Ulubione z 2017: indie/punk/noise rock/psych/pop-rock

(kolejność bez większego znaczenia)


najlepsze

Anwar Sadat Ersatz Living (Broken World)

Po pierwszych sekundach było już pozamiatane. Anwar Sadat straszą niszczycielskim post-punkiem zawieszonym pomiędzy industrialem i no wave’em. Atmosferę podgrzewają za pomocą masywnej, smolistej i zarazem szeleszczącej produkcji. Nieprzyzwoicie dobre. Jedno z największych odkryć 2017.


Remo Drive Greatest Hits

Grają jak The Get Up Kids circa 1997, mają weezerowo-superchunkowe (geekowe) brzmienie, posiadają wstrząsająco dobry zmysł do chorusów, wciąż i wciąż podrzucają zaskakujące mostki, doskonale odnajdują równowagę pomiędzy ironicznym luzem a melancholią.


Kempa LubiewskiGODOT (Music is the Weapon)

Gdzie leży magia muzyki panów Kempa i Lubiewski? Pierwsze, co przychodzi mi na myśl (oprócz Ścianki), to Moonshake, jedna z najbardziej niedocenianych wyspiarskich grup z lat dziewięćdziesiątych. Ich twórczość stykała ze sobą noise/psych pop z shoegaze’em, punkiem, jazzem, post-rockiem czy nawet krautrockiem, do tego antycypowała trip-hop – można rzec, że było to takie charczące Stereolab. Piękne, inspirujące granie. I „GODOT” gdzieś w tych rejonach funkcjonuje, chociaż jest klarowniejsze, a produkcyjnie bliżej temu longplayowi do downtempo. Jeśli więc avant, to tylko ze zrozumiałej dla wszystkich perspektywy. Jak łatwo wywnioskować: mówimy o płycie niecodziennej i zarazem łatwo przylepnej.


GnodJust Say No to the Psycho Right-Wing Capitalist Fascist Industrial Death Machine (Rocket)

Wczesne Swans, Pineal Ventana, albinicore – tak się bawi Gnod. Wysoce nośny, intensywny noise rock z odpryskami no wave’u. Po otwierającym całość „Bodies for Money” poczułem, że muszę iść na chwilę na spacer i odsapnąć. Klasa.


Charly BlissGuppy (Barsuk)

Patent Charly Bliss polega na najntisowym sprofilowaniu power popu poprzez umiejętne wtopienie w główną tkankę twee popu i pop punku smagniętych grunge’owym szlifem. I tak przez 29 minut.


Hollywoodfun Downstairs Tetris (Antena Krzyku)

Hollywoodfun Downstairs są bardzo fajni z co najmniej czterech powodów. Po pierwsze: mają w sobie coś z Daughters. Po drugie: mają w sobie coś z Drive Like Jehu. Po trzecie: rozrywają na strzępy pop punk. Po czwarte: grają zarazem chaotycznie i żywiołowo. Antena Krzyku może być dumna.


Oxbow Thin Black Duke (Hydra Head)

„Thin Black Duke”? Symfoniczne wariacje wplecione w przefiltrowane przez Toma Waitsa „The Eye of Every Storm” Neurosis z nutą zaburzonego noise rocka.


Yumi ZoumaWillowbank (Cascine)

Z zakładki nu-indie pop to moja ulubiona grupa. Nie są zbyt oryginalni, czasami nudzą, ale mnie to nie rusza – uwielbiam ich melodie.


Ariel Pink Dedicated to Bobby Jameson (Mexican Summer)

Kolejna skarbnica najlepszych pinkowych lo-fi popowych strzałów.


HoopsRoutines (Fat Possum Records)

„Routines” to gitarowy pop: ciepły, przytulny i niesamowicie chwytliwy, ale – co najważniejsze – nie do końca przejrzysty. Indie/jangle popowe aranże nachodzą na hipnagogiczne faktury (coś jak uśmiechnięte Violens?), dając nam do zrozumienia, że całkowicie bezchmurne niebo to nuda i potrzeba małego zamieszania


NagrobkiGranit (BDTA)

Nagrobki na „Granicie” zbliżają się do estetyki ejtisowej bałkańskiej szkoły post-punku, gdzie nieoczywistości i awangardowe zapędy wpadały z impetem na nowofalowe melodie oraz mikroskopijny – ale jednak – satyryczny rys. Bomba.


wyróżnione

PriestsNothing Feels Natural (Sister Polygon)

Punkową wrażliwość Priests można porównać do White Lung – trzeszcze, zgrzyta, ale musi być też przejrzyście.


Booji BoysBooji Boys (Drunken Sailor)

Pierwsze pięć minut: miazga. Treściwy, nabity ultra-hookami garage punk z popową optyką. Nie do końca potrafię wyjaśnić, dlaczego wkrótce po tym poziom ekscytacji nieco spada; przecież Booji Boys w dalszym ciągu trzymają ‚wyjściowe ustawienie’. Widocznie to naturalna kolej rzeczy, że nie da się grać się przez cały materiał na absolutnie najwyższych obrotach. W każdym razie nie ma co się zastanawiać – tak dobre gitary nie pojawiają się codziennie


LCD Soundsystem American Dream (DFA)

Oto w jednym miejscu uzyskujemy dostęp do wyśmienitego miksu najzmyślniejszych nowofalowych refleksji z funkowym podbiciem (np. „other voices”), synthpopowych reminiscencji (np. „tonite”) i dance-punkowych deliberacji (np. „emotional haircut”), nawet jeśli ta ostatnia opcja nie stoi aż na takim poziomie i fragmentarycznie razi przesadną reprodukcją schematów. To jednak szczegół. Całościowo „American Dream” przyciąga tak mocno, że odklejanie się wywołuje same smutne reakcje.


SlowdiveSlowdive (Dead Oceans)

Z shoegaze’u na nowej płycie korzystano oszczędnie; szkieletem niemal wszystkich utworów są raczej dream popowe desenie (z ambientalnymi drobinkami) wciśnięte w pop-rockowe ramy. Slowdive nie wykazali większej chęci do eksperymentowania, ale za to całą uwagę skierowali na proces tworzenia przyswajalnych, czepliwych i przymglonych piosenek – z symboliczną dawką neurotycznego transu. Do tego rozsądnie ułożyli tracklistę, nie pozwalając sobie na wrzucanie ścieżek wątpliwej jakości.


Lonker SeeLonker Seessions / Live at Pijana Czapla, Olsztyn (Music Is the Weapon)

„Lonker Seessions / Live at Pijana Czapla, Olsztyn” to takie Lonker See w pigułce, może co najwyżej z wyraźniejszym przechyłem w stronę free jazzu. Ale właśnie. Cenię w tej grupie zdolność do kontrolowania wszelkich odstępstw od norm. Nawet jeśli do akcji wkracza szalone impro, to i tak nie mogę wyzbyć się wrażenia, że tak naprawdę zadbano o to, aby nie pojawiły się żadne zbędne ruchy. Ten – niewykluczone, że bezwiedny – perfekcjonizm ogromnie mnie ciekawi. I przyciąga.


Exit SomeoneDry Your Eyes (Atelier Ciseaux)

Godny konkurent w walce z Roman à clef o palmę pierwszeństwa nu sophisti-popu. Jeszcze nieco Kanadyjczykom brakuje.


Sorja MorjaSorja (Thin Man)

Oszczędność wyrazu Sorji Morji jest wyjątkowo ciekawa. Dzięki niej każdy utwór jestem w stanie w przeżyć od początku do końca i nic mnie nie rozprasza. „Sorja” trwa jedynie 23 minuty, nie ma w niej miejsca na szczeliny, a w razie czego każda luka błyskawicznie zostaje zalepiona. W tajemnicy Wam powiem, że bardzo lubię taki uwikłany w mało skomplikowane środki niejednoznaczny i zarazem samoprzylepny indie pop.


Xiu XiuFORGET (Polyvinyl)

mie Stewart niby robi to, co zawsze, czyli kładzie nacisk na chaotyczne, niespójne i wahliwe melodie; różnica jest taka, że o „FORGET” przynajmniej się troszczy. A kiedy się troszczy, nie musimy już na siłę szukać dobrych wstawek – wszystko jest jak na dłoni.


King Krule The Ooz (True Panther Sounds)

King Krule przypomina Tylera the Creatora, gdyby ten zaczął grać bluesa i znacznie spoważniał. Drugi album Archy’ego bezpretensjonalnie fruwa po post-punkowych bezdrożach, przy okazji mocno zahaczając o r&b, trip-hop, ambient czy jazz. Noir, psych, te sprawy.


PensjonatLato w mieście

Poznań, noise rock – wszystko jasne? Otóż nie. „Lato w mieście” to wybitnie singlowy materiał: niebywale łagodny, ujmujący, przefiltrowany przez shoegaze’ową & popową wrażliwość. Hałas Pensjonatu wypoczywa na trawie, patrzy w niebo i delektuje się słońcem


ProtomartyrRelatives in Descent (Domino)

Nie da się uciec od skojarzeń z twórczością The Fall i Nicka Cave’a. Chciałbym, ale nie da się. Protomartyr nie kopiują, a jedynie mocno się inspirują, przeistaczając te wszystkie filozoficzno-noise-gotyckie medykamenty w jedną spójną całość, która aż buzuje od świetnych melodii i zapamiętywalnych riffów. I najważniejsze: dołująca otoczka spokojnie stoi sobie w kącie, uaktywniając się raz na jakiś czas. Ładnie to wszystko pomyślane.


KrólestwoĆwiczenia repetytywne (Music is the Weapon)

Królestwo wciąga noise rock do post-rockowej gry; długie, płynnie poruszające się kompozycje nie tyle uwodzą udanymi sekwencjami powtórzeń, co cudownie głębokim, oszczędnym basem. Tu i ówdzie można się nadziać na średnio wyraźne ślady psychodelii.

Nie jest to szczególnie oryginalne, fakt, niemniej miło usłyszeć, że ktoś ma ochotę rewitalizować tak zakurzoną estetykę.


Litku KlemettiJuna Kainuuseen (Luova)

Litku Klemetti wyraźnie inspiruje się brzmieniem brill building, któremu stara się nadać z deka psychodeliczny i hipnagogiczny sznyt. W konsekwencji „Juna Kainuuseen” słucha się jednym tchem; jednocześnie mamy świadomość, że brakuje kilku drobiazgów, żeby zapamiętać ten album na długie lata.


Rosa VertovWho Would Have Thought? (Crunchy Human Children)

 „who would have thought?” jest wycofane, imponująco spokojne, kościste, momentami nawet lekko surowe. To dream pop otoczony mgłą psych rocka – uśmierza bez idyllicznych odpałów i przenoszenia się gdzieś w baśniowe rejony. Bo najlepsze są okłady z lodu.


LastrykoLastryko (Music is the Weapon)

Psych rock poddany indie popowej obróbce. Podobne cuda niewidy od lat sukcesywnie prezentuje szwedzkie Dungen, ale Lastryko jest chyba jeszcze bardziej piosenkowe („Ekspedycja – jeden z najlepszych numerów w tym roku!), nawet w tych najbardziej temperamentnych partiach. To działanie przekorne, efektowne i godne podziwu.


MelisaWszystkie nasze kwiaty będą gnić (Music is the Weapon)

Pełnokrwisty, bezpardonowy noise rock upiększony wyrazistymi wiązkami szorstkiego post-hardcore’u. Melisę szczególnie lubię w tych najgwałtowniejszych momentach (vide opener), już odrobinę mniej, gdy akcja zostaje spowolniona. „Wszystkie nasze kwiaty będą gnić” opiera się na pokaleczonych, dramatycznie smutnych i wściekłych dźwiękach.


ParamoreAfter Laughter (Fueled by Ramen)

Paramore już na poprzedniej płycie fajnie grali, ale to new wave’owe „After Laughter” sprawiło, że o Amerykanach przestano mówić tylko z perspektywy emo-popu. „After Laughter” to sporo syntezatorów, parkietu, power popu i gram punk rocka.


ławka rezerwowych

Real Estate – In Mind (Doino)m

LOTTOVV (Instant Classic)

BNNTMULTIVERSE (Instant Classic)

Shizune – Cheat Death, Live Dead!

Brand New – Science Fiction (Procrastinate! Music Traitors)

The Courtneys – II (Hockey Dad)

The Afghan Whigs – In Spades (Sub Pop)

Trupa Trupa – Jolly New Songs (Ici d’ailleurs)

Wilcze Jagody – Wilcze Jagody

Pin ParkKrautpark (Instant Classic)

Spoon – Hot Thoughts (Matador)

Bastard Disco – Warsaw Wasted Youth (Antena Krzyku)

Camp Cope / Cayetana – Split (Poison City)

Popsysze Kopalino

Cloud Nothings – Life Without Sound (Carpark)

Japandroids – Near to the Wild Heart of Life (Anti- Records)

Wiry2017

Jay Som – Everybody Works (Polyvinyl)

Dom Złys/t [EP] (Unquiet Records)

Ostraca – Last (Skeletal Lightning)

HanakoHanako/Liście

Ulver – The Assassination of Julius Caesar (House of Mythology)

ARRM / Lonker See – ARRM / Lonker See (Instant Classic)

Weeping Icon – Eyeball Under (Kanine)

Algiers – The Underside of Power (Matador)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.