Wywiad: Łukasz Warna-Wiesławski (Unsound/Rozkosz/Rusałka)

Między innymi o najnowszej edycji Unsound rozmawiam z Łukaszem Warną-Wiesławskim, współkuratorem festiwalu.


Tegorocznym hasłem Unsoundu jest „Flower Power”. Co zadecydowało, że wybraliście taki motyw przewodni?

To nieco przewrotny motyw. Mimo trwającej już kilka lat wolty stylistycznej, Unsound wciąż kojarzy się z mrokiem i muzyką industrialną. Festiwal stara się reagować na światową sytuację socjopolityczną, stąd chociażby zeszłoroczne “Dislocation” poruszające temat napięcia między centrum i peryferiami. Łatwo byłoby popaść w pesymistyczny ton i rozpaczliwie zwrócić się w stronę ciemności, agresji oraz dystopijnych wizji. Przerabialiśmy to lata temu. Muzyka, która powstaje w opozycji do dominujących sił, przybiera jednak rozmaity charakter. “Flower Power” może kojarzyć się z hipisami, ale pięćdziesiąt lat po “lecie miłości” przyglądamy się różnym formom oporu: muzyce napędzanej ideami feministycznymi, queerowymi czy ekologicznymi, odnoszącej się do nierówności społecznych. Zaprosiliśmy artystów, którzy działają na małych scenach budowanych wspólnym wysiłkiem, rozważają na temat wpływu technologii lub tworzą po prostu euforyczną muzyczkę, przy której można zapomnieć o świecie.

Dotarły do Was jakieś rozczarowane głosy w związku z takim hasłem?

Kilka osób skomentowało je ze zdziwieniem. Kilka osób mających bezpośredni kontakt z podstarzałymi hipisami nie było do końca przekonanych. Myślę jednak, że opis motywu przewodniego i ogłoszony program mówią same za siebie. Wyraźnie widać, że nie chodzi nam o ślepe uwielbienie dla mitycznego roku 1967. Flower Power to nie tylko kolorowe kwiatki, ale też potęga natury, mrok lasu pierwotnego. Fani ciemniejszej estetyki nie mają więc na co narzekać, znajdą w programie sporo interesujących ich rzeczy.

Line-up nadchodzącej edycji pęcznieje od znanych nazw, których nie trzeba za specjalnie reklamować. Są też jednak artyści niezbyt znani w Polsce – na kogo Twoim zdaniem warto szczególnie zwrócić uwagę?

Nie chciałbym nikogo pominąć i wyszczególniać, bo jako współtwórca programu muzycznego polecam oczywiście zobaczyć wszystkie występy, ale faktycznie zaprosiliśmy kilkoro absolutnie nieznanych jeszcze artystów. O Klein będzie na pewno dużo głośniej po jej debiucie w Hyperdub, ale warto się przyjrzeć jej niesamowitym kolażom już dzisiaj. Manthe Ribane już jest gwiazdą w RPA, ale z taką charyzmą, gdy tylko wyda swój debiutancki album z Okzharpem, na pewno niedługo będzie grać na największych festiwalach. Z Ugandy przyjedzie Otim Alpha tworzący elektroniczną wersję muzyki weselnej ludu Acholi. Włoski projekt STILL, który niedługo wyda album w PAN, to autorska wizja dancehallu, z wokalistami z Nigerii czy Erytrei. Znakomicie rokuje Flohio, młoda raperka z Londynu. Warto uwagę zwrócić też na Richarda Skeltona, który mimo długiego stażu na ambientowej scenie, nie doczekał się nigdy uznania, jakim cieszą się jego najbardziej znani koledzy po fachu.

Mam nadzieję, że czeka ich wszystkich taka eksplozja popularności, jak Jamesa Blake’a (wyrzuconego z DJ-ki na afterparty w 2010 roku!), Oneohtrix Point Never, Arkę czy Eviana Christa, którzy gościli u nas jako mało znani artyści, a teraz oglądamy ich na największych scenach i widzimy podpisanych pod produkcjami gwiazd popu.

W dużej mierze skład ustalacie śledząc aktualne trendy i hajpy w Polsce. Co w ostatnich miesiącach u nas króluje? Coś się zmieniło w porównaniu z ostatnimi latami?

Niemożliwie wszechobecne zrobiło się techno, które jest chyba najbardziej popularną — albo najbardziej widoczną — “alternatywną” zajawką, pomijając oczywiście hip hop. Tym się jednak nie kierujemy, starając się żeby program festiwalu, a zwłaszcza jego części klubowej, która przyciąga największą publiczność, był jak najbardziej zróżnicowany. Rozumiem czemu techno się podoba. Fajnie, że wiele osób otworzyło się na muzykę elektroniczną. Teraz czas na kolejne kroki, żeby nie grzęznąć w mule nudnego berlińskiego grania, które absolutnie nie jest tak krawędziowe, jak się chyba niektórym wydaje.

Druga ważna rzecz, bardziej ogólna, to wyrazistość. Trudno powiedzieć o “polskim” brzmieniu, ale wielu naszych artystów stworzyło sobie w ostatnich latach kompletnie odrębny język wypowiedzi, trudny do przypisania jakiejkolwiek ze scen, czy to samodzielnie, czy kolektywnie. Mamy kompletne marki na światowym poziomie i absolutne zatrzęsienie albumów wyjątkowych brzmieniowo, łączących różne tradycje ludowe z muzyką eksperymentalną, jazzem czy minimalizmem.

Co się zmienia bardzo powoli i chciałbym żeby zmieniało się trochę szybciej, to pojawienie się działań zaangażowanych politycznie. Kwestie tożsamościowe i społeczne są wciąż u nas bardzo rzadko poruszane, a to teraz w zasadzie najważniejszy temat dla wielu artystów na świecie. Wiem, że może ciężko się otworzyć i wystawić na ostrzał. Nie trzeba od razu cierpieć za miliony jak Siksa, ale widać, że zaczyna kiełkować wkurw na otaczające nas środowisko, co pokazują chociażby reakcje na niedawne obrzydliwe komentarze przedstawicieli sceny klubowej, niby takiej otwartej, przyjaznej i tolerancyjnej. Bardzo inspirujące były niedawne warsztaty z Discwoman na Brutażu i na pewno przyniosą owoce. Kilka osób już mówi i robi ważne rzeczy.

Na Unsoundzie także występujesz. Jakbyś scharakteryzował Rusałkę? Dokąd zmierza ten projekt?

W związku z pracą w 89, Rusałka trochę straciła swój charakter, puszczając akurat to, co było danego wieczora potrzebne. Wciąż pamiętam o swoim pierwotnym pomyśle i mam nadzieję, że uda mi się w końcu znaleźć trochę czasu i wziąć się za produkcję, sięgając po rytmy polskich tańców ludowych, przedstawiając je w futurystycznej odsłonie. Fajnie byłoby się kiedyś trochę uprofesjonalnić. Na razie puszczam sobie po prostu muzyczkę którą lubię. Grając sety didżejskie najbardziej lubię grać absolutnie nie do tańca, spowalniać kawałki, tworzyć dźwiękową magmę, ale z drugiej strony strasznie jaram się zdekonstruowanymi remiksami Rihanny, gqomem i hybrydami gatunków bass music.

Pamiętasz jeszcze w jaki sposób doszedłeś do takich fascynacji? Od czego to się zaczęło, które nagrania były dla Ciebie przełomowe i spowodowały, że powiedziałeś sobie: „chcę grać”?

Do tych brzmień dotarłem naturalnie, śledząc po prostu nowe nagrania. Przełomowe dla mnie były na pewno wydawnictwa Night Slugs, album “Classical Curves” Jam City, soundcloudowa scena editów i mashupów, pierwszy kontakt z Principe, “AS Live [][][][]”, styl miksowania Lotika, występ Uniiqu3 na Unsoundzie, mixtape Rabita i Chino Amobiego… Na gqom trafiłem w 2014 roku przez miks Jumping Back Slasha, rok później nawiązałem kontakt z Nanem Kolem z Gqom Oh, który nagrał podcast do unsoundowej audycji w krakowskim radiu. Mając tyle inspiracji, słuchając dużo muzyki, pisząc o niej, a w końcu poznając również artystów, naturalnie rodzi się chęć, by stanąć po drugiej stronie. Miałem taki okres w życiu, kiedy kupiłem parę zabawek myśląc, że w końcu się zabiorę za muzykę. Kupiłem wtedy też kontroler didżejski midi, do którego ciągnęło mnie najbardziej. Do puszczania muzyki na poważnie przekonał mnie w końcu w zeszłym roku Emil Macherzyński, czyli Palcolor. Zaprosił mnie żebym otworzył imprezę z RSS B0YS w Eufemii. Było fajnie!

Niedawno ruszyłeś z nową stroną. Czym właściwie jest Rozkosz i czym będzie w przyszłości?

Na razie nie jest niczym konkretnym, bo trochę przeliczyłem się, jeśli chodzi o mój czas wolny, ale cała zima jeszcze przede mną. Rozkosz jest obecnie blogiem, na którym chcę polecać muzykę, której słucham, a której brakuje trochę reprezentacji na polskiej scenie blogowej. Przy festiwalu często pracuję z artystami, którzy nie istnieją w polskim internecie. Często nawet osoby, które uważam za gwiazdy swoich scen, mimo że słuchane i wywołujące emocje, spotykają się z niewielką dokumentacją. Chciałbym, żeby Rozkosz była takim dokumentem, miejscem, gdzie można znaleźć najfajniejszą moim zdaniem muzykę naszych czasów. Na razie wrzucam krótkie rekomendacje i linki do artykułów na interesujące mnie tematy.

W przyszłości chciałbym żeby Rozkosz stała się platformą wielu aktywności. Mamy plany z Mileną, moją dziewczyną, która odpowiada za stronę graficzną, by wejść w krótkie formy wideo (ale nie vlogi) i ruszyć z treściami wizualnymi na instagramie. Marzę też, by zacząć organizować imprezy, chociaż z wielką obawą, bo wiem jaki jest problem z frekwencją na imprezach bez techno. Szczególnie jeśli mieszkasz w Krakowie.

Można ten problem rozwiązać? To kwestia promocji czy czegoś innego?

Promocja musi przebiegać na wszystkich frontach i nie tylko z inicjatywy jednej osoby. Media, blogi, peje, zajawkowicze, wszyscy powinni cisnąć temat razem. Wielu artystów może wydawać się być popularnymi w anglojęzycznym internecie, zbierać świetną prasę, wykręcać niezłe liczby na soundcloudzie, ale to zupełnie nie przekłada się na frekwencję u nas, o prasie nie wspominając. Z imprezami jest inaczej, niż z koncertami. Walczysz o często przypadkową publikę, która po prostu wychodzi dobrze się bawić. Nazwisko grającego, to sprawa absolutnie trzeciorzędna. Potrzebujesz social proofu. Twój klub czy inicjatywa musi gdzieś istnieć w świadomości, jako miejsce, gdzie chodzi się potańczyć. Potrzeba tytanicznej pracy u podstaw, jaką wykonał chociażby Brutaż. Pracują nad tym teraz chociażby Intruder Alert czy Mestiço, niedawno pojawiła się Turbocabra. Z tego co widzę, Muzyka Nieheteronormatywna jest też mocno nietechnonormatywna.

W 89 kilka razy sparzyliśmy się na artystach popularnych w internecie, ale nie łapiących się na techno-modę. Anglojęzyczne media rozpływają się nad Jlin, ale to na sety Kangding Raya czy Lucy’ego ustawiają się kolejki, to za nich ręczą muzyczne peje, to ich nazwiska były widziane już dziesiątki razy na polskich plakatach. Z drugiej strony, z moich rusałkowych doświadczeń wynika, że jeśli ktoś już do klubu trafił, miał czas się dobrze rozgrzać i muzyka ma wyraźny rytm, zabawa będzie udana. Kiedyś puściłem koło trzeciej rano Pharmakon zmiksowaną z Nisennenmondai i parkiet się jakoś specjalnie nie przerzedził. Przy “Idiopath” Sudy, wręcz oszalał. Stąd fajnie, że na Brutażu można posłuchać też zupełnie innej muzyki i to w dodatku w formie niespodzianki. Gqom można przemycić na imprezie afrohouse’owej. Parę tygodni temu byłem byłem na Ghe20goth1k w Wiedniu, gdyby tak wrzucić kogoś z nich na Wixapol, pewnie też by siadło. Rozwiązanie może tkwić w wymianie.

W pierwszym wpisie na rzksz.pl wspominałeś, że Rozkosz może kiedyś będzie nawet wytwórnią. Jakie są na to szansę i jaką muzykę chciałbyś wtedy wydawać?

Jeśli uda się ruszyć z Rozkoszą na poważnie i wszystkie elementy będą działać płynnie, to kto wie? Nie jestem fanem nośników fizycznych, więc moje zadanie jest nieco prostsze niż koleżanek i kolegów zmagających się z tłoczeniem winyli i duplikowaniem kaset. Chciałbym wydawać nietechnonormatywną muzykę, która wymyka się gatunkowej klasyfikacji. Podoba mi się miksowy charakter wydawnictw Janus, bardzo lubię też multimedialne prezentacje Fractal Fantasy. To chyba kierunek, który chciałbym obrać.

W Polsce są wytwórnie, na których mógłbyś się wzorować?

Podoba mi się jak bardzo ważna jest oprawa graficzna wydawnictw Pointless Geometry i sposób w jaki wydaje muzykę Audile Snow, chociaż VHS-ów i kart SD osobiście bym nie zbierał.

Kilka lat temu założyłeś Niezal Codzienny. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że ten serwis nabył kultowy status. Do tej pory są osoby, które wspominają „stare czasy” i nawet pytają, czy jest szansa na powrót Niezalu. Jak sądzisz, z jakich względów Twoja strona zdobyła aż taki szacunek?

Powariowały te osoby! A tak poważnie, to Niezal pojawił się w momencie, w którym żadne z niezalowych mediów nie publikowało newsów. Wstrzelił się w niszę i wyprzedził dominację facebookowego newsfeedu, a potem rósł, i rósł, i się skończył. Trudno mi ocenić, co konkretnie zrobiłem dobrze. Raczej mam do siebie wiele zarzutów i wiem, że wiele rzeczy mogłem zrobić dużo lepiej.

Jak oceniasz obecną polską muzyczną blogosferę? Znajdujesz coś dla siebie?

Bardziej chyba fejsosferę, co? Trochę szkoda, że prawie wszystko przeniosło się do mediów społecznościowych, bo większość dobrych treści, które się tam pojawiają, niestety mnie omija od kiedy zlikwidowane zostały listy zainteresowań. Wkurza mnie też memefikacja przekazu. Mam szacunek do tego, jaką synergię między stroną, grupą i fanpage’em udało Ci się stworzyć przy Trzech Szóstkach. Blogi jednak niestety można policzyć na palcach jednej ręki i nie do końca trafiają w mój obecny gust, chociaż podziwiam wytrwałość kilku autorów i zaglądam regularnie. Jeśli chodzi o większe rzeczy, to trochę mi smutno, gdy widzę młode portale powstające oddolnie z pasji do muzyki, a wyglądające jak powstałe na zamówienie festiwali letnich. Przykro mi też, że polskie oddziały globalnych marek prowadzących portale muzyczne nie tłumaczą znakomitych treści, które pojawiają się na stronach-matkach, ale pewnie nie ma komu tego czytać. Chyba nieźle działają obecnie autorskie audycje w lokalnych i studenckich rozgłośniach, widzę dużo naprawdę niszowych zajawek.

Mówisz o memefikacji przekazu, ale w jaki sposób można dotrzeć do sporej grupy osób? Facebook robi wszystko, aby ograniczyć zasięgi, startując od zera z blogiem bądź stroną – i nie mając finansowego wsparcia – szanse są bliskie zeru na to, żeby wypłynąć.

Wkurza mnie memefikacja, bo nie uważam, że tyle śmieszkowania i ironii jest potrzebne. O to jak się wybić trzeba teraz pytać chyba kogoś młodszego, kto lepiej śmiga w hieroglifach. Staram się zrozumieć kolaże, fotografię, wideo i to chyba teraz najlepszy sposób dotarcia do publiczności, ale ja sam jestem “staroświecki”, wolę zrzucić sobie na Kindla długi artykuł, przejrzeć newsy w czytniku RSS i grzebać po listach albumów, niż oglądać filmiki lub być pchanym w odpowiednim kierunku przez obrazki.

Na koniec chciałbym zapytać o to, jak wyobrażasz sobie idealny line-up Unsoundu. Powiedzmy, że dysponujesz nieograniczonym budżetem, a wszyscy Twoi ulubieńcy mają wolne terminy.

A mam magiczną różdżkę? To chciałbym Velvet Underground, Throbbing Gristle, Coila i późnego Coltrane’a.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.