Wywiad: Krzysztof Pietraszewski (kurator festiwalu Sacrum Profanum)

O tegorocznym Sacrum Profanum rozmawiam z Krzysztofem Pietraszewskim – kuratorem festiwalu.


Sacrum Profanum zachęca, aby wejść do strefy dyskomfortu. Czy dyskomfort na swój sposób może sprawiać przyjemność?

Z pewnością. Truizmem będzie przywoływać takie doświadczenia jak przejażdżka ekstremalną kolejką górską czy oglądanie horroru w ciemnym kinie, ale to z pewnością dobre przykłady specyficznej przyjemności płynącej z różnie pojmowanego dyskomfortu. Naszym założeniem jest, aby dotrzeć do stereotypowo uprzedzonych do muzyki nowej lub tych, którzy jeszcze się nią nie zainteresowali. Więc to swego rodzaju wyzwanie – zachęcamy, żeby je podjąć i zmierzyć się z tą „nieludzką” muzyką. Sprawdzić na własnej skórze, czy ta muzyka coś nam robi, czy jakoś na nas wpływa, z nami rezonuje? To mogą być różne emocje czy wrażenia – często skrajne. Mało prawdopodobne, żeby zostawiła kogoś obojętnym.

Kilka miesięcy temu poprosiłem Bartosza Michalewskiego z fanpage’a Rumuński Spektralizm, aby stworzył wprowadzenie do tego kierunku w muzyce. We wstępie napisał, że – wbrew pozorom i narzuconej czasem narracji – nie potrzeba wcale ogromnej wiedzy, aby polubić rumuński spektralizm. Wystarczy po prostu usiąść i spokojnie posłuchać. Czy mogłaby być to myśl przewodnia w przypadku występu Hyperion Ensemble? Podchodzicie do tego na podobnych zasadach? 

Oczywiście! No tak! Ciągle to powtarzam, że słuchanie muzyki współczesnej nie wymaga przygotowania, czy wiedzy, a tylko otwartości i może jeszcze czasu (no nie jest to dobra muzyka towarzysząca, warto jej poświęcić chwilę – tak w domu, jak i na koncercie). Odbierać możemy ją dokładnie tak samo, jak naszą ulubioną muzykę – emocjonalnie i estetycznie, analitycznie oczywiście też. Dotyczy to nie tylko rumuńskiego spektralizmu, ale szeroko pojmowanej muzyki nowej czy eksperymentalnej. Nie taka ona straszna, jak ją malują, a może bardziej jak ją często z uprzedzeniem postrzegamy. Wydaje mi się, że to nie kwestia narzuconej narracji, a przez lata wzmacnianej elitarności, z czym na szczęście zaczyna się walczyć nie tylko na naszym festiwalu. Sztywny kołnierz nikomu nie jest potrzebny. Spotkania na polu muzyki są i będą egalitarne, bo to uniwersalna płaszczyzna do komunikacji. Chodźże na Sacrum i się przekonaj jak jest, co ja tu będę truł, jak muzyka sama najlepiej za siebie poświadczy.

Czy przez te wszystkie lata Sacrum Profanum doczekało się fanów, którzy odwiedzają Kraków każdego roku? Jak można ich scharakteryzować? 

Słuchając muzyki nowej ma się de facto kilka okazji w roku, żeby doświadczyć tej muzyki na żywo. Mówię tu o całym kraju, nie tylko Krakowie. Więc nie brakuje ludzi wędrujących za tymi koncertami po Polsce, a Kraków z Sacrum Profanum jest jednym z ważniejszych przystanków tego rozkładu. Nie brakuje też takich zajawionych słuchaczy w samym Krakowie, których widzę od lat na festiwalu. Znamy się, kojarzymy swoje twarze, często też komentujemy na gorąco kolejne koncerty. Jacy to ludzie? Nie odważę się na kategoryzację, bo muzyka jest uniwersalnym kodem, który trafia i potrafi dotrzeć do absolutnie każdego i ja nie identyfikuję jakiejś wspólnej cechy. Z pewnością nie są to tylko muzycy (nawet przysłowiowej) filharmonii, których akurat rzadko można spotkać na takich koncertach, nie są też tylko muzykolodzy, kompozytorzy i członkowie zaklętych kręgów.

Skąd otrzymujecie największe wsparcie?

W sensie finansowym z miasta Kraków, dzięki któremu ten festiwal jest możliwy. Organizacyjnie i merytorycznie wspierają nas magazyny Glissando i Fragile, z którymi od dwóch lat przygotowujemy program spotkań i warsztatów towarzyszący festiwalowi. Mamy dobrą i obiecującą współpracę z Instytutem Adama Mickiewicza. W tym roku razem z Krytyką Polityczną wystartowaliśmy z serią wydawniczą książek powstających przy Sacrum Profanum, które co roku będą obudowywać program kontekstem – co ważne przystępnym językiem. Program Drugi Polskiego Radia od lat nagrywa i transmituje festiwalowe koncerty, udostępniając je również tym, którym nie udało się dotrzeć do Krakowa. Mnóstwo mediów – od wielkich koncernów, tytułów i portali, przez regionalne ośrodki, aż po blogosferę (czy może bardziej fanpejdże ostatnio) – interesuje się tym, co robimy i rozprzestrzenia informacje i opinie na ten temat. To pewnie jedno z najistotniejszych wsparć, bo dzięki Wam nasza publiczność o nas wie.

Ile czasu zajmuje opracowanie programu? Jakie czynniki bierzesz pod uwagę?

Praca nad programem trwa nieustająco i praca nad kolejnymi edycjami się zazębia. Już teraz mam częściowo zaplanowany przyszły rok, a koncepcyjnie już 2019. Są artyści, czy zespoły, u których daty trzeba bookować z 2-3 letnim wyprzedzeniem. Jednocześnie wyzwaniem jest utrzymywanie świeżości programu – aktualności, no bo temu powinien odpowiadać festiwal muzyki nowej. Na szczęście ustalenia repertuarowe nie potrzebują często aż takiego wyprzedzenia. Jednocześnie nie brakuje projektów dodawanych „na ostatnią chwilę”, czasem na miesiąc przed ogłoszeniem, bo trafi do nas coś, czemu nie potrafimy odmówić. No i trzeba pamiętać, że to praca na żywym organizmie, z ludźmi i zawsze nieprzewidziane okoliczności mogą pokrzyżować plany. Wtedy trzeba reagować niezwykle szybko.

Co biorę pod uwagę? Właściwie wszystko. Inspirację czerpię nie tylko z tego, co podpatrzone na scenach innych festiwali. Ostatnio na wycieczce rowerowej w konkretnych okolicznościach przyrody przyszedł mi do głowy pomysł na nietypowe wykonanie, silnie wiążące się z tym, co wtedy mnie otaczało. Chcąc pokazywać artystów i kompozycje, o których może dopiero będzie głośno, zamawiając utwory – trzeba szukać punktów zaczepienia dokładnie gdzie indziej, niż u konkurencji. Zresztą na programowanie, na tę umiejętność składa się nie tylko obserwacja, czy filtrowanie rzeczywistości pod kątem festiwalu (polityki, społeczeństwa, mediów etc.), ale też głębokie i długoletnie zainteresowanie kulturą. Konieczna jest pewnego rodzaju erudycja, wykraczająca poza muzykę, która umożliwia łączenie tropów, czy osadzanie w kontekście tego, co chcemy zaprezentować. Czym trudno byłoby zainteresować bez, czy o tym opowiedzieć przystępnie, bez odwołania do znajomych elementów kultury.

A prowokowanie? Bez tego trudno sobie wyobrazić (pozytywny) dyskomfort.

Prowokowanie? Kontrowersją? To trudne, żeby dzisiaj zdefiniować kontrowersję, bo dla każdego będzie to co innego. Czy koncert z muzyką afroamerykańskiego geja jest prowokacją? Czy może koncert pokazujący wątki erotyczne w muzyce współczesnej? Mnie to nie prowokuje. Wolałbym prowokować do refleksji nad otaczającą nas rzeczywistością za pośrednictwem muzyki właśnie. Zachęcać do dialogu, tolerancji, spowolnienia, czy ochrony środowiska. To tylko niektóre wybrane wątki, jakie festiwal porusza.

Kompletując skład masz zupełnie wolną rękę?

Tak, Izabela Helbin – dyrektor Krakowskiego Biura Festiwalowego – i Robert Piaskowski – z-ca dyrektora ds. programowych – obdarzyli mnie ogromnym zaufaniem. Przekonałem ich swoją wizją i propozycjami programowymi. To nieczęste, żeby kuratorem dużego festiwalu muzyki nowej był ktoś tak młody (31 lat) i spoza środowiska (nie kompozytor, dyrygent, czy muzykolog), ale jest to właśnie dobrze przyjmowane przez to samo środowisko. Słyszę, że to odświeżające, że mam inspirującą optykę na festiwal tego typu.

W programie szczególnie zaintrygował mnie koncert post indie classical. W opisie na stronie jest wzmianka, że może to być nawet próba „ukonstytuowania nowej estetyki”. Jaka jest geneza tej inicjatywy na tegorocznym festiwalu?

Gdzieś na styku dwóch trendów powstaje trzeci nurt. Emancypują się składy wykonujące muzykę współczesną, coraz więcej z nich współpracuje z artystami zajmującymi się dźwiękiem czy muzyką eksperymentalną. Muzycy alternatywnych i niezależnych grup próbują swych sił na polu kompozycji. Jedni i drudzy nie zawsze mają akademicki background, co często równoznaczne jest z otwartym podejściem, choć czasem z ograniczeniami wynikającymi z braku pełnego warsztatu. Obserwuję te ruchy od jakiegoś czasu, ale nie spotkałem się jeszcze z próbą ich nazwania czy zdefiniowania. Warto podkreślić niezależność tych projektów. Dale im jednak estetycznie do indie classical – nurtu, który już od kilku lat funkcjonuje i przynosi klasycyzujące i emocjonalne utwory na zespoły instrumentalne napisane przez gwiazdy popkultury. Stąd przedrostek post – widzę tę nową drogę jako ugryzienie tej przestrzeni na kreację na nowo.

W podobny sposób jak post-rock zutylizował narzędzia rocka do nowego wyrazu artystycznego. Ostatnie dokonania Orena Ambarchiego czy Stephena O’Malleya są świetnym tego przykładem. Na festiwal zamówiliśmy pięć nowych kompozycji u artystów wywodzących się z różnych światów muzycznych (Aidan Baker, Circle, Paweł Kulczyński, Mamiffer, Kayo Dot), ale spotykających się na jednej scenie za pośrednictwem Spółdzielni Muzycznej. Powstały utwory stojące gdzieś pomiędzy tym, co tworzą na codzień i muzyką współczesną. Liczę, że to będzie odświeżające. Mamy już pomysł na ciekawe rozwinięcie tego projektu wspólnie ze Spółdzielnią Muzyczną, ale nie zdradzę jeszcze szczegółów.

Można powiedzieć, że poniekąd Moondog jest największą gwiazdą Sacrum Profanum 2017?

Dla każdego będzie to być może kto inny. Program zbudowałem wokół kilku postaci, których biografie są pasjonujące, twórczość zajmująca i o których można opowiedzieć ciekawe historie. Jedną z nich jest oczywiście jest Moondog, ale są to również Julius Eastman, Jennifer Walshe, Iancu Dumitrescu i Ana-Maria Avram, Alvin Lucier, Gideon Alorwoyie… Dużych nazwisk nie brakuje też wśród wykonawców – Natalia Przybysz i Raphael Rogiński, Tomasz Stańko, Murcof, Lubomyr Melnyk, Ilan Volkov, Stephen O’Malley, Oren Ambarchi… Bohaterów różnych alternatyw i nisz jest wielu, każdy potencjalnie interesuje czy przyciąga innych – co liczę, może przyciągnąć na festiwal nowych adeptów, którzy miejmy nadzieję zarażą się wirusem muzyki współczesnej. Ta, jak ten katalog nazwisk też pokazuje, ma wiele obliczy – warto więc spróbować znaleźć tę dla siebie.

Sacrum Profanum można porównać do jakiegoś innego polskiego festiwalu czy jest to na swój sposób działalność unikatowa?

Nie mnie to oceniać. Staram się proponować program, którego nie sposób gdzie indziej w kraju doświadczyć. Wiele z naszych projektów czy koncertów jest przygotowywana specjalnie z myślą o Sacrum Profanum, nie tylko wtedy, gdy chodzi o zamówienia. Chociażby koncert A night from the past pokaże jak wyglądał jeden z koncertów z trasy S.E.M. Ensemble po Europie w latach 70. To taka swoista rekonstrukcja, odtworzona specjalnie dla krakowskiej publiczności. Przez łączenie muzyki współczesnej z muzyką alternatywną pole, na którym można Sacrum Profanum uplasować, z pewnością robi się bardzo szerokie.

Jakich wskazówek mógłbyś udzielić osobom, które dopiero zaczynają organizować koncerty albo festiwale? Istnieją złote i zarazem uniwersalne rady?

To trudne pytanie. Na pewno trzeba być zdeterminowanym i przekonanym, że warto tej swojej pasji poświęcić sporo czasu i energii. No właśnie – pasji – to chyba jedna z tych branż, w której to ważne, żeby robić to, co się kocha. Bo to nie jest praca „od – do”. To też praca, na której efekty pracuje się długo wcześniej, zanim się de facto zacznie. Ja czuję, jakbym do tej roli przygotowywał się od liceum, w którym muzyka stanęła w centrum moich zainteresowań. To długa droga, ale konsekwentnie nią kroczyłem i jestem w miejscu, w którym parę lat temu wymyśliłem sobie, że będę. Dobrze pewnie przejrzeć, co dzieje się wokół nas. Może już ktoś robi coś podobnego, do tego, co my chcemy. Pewnie lepiej z nim się połączyć, pomoc na pewno mu się przyda, niż konkurować .

Plany na kolejne edycje?

Plany coraz bardziej się krystalizują, a częściowo już są potwierdzone. Za wcześnie jednak, żeby zdradzać szczegóły – skupmy uwagę na tym, co wydarzy się od 26 września do 1 października. Nie jest to też dobry moment na przedstawienie hasła festiwalu, czy kierunku przyszłorocznej edycji. Mogę jedynie powiedzieć, że obecnie bardzo zajmuje mnie przestrzeń na styku kompozycji i improwizacji, możliwe, że część tych poszukiwań znajdzie odzwierciedlenie w programie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.