Wywiad: Jazzpospolita

O nowym, bardzo udanym albumie Jazzpospolitej „Humanizm” rozmawiałem ze Stefanem Nowakowskim.


(zdjęcie wykonała Honorata Karapuda)

Od premiery najnowszej płyty minęły już dwa miesiące. Jak aktualnie odbieracie „Humanizm”? Jesteście w pełni zadowoleni, czy może chcielibyście coś zmienić?

Staramy się nigdy nie popadać w samozadowolenie. Podoba nam się kierunek, w którym poszliśmy na tej płycie, ale oczywiście zawsze można coś zrobić inaczej, może lepiej. Począwszy choćby od samego wyboru nagrań na płytę. Czas pokaże, jest jeszcze za wcześnie, żebyśmy mogli ją ocenić.

Tytuł albumu można odczytywać na wiele sposobów. Jaki był wasz zamysł? Jest to może jakaś forma manifestu?

Manifest to za dużo powiedziane, ale nazywając tak płytę chcieliśmy zwrócić uwagę na postępującą dehumanizację. Przejawia się to w coraz większym uzależnieniu człowieka od technologii, cyfryzacji. Coraz mniej czasu spędzamy ze sobą, a coraz więcej z ekranami. Świata nie zmienimy, ale chcemy powiedzieć, że nie bardzo się z tym zgadzamy.

Czy w jakimś stopniu ta dehumanizacja uderza także w samą muzykę?

Zależy jak to rozumieć. Wszyscy korzystamy z elektroniki, także przy tworzeniu muzyki i jesteśmy jej zwolennikami. Jedna z naszych płyt „Re-polished Jazz” zawiera remiksy stworzone przez innych artystów. Natomiast tytuł najnowszego albumu nawiązuje do relacji ludzkich, nie do muzyki.

Nie obawiacie się, że osoby zachęcone „Combination” (z Pauliną Przybysz) i „Zakamarkami” (z Noviką) będą nieco rozczarowane, gdy dowiedzą się, że reszta wydawnictwa orbituje wokół mniej piosenkowej formy, zaś całość trwa ponad godzinę?

Skądże. Prawdę mówiąc, nie zastanawialiśmy się nad tym. Zresztą każdy może posłuchać tej części płyty, która mu się podoba, wybrać jedne nagrania, inne odrzucić, złożyć w playlistę z jeszcze innymi, niekoniecznie naszymi.

Takie podejście do sprawy musi imponować. Artyści raczej wolą, gdy ich dzieło odbiera się całościowo, od początku do końca.

Ale też zawsze nagrywano single i wydawano płyty składankowe. Dobry przebój nie jest zły!

A wyobrażacie sobie, że w przyszłości nagracie cały album w takiej estetyce? W tej chwili gracie już mocno przyswajalny (nu) jazz i nasuwa się pytanie, czy nie chcielibyście zrobić kolejnego, już konkretnie popowego kroku?

Odpowiadając dzisiaj, myślę że nie. Po mału zastanawiamy się nad tym jak chcielibyśmy brzmieć na kolejnym albumie, ale wątpię, żebyśmy nagrali piosenkowy album. Kto wie, może nasza kolejna płyta będzie koncept albumem?

W jakim stopniu improwizacje wpłynęły na kształt „Humanizmu”?

Podobnym jak w przypadku albumów. Były punktem wyjścia do niektórych numerów („Jestem w pewnym sensie turystą”, „Pies”), ale większość albumu została ułożona.

Gdzieniegdzie na płycie wyczuwalna jest atmosfera niepokoju. Bardzo podoba mi się, jak operujecie tym stanem, korzystając z niego oszczędnie i z wyczuciem. Niemniej nie kusiło was czasem, aby nagrać coś w pełni mrocznego, może coś w klimatach noir jazzu?

Niepokój tak, ale mrok już raczej nie. Jesteśmy w sumie dość pogodnymi ludźmi.

W samych superlatywach mogę też mówić o ciepłej, czilałtowej, chociaż niekiedy dynamicznej produkcji. Przed nagrywaniem mieliście plan, jak powinien brzmieć „Humanizm”?

Trzymaliśmy się sprawdzonego założenia: cztery osoby w jednym pomieszczeniu, nagranie „na setkę”, maksymalnie 2 – 3 wersje. Czyli w studiu, ale na żywo. Tym razem wybraliśmy zresztą niestudyjne pomieszczenie, także brzmimy na tej płycie zupełnie tak jak na koncercie.

Jak obstawiacie: który z nowych utworów najlepiej będzie sprawdzał się na żywo? Może lekko szalony, połamany „Pusty pociąg”? Albo nieco post-rockowy „Jestem w pewnym sensie turystą”?

Zdania na ten temat pewno są podzielone. Moim zdaniem najlepiej wypadają „Jestem w pewnym sensie turystą”, który gramy na koniec koncertu, „Pański paszport to jakiś żart”, „Kraina wewnętrzna” i zagrane w instrumentalnej wersji „Combination”.

Podczas tworzenia „Humanizmu” czymś szczególnie się inspirowaliście? Może wpłynęło na was jakieś wydawnictwo z ostatnich miesięcy?

Trudno wskazać konkretne płyty czy wykonawców. Słuchamy masę bardzo różnej muzyki, ale przy tworzeniu naszej staramy się nie kopiować tego co znamy i lubimy.

Wasza muzyka cały czas ewoluuje, ale mimo wszystko trzymacie się pewnej estetyki. Zastanawia mnie, gdzie (i czy) widzicie się np. za 10 lat. Jaka mogłaby być Jazzpospolita w 2027?

Kto wie jaka i czy muzyka będzie istniała w obecnej formie za 10 lat? W każdym razie mam nadzieję, że my nadal będziemy nagrywać i koncertować. Na razie o wydawnictwie „Best of Jazzpo” nie myślimy.

Jakie są plany na najbliższe tygodnie?

Pracujemy nad winylową wersją „Humanizmu”, która będzie zawierała więcej materiału niż CD. Zagramy parę koncertów, planujemy także kolejną trasę na jesień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.