chyba większa.

Czy ten materiał, mimo tego, że klimatycznie jest mocno zakotwiczony w polskiej rzeczywistości, poradziłby sobie za granicą? Docierają do ciebie opinie z innych miejsc niż Polska?

Czemu nie?

I co mówią?

Jeszcze za wcześnie, by o tym mówić.

Śledzisz co się dzieje na polskiej scenie? Jest coś, co ostatnio mocno cię zainspirowało?

Tak: Jacek Sienkiewicz, Kosel, Siksa, Alles, 1988.

Znów trzeba będzie czekać kilka lat na nowy album, czy jednak już coś planujesz?

Nic na ten temat nie powiem, bo jutro wszystko, co dziś powiem, będzie nieważne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.