The Sound – From the Lions Mouth (1981)

The Sound to mroczniejsza wersja The Chameleons. Te dwa zespoły łączy niemal wszystko. Podobnie byli niedoceniani, podobnie wyznaczali po cichaczu nowe kierunki gotyckiego post-punku.

Różnica była subtelna – The Chameleons częściej rozmiękczali brzmienie i spoglądali w stronę jangle popu. A The Sound, choć radiowi do bólu, długo trzymali się posępnych uderzeń. „From the Lions Mouth” jest wypchane przebojami. Pierwsze trzy ścieżki ustalają zasady gry, dewastują oczekiwania i trzymają w żelaznym uścisku do samego końca. Ile w tym przypadku, ile chłodnej kalkulacji – trudno odgadnąć. Ale tak skonstruowany wstęp to majstersztyk; do tej pory pamiętam pierwszy odsłuch, kiedy już po dwóch minutach wiedziałem, że „wpadłem”.

Osobną kwestią jest wyśmienity, czysty wokal Adriana Borlanda. Wielka szkoda, że późniejsi smutni panowie woleli głupawo naśladować Curtisa miast Borlanda, dysponującego głosem idealnym do takiej estetyki. Pozbawionym teatralności, pokazowego smutku, taniej depresji. Nawiązuję ukradkiem, rzecz jasna, do naśladowców, a nie do IC.

Talent do hooków londyńczycy mieli wyjątkowy. Łącząc to z niecodziennym zmysłem kompozycyjnym opanowali lata osiemdziesiąte i… A nie, tak działoby się w idealnym świecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.