Wywiad: Paweł Paide Dunajko (outlines)

Rozmawiam z założycielem oficyny outlines o footworku i o tym, jak prowadzić mały label.

(Socore Factory Osaka 2016 – fot. Bartosz Hołoszkiewicz)


Kiedy wpadłeś na pomysł, aby założyć label?

Chęć wystartowania z outlines była naturalną konsekwencją mojej wcześniejszej działalności wydawniczej w Polish Juke. Od początku 2015 roku, kiedy nasze drogi z PJ się rozeszły, przez następnych 12 miesięcy przygotowywałem się do odpalenia labela z nieocenioną pomocą Iwony Jarosz, odpowiedzialnej za pomysł na „wygląd” outlines. Pośrednią inspiracją była działalność wydawnicza Mateusza Wysockiego, który również wspierał mnie różnymi uwagami na temat funkcjonowania labelu.

Z jakimi trudnościami spotkałeś się na początku działalności? Pytam głównie w kontekście osób, które chciałyby kiedyś założyć label, a nie wiedzą co może ich czekać.

Trudy zakładania labelu są uzależnione od „rozmachu” z jakim chcemy go prowadzić. Dlatego w pierwszej kolejności należy ustalić budżet z jakim planujemy wystartować. W zależności od wielkości budżetu, możemy pozwolić sobie na objęcie nim większej liczby elementów będących częściami składowymi powstawania nowego wydawnictwa. I tutaj trzeba wymienić koszt wynagrodzenia dla artysty (jeśli nie spieniężony, to w formie egzemplarzy płyt, albo innej gratyfikacji), dla osoby odpowiedzialnej za tworzenie projektów graficznych, mastering. Poza tym dochodzi koszt zakupu kaset plus zakup sprzętu do nagrywania albo koszt nagrywania kaset przez kogoś kto się w tym specjalizuje. Uwzględnić też trzeba wydatki związane z promocją w internecie etc. A jak ktoś ma możliwości, to może dorzucić koszty związane z organizacją imprez reprezentantów swojego labelu.

Wygląda to na poważny biznesplan. Satysfakcja wynagradza cały ten trud?

Plan może nie aż tak poważny jakby się to mogło wydawać, raczej próbujący sprostać realiom determinującym funkcjonowanie labelu. Poczucie satysfakcji i, generalnie, pozytywne nastawienie są ważnymi czynnikami popychającymi każdego właściciela-amatora-labelu do dalszego działania. Jeśli wydajesz muzykę, która sprawia Ci frajdę, jeśli udaje Ci się nawiązać współpracę z artystami, których twórczość sobie cenisz, jeśli masz możliwość wydania tego w atrakcyjnej formie, nie pozostaje Ci nic innego jak tylko się cieszyć i szukać nowych pomysłów na kolejne wydawnictwa.

outlines będzie bazowało głównie na footworku?

Póki co – tak. To jest punkt wyjścia i z taką formuła muszą zmierzyć się zapraszani artyści. Jednak nie chodzi tutaj o kolejną kopię wierną oryginałowi, tylko pozyskanie jakiejś odświeżającej wariacji gatunku. Jednak jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, że w pewnym momencie działalności labelu zmieni się tempo i zakres moich poszukiwań.

W trakcie tych poszukiwań gdzie może Cię ponieść?

Nie chciałbym do końca zdradzać pomysłów chodzących mi po głowie. Powiedzmy, że staram się słuchać wiele i dużo, i z tych różnych punktów odniesienia czerpać inspiracje. Dobrym przykładem mogą być właśnie trzy pierwsze kasety outlines z serii japońskiego minimalizmu footworkowego, które bezpośrednio starają się wskrzesić ducha tradycji klikającej elektroniki spod znaku Mille Plateaux albo skandynawskiego labelu Mitek.

Dlaczego zdecydowałeś się wydawać muzykę na kasetach?

Lubię proces starzenia się taśmy i to jak zużywa się nagrany materiał wyjściowy. Jest to proces mimowolny i zaskakujący, który bardzo mnie intryguje. Trudno powiedzieć jak poszczególne groove’y będą brzmieć za kilka, kilkanaście lat. Ale jest też inny, ważny dla outlines, aspekt osadzony w kulturze footworkowej i jej początkach. Decydując się na ten nośnik, chciałem przywrócić dawną kasetową tradycję. W latach 90. ubiegłego stulecia, kiedy w Chicago ghettohouse i Dance Mania święciły swoje największe sukcesy, a producenci footworkowi dopiero mieli się pojawić, [ekonomicznie] najważniejszym nośnikiem muzyki [bo przynoszącym bezpośrednio największe profity], była właśnie kaseta. To za sprawą legendarnych mikstejpów Dja Deeona, DJa Slugo, DJa Boo, Traxmena nagrywanych na kolorowych kasetach, słuchacze dowiadywali się o tym, co w danej chwili było najświeższe i najciekawsze. Nakłady takich mikstejpów, w porównaniu z tym jakie ilości nagrywane są obecnie, były niebotycznie większe. Mówimy tutaj o kilku tysiącach egzemplarzy, które rozchodziły się momentalnie.

Pomysł z kasetami jest przez wszystkich pozytywnie odbierany, czy spotykasz się także z niechętnymi komentarzami?

Jeśli nawet coś takiego się pojawia, to głównie są to krytyczne komentarze dotyczące tego, co mnie właśnie w kasecie urzeka, czyli zmieniającej się jakości nagranego materiału. Reszta moich „krytycznych” rozmówców podchodzi do tematu raczej z lekką ironią, niż jakimś ideologicznym anty-nastawieniem.

Jaka przyszłość czeka w Polsce footwork i juke? Jest szansa, że za kilka miesięcy o outlines będzie głośno?

Moim celem nie jest „głośność”. Staram się rozwijać pewną intuicję na temat muzyki footwork i to jest dla mnie najważniejsze. A czy to będzie wystarczające, żeby nagłośnić działalność outlines? Trudno mi to oceniać.

Jeśli chodzi o przyszłość footwork/juke w Polsce, czyli o próbach tego spopularyzowania, to można powiedzieć, że jest to kultura, która ma potencjał, by stać się modną w sensie komercyjnym. Ale wymaga to dużego nakładu pracy, promotorów, mediów i innych wydawców, by zainteresować ludzi nie tylko muzyką, ale i tańcem, od którego w sumie wszystko się zaczęło. Póki co wciąż jest to ledwie garstka zapaleńców. Brakuje też ciekawych wydarzeń, które by pomogły poszerzać zakres świadomości na temat kultury footworkowej wśród ludzi. Nasza rodzima scena w dużej mierze opiera się tylko na działaniach w sieci, czyli aktywności generującej najmniej kosztów. Wniosek nasuwa się taki, że w tej materii niewiele się zmieni. Co jakiś czas większy festiwal będzie zapraszał którąś z ikon footworka z Chicago, o regularnych warsztatach tanecznych można raczej zapomnieć.

Z perspektywy muzycznej również można zaobserwować pewną stagnację. Brakuje producentów, którzy by próbowali odświeżyć ramy tego gatunku, wprowadzając jakąś nową jakość. Jednymi z nielicznych tego przykładów są: Lemisz [Jakub Lemiszewski – przyp. trzy szóstki], którego wariacje na temat footworka bardzo sobie cenię oraz (niezmiennie) Rhythm Baboon, w szczególności za jego ostatnią kasetę „Baboonism”. Obaj producenci wybiegają daleko poza przyjęty gatunkowy schemat. Niewykluczone, że jakiś powiew świeżości przyniesie kompilacja około-footworkowa, nad którą pracujemy z Mateuszem Wysockim. Będzie to druga część składaka „doubts” wydanego w Pawlaczu Perskim, na którą zaprosiliśmy rodzimych producentów, ale niezwiązanych z polską sceną footworkową, by zmierzyli się z tą formułą i tempem 160 BPM. Sami jesteśmy ciekawi co z tego wyjdzie.

(Socore Factory Osaka 2016 – fot. Bartosz Hołoszkiewicz)

Mówisz, że jest to kultura, która mogłaby być popularna. Gdzie zatem tkwi problem, że idzie to trochę opornie? Może polskim słuchaczom ciężko złapać kontekst, historię? Albo nie do końca czują taneczne nieoczywistości w footworku/juke?

Wydaje mi się, że oglądanie rywalizujących ze sobą tancerzy, zagrzewanych do walki przez DJ’a grającego muzykę stworzoną wyłącznie z myślą o nich, jest materiałem niezwykle nośnym i widowiskowym. Ale spróbujmy spojrzeć na to w szerszej perspektywie.

W trakcie mojej ostatniej wizyty w Berlinie, miałem okazję spotkać się z wieloma osobami reprezentującymi różne środowiska społeczności footworkowej na świecie i wymienić się wrażeniami na temat tego, co się z nami obecnie dzieje. Jedną z tych osób był Pérez, lider hiszpańskiej ekipy Iberian Juke. Opowiadał mi o planach rozwoju kultury footworkowej w Hiszpanii. Dla Iberian Juke priorytetem jest pokazywanie ludziom historii footworka jako dwóch nierozerwalnych ze sobą elementów – tańca oraz muzyki, i dążenie do tego, by właśnie w takiej postaci ta kultura u nich zaistniała. Jedynie w Ameryce i Japonii możemy mówić o jej pełnej formie. Dlatego Iberian Juke zapraszają tancerzy z Chicago i organizują warsztaty taneczne z ich udziałem.

Dodatkowo robią projekcje filmów poświęconych footworkowi (których bardzo duża ilość znajduje się w sieci). Iberian Juke starają się też organizować imprezy, na które zapraszani są najważniejsi reprezentanci muzyki footworkowej z Chicago, wspierani przez rodzimych artystów. W zasadzie Iberian Juke, za sprawą takich systemowych działań, stali się w Europie czołowym kolektywem pokazującym footwork całościowo. Niestety w innych europejskich krajach, tak samo jak w Polsce, dominuje tylko muzyka, a tancerzy jest niewielu, bądź wcale.

Myślę, że dopóki ludzie będą postrzegać footwork tylko z poziomu klubu i samej muzyki, dopóty te nieoczywistości, o których mówisz, mogą pozostać nieujawnione. Jeśli zaś połączysz muzykę z konkretnym ruchem ciała, będącego dla muzyki fundamentem, historia o tej kulturze zaczyna nabierać głębszego i ciekawszego wymiaru.

Gdyby ktoś jednak zaczynał od muzyki, to po jakie nagrania powinien sięgnąć? Masz swój kanon footworku?

Przede wszystkim zachęciłbym do słuchania ojców gatunku i ich wczesnych nagrań: DJa Rashada i DJa Spinna „(4 The Ghetto, Girl Bust Down„, „Just A Taste”, „Grace”, wydawnictwa z serii Juke Traxx Online) RP Boo (esencjonalne wprowadzenie do świata footworku za sprawą genialnego miksu Dude Off 59th Street, albumu „Legacy” i zbioru protofotworkowych nagrań z dwunastki „Classics Vol. 1”) DJa Clenta („Hail Mary”, „3rd World / Hit It From The Back”, „Back Up Off Me”) Traxmana („Lost Footwork Files 1999-2007”), DJa Puncho („Ghetto Allstars Vol. One”, „Get Down Low”).

Ważnym punktem odniesienia są też nagrania producentów związanych ze sceną ghetto house i Dance Manią, ponieważ w początkowej fazie istnienia footworkowej kultury tanecznej to właśnie do ich muzyki tańczyli footworkerzy pierwszej generacji. Tutaj należy wspomnieć o DJu Deeonie, DJu Slugo, DJu Funku, DJu Miltonie, Jammin Geraldzie.

Innym ważnym odniesieniem jest scena ghetto tek z Detroit. Kiedy chicagowski label Dance Mania przestał funkcjonować, to właśnie artyści i promotorzy związani ze sceną ghetto tek starali się wydawać producentów z Wietrznego Miasta. Prześledzenie tego, co wydarzyło się w Detroit za sprawą DJa Godfathera, DJa Assaulta i labeli Databass Records oraz Twilight 76 Records, pozwoli spojrzeć na kulturę footworkową w szerszym kontekście.

Nie należy też zapominać o Janie Rush, pierwszej footworkowej kobiecie producentce. Swoją przygodę z muzyką zaczynała w wieku trzynastu lat wydawnictwem dla Dance Mania („The Armagedon 1996”), by dopiero w 2017 roku doczekać się swojego pierwszego długogrającego albumu „Pariah”, który ukazał się nakładem Object Ltd.

Muzyczna blogosfera interesuje się outlines?

Jeśli chodzi o polskie blogi poświęcone muzyce, to w zasadzie poza Tobą, zainteresowanie rodzimym labelem wydającym muzykę zagraniczną jest nikłe. Wciąż utrzymuje się trend pisania o polskich wytwórniach wydających polskich artystów. Dlatego głównie nastawiam się na promowanie swoich wydawnictw za granicą. Tutaj zwykle ograniczam się do blogów poświęconych wydawnictwom kasetowym, których jest całkiem sporo. Ale najbardziej sobie cenię Spool’s Out Tristana Batha i Tabs Out.

Jakie są najbliższe plany outlines?

W najbliższych miesiącach planuję wydać serię trzech kaset, za które będą odpowiedzialne kobiety producentki. Na początku września pojawił się groove 4 od argentyńskiej artystki Aylu. Na listopad zaplanowana jest kaseta AGF. Za ostatniego groove’a, który pojawi się na początku 2018 roku, będzie odpowiadać przywoływana przeze mnie wcześniej Jana Rush. Rok 2018, oprócz wspomnianej kompilacji dla Pawlacza Perskiego, powinien przynieść kolejną serię kaset, nad którą już pracuję i dopinam artystów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.