Przegląd: polskie niezalgitary #2 (2016)

Autorem przeglądu jest Radek Soćko – twórca TegoSlucham.pl i organizator koncertów w Domku Grabarza w Szczecinie.


Podstawowe założenia: przegląd jest subiektywny i, co oczywiste, niekompletny. Czasami pomijam płyty, o których i tak było głośno; być może jakieś po prostu przegapiłem, możliwe też, że celowo. Warunek konieczny: gitara.

Kolejność albumów przypadkowa.

 

Ampacity – The Sum of All Flaws

/ space rock /

Czołowy polski band okolic okołokosmicznych dalej ewoluuje. Sukces „Encounter One” jednak ciężko powtórzyć. Na nowym krążku Ampacity z wyczuciem przenosi akcenty. Kładzie silniejszy nacisk na atmosferą albumu, mniej jest żonglerki i wywracania rytmu. To wciąż stare dobre Ampacity, tylko bardziej kosmiczne i kwaśne – ze świetnymi riffami, tłustą sekcją i figlarnymi klawiszami.


 

ARRM – ARRM

/ psych rock / ambient /

To dzięki tej płycie o ARRM zrobiło się głośniej. Wcześniej pod tym szyldem działał solowo Artur Rumiński, do czasu aż skrzyknął kolegów. Można powtórzyć za całym chórem odwołanie do Earth i hasło o rozwibrowanych, sączących się smoliście, ale i przestrzennych riffach. Konstrukcja mantrycznych repetycji stawia przed słuchaczem pewne wymagania. Wyznacza określony próg koncentracji. Zwracam uwagę, że grali takie rzeczy już w 2013 r. Wtedy jakoś nikt nie zauważył.


 

Innercity Ensemble – III

/ krautrock / ambient /

Żywy dowód na to, o czym pisał Bartek Chaciński, że „bydgosko-toruńska scena to dziś rozsadnik nowej psychodelii”.„III” przekonuje autentycznością i prostotą. Autentycznością, bo poszukiwania – od krautów, przez jazz, etno, po drone’y i ambienty – są tam niewymuszone, nieprzekombinowane i niepretensjonalne. Prostotą – bo mimo bogactwa aranży, tych wszystkich niezliczonych elektronicznych i organicznych dźwięków, nad całością góruje pierwotny, taneczny wręcz puls.


Nukk – s/t [EP]

/ screamo / drone / post hc /

Panowie mają większe ambicje niż wściekłe screamo. Nie nastawiają się tylko na radykalne sprinty. Tych oczywiście nie brakuje i będziecie się miotać razem z zespołem. Jednak utwory z „s/t” są urozmaicone i wielowątkowe. Wściekłość zderza się ze smutkiem, a bezkompromisowy napierdol powraca po chwilach spokoju jak najsilniejsza epilepsja. Porywające.


 

Milkink – Czas własny [EP]

/ noise rock / math-rock /

Moi ulubieńcy z grona kapel mało-komu-znanych. Koncertowi zabójcy. Niezwykle zrywne i sprawne granie na gitarę i gary z odrobiną matematyki. Instrumentalny noise rock przechrzczony hardcore’ową intensywnością, okiełznany i umiejętnie oprawiony ideą koncept albumu.


 

Marszałek Pizdudski One Man Band – Split

/ blues / country – punk / post-punk /

Wkurwiony, rzygający frustracją i celnymi dissami one man band. Jego druga płyta to split samego ze sobą. Uchwycenie momentu, kiedy porzuca blus-kantry-pankową formułę od której zaczynał na rzecz syntetycznego punka z chamskim basem. W tekstach kolorowo i milusio, z wywlekaniem flaków posła i bombardowaniem ministra włącznie.


 

Święto Zmarłych – Jak się bawicie

/ nekro folk / post-rock /

Trupi odprysk od toruńskiej Jesieni. Bardzo ładnie skomponowane piosenki przeżarte post-rockową chemią. Sprawdźcie w czym poczujecie się lepiej – czy w trumiennym walczyku, metalicznym dark country, a może podgniłych balladkach. Jak przy wszystkich projektach torunian, mnóstwo tutaj improwizacyjnej lekkości. Mimo tego, że aura dość ciężka.


 

By the Spirits – By the Spirits / Branches and Old Bones

/ neofolk / dark folk /

Porażająco dobry męski wokal z numerami przeszywającymi smutkiem i szczerością. Maksymalny minimalizm – żadnych przesterów czy efektów. Gość staje z gitarą i śpiewa piosenki. I w tej prostej na pozór sytuacji potrafi tworzyć magię. 2016 rok był dla niego przełomowy: wydał debiut oraz singla „Branches and Old Bones”. Wszystko co najlepsze jeszcze przed nim.


Baden Baden – Double fisting shoes

/ space rock / psych rock / acid rock

Pełna nazwa grupy to Baden Baden. Wizje i dźwięki wolno idącej przez miasto Lałry Palmer. Kompletnie odjechany, repetytywny psych rock z elementami space- i acid rocka. W dodatku z sitarem. Materiał nagrany na żywca w kaszubskiej stodole. Czyż nie brzmi to wystarczająco zachęcająco?


 

Wesele – Dzieci Odolionu

Znowu Toruń, znowu orbita grupy Jesień.  Mamy tu sporo przyjemnego i całkiem przystępnego kluczenia w rytmice i chwil, kiedy duet po prostu cieszy się gitarowym żużlem i siłą garów. Awangardowy noise-rock? Może trochę. Dobra propozycja dla fanów Jesieni, których wkurwia wokal Szwarca – „Dzieci Odolionu” to materiał instrumentalny.


 

Kristen – LAS

/ post -rock / psych rock /

Siłą Kristen zawsze było twórcze lawirowanie na styku melodii i improwizacji; hałasu i ciszy. Tak jest i na „LESIE”. Ale Kristen brzmią inaczej, sięgają po inne środki, malują z tą samą wrażliwością, ale w nieco odmiennym stylu. Wyraźnie odwołują się do transowości, uwypuklają rytm, budują kompozycje na repetycjach. Z tej psychodelicznej muzyki emanuje jakiś dziwny życiowy entuzjazm, świeżość i witalność. Wciąż jednak  bez najmniejszych problemów wyczujemy charakterystyczną dla Kristenów nerwowość, niepokój i niedopowiedzenie.


 

Gołębie – Dachy

/ noise – rock / art-punk/

Epka skrywa niespełna 20 minut muzyki, którą można próbować spozycjonować gdzieś między mocą math-punkowej Melisy i psot rockiem Złotej Jesieni. Czuć, że ziomki siedzą w podobnych inspiracjach. Gołębie w swobodny sposób – improwizowany i punkowy – balansują między melodią, krzykiem gitar, nojzowymi sprzęgami i psychodelią. Nie jest to jednak nojz rozwydrzony. Widać tu dużą świadomość w doborze środków.


 

Torpur – dungeon rock demo

/ goblin punk /

Wspaniale trzeszczący,  brudny rzyg na gitarę i perkusję z totalnie chujowym darciem paszczy, które moja sąsiadka, wraz z prośbą o przyciszenie, określiła szczekaniem. Wściekły bajzel z jakimś chorym motywem goblinów w tle. Można się zakochać.


 

Duży Jack – Uczucia

/ noise-rock / post-hardcore /

Cios w serca fanów katalogu LADO ABC – choć wątków eksperymentalnych tam nie brakuje, i pojawia się wielbiony w tym gronie syntezator, to całość oscyluje wokół bezkompromisowego noise-rocka oraz post-hardcore’u. Pięknie wyważone proporcje między opanowaniem, precyzją i zmysłem kompozytorskim, a najczystszym funem z siania zamętu, brutalnego hałasu i wściekłego prucia mordy.


Złota Jesień – Czyściec [EP]

/ no wave / psot rock /

Złota Jesień otwarcie leją na piosenkową formę. Ale to już było. Teraz też leją na swoją niepiosenkową formułę. Dwie ścieżki na epce wypełniają minimalistyczne w formie eksperymenty. Dwa pozostałe numery to już Złota Jesień waląca brudem gitar, sprzęgami i szugejzowym majakiem wokali. Szarpią tempami i zaskakują kompozycyjnie, sięgając po zapętlone deklamacje, nerwowy saksofon i wreszcie nojzowy syf zakrywający niemal wszystko.


 

Government Flu – Vile Life

/ punk / hardcore /

Kolejny album jednej z najważniejszych pankowych ekip w PL. Znowu brzmią rewelacyjnie, znowu porywają agresją, pasją i tym, jak wściekle wyrzygują frustrację i obrzydzenie. Oldskulowy hardkor ładnie rozłożony na motoryczne tempa i porywiste szturmy. Wkurw na double boost-cie. Bezbłędne.


 

RARA – W​/​/​​TR

/ ambient / drone / freakfolk /

RARA, czyli projekt solowy Rafała Skoniecznego rozrośnięty do trio (+ Michał Pszczółkowski i Mikołaj Zieliński.). Celny strzał w sam środek trójkąta ambient-folk-drone. Urzekające melodie podjęte z folkową wrażliwością i eksperymentalnym zacięciem. Subtelność akustycznej gitary odnajduje język z mglistą elektroniką; ładne piosenki bratają się z szumami i oddechem natury.


 

The Dog – The Devil Comes at Night

/ powerviolence / fastcore /

Kurewsko intensywne i boleśnie obijające 20 minut powerviolence z Wrocka.  Atmosferę spotkania z tą płytą idealnie obrazuje okładka.


 

FURIA – Księżyc milczy luty

/ black metal / post-metal /

Zespół, który w Polsce wyniósł black metal na nowy poziom. Choć metal służy raczej za fundament muzyki Furii – mnóstwo w niej jest post-rockowej przestrzeni, pełnych wizji harmonii gitar, psychodelii i trudnego do uchwycenia folkowego ducha. „Księżyc milczy luty” zdaje się być najbardziej eklektyczną płytą Furii, na którą zapewne złapali się tacy niedzielni metale jak ja. Podobno wśród radykalsów płyta wywołała stany zapalne wiadomo_czego. Warto odnotować, że 2016 Furia wypuściła jeszcze epkę „Guido”.


 

Artykuły Rolne – Dobrze to już było

/ noise rock / psych rock /

Wcześniej Rolniaki wygrywali prostymi, nośnymi numerami. Teraz postawili na klimat i siłę improwizacji (3 godziny w studio, bez przygotowanych kawałków). Mniej jest noise rockowego nakurwu, więcej pełzającej psychodelii, przez którą przebija się nojz, ambient oraz post-rock.


 

Belzebong – Greenferno

/ doom / stoner /

Czterech mężczyzn grających cztery riffy na krzyż po raz kolejny nagrało cztery utwory. „Greenferno” w zasadzie nie różni się od poprzednich wydawnictw. Muzyka ta sama, okładka podobna, klimat ten sam. Co z tego, jak ten ich powolny, instrumentalny stoner zmieszany ze sludge’em wciąż rajcuje. Idealny miks ciężaru i psychodelii.


 

No Values – We Don’t Talk About The Weather

/ post-hardcore /  screamo /

Wartkie screamo z dobrymi melodiami i zaangażowanymi tekstami. Debiutanckie LP różni się od pierwszych nagrań, bo z tamtego składu ostał się jeden członek. Razem z nim charakterystyczne, zapierdalające solówki, jakby wyrwane z progresywnych klimatów.


 

LOTTO – Elite Feline

/ impro post-rock / jazz /

Fenomen 2016 roku. Kto by pomyślał, że furorę zrobią dwa długaśne numery oparte na powtarzanym motywie? „Elite Feline” jest esencją kolektywnego odczuwania i tworzenia. To odważne postawienie na ascetyzm formy i grę niuansami. Całe trio ma niebywały feeling, jest jednym organizmem.


 

Lonker See – Split Image

/ space rock /  psych rock /

To samo – klasyk 2016 roku. Lonker See objawiło się jako pełnoprawny skład z pogranicza psychodelicznego rocka i jazzu. Wcześniej był to projekt duetu Boro i Asi Kucharskiej (gitara/bas). Dołączenie znakomitych muzyków jazzowych w postaci Gosy (gary) i Gadeckiego (sax) wytworzyło zupełnie nową jakość. Oczywiście potrzebowali trochę czasu, żeby się dotrzeć. Ale „Split Image” pokazuje, że proces ten przebiegł zadziwiająco szybko i skutecznie. Dziś nawet nie grają prób.


 

Jesień – Jeleń

/ post-rock / post punk / noise rock /

 „Jelenia” można uznać za przełomową dla nich płytę. Raz – jest najlepsza w ich dyskografii, dwa – z tym materiałem ruszyli śmielej z koncertami, pokazali się w wielu miejscach Polski i przestali być tak zupełnie anonimowi. Bo trzeba zaznaczyć, że wcale to nie jest młody zespół. Album kryje świetne, nieoczywiste piosenki przekreślone nojzem i porwane post punkowymi wariacjami. Ewa Braun spotyka Slint i takie tam. Dla mnie jeden z najważniejszych obecnie polskich zespołów.


 

Evvolves – Mosses

/ shoegaze / dream pop /

Podziemny szugejz podrapany hałasami. Połączenie dream popowej eteryczności z sonikjufową chropowatością. Urokliwe wokale powędrowały głębiej za ścianę zgiełku, a całość brzmi jeszcze bardziej lołfajowo niż debiut. Jedyni w swoim rodzaju.


 

Tropy – Eight Pieces

/ post-rock /

Transowy post rock duetu MaćkowiakKapsa (znani choćby z Something Like Elvis), z bydgoskim posmakiem, czyli mocno rozimprowizowany, psychodeliczny i lekko krautowy. Gitary występują tu z całą masą różnorodnych brzmień: od akustycznych delikatności, po głośne, space rockowe motywy. Muzyka wyrośnięta ze sceny eksperymentalnej, ale silnie zrytmizowana i komunikatywna.


 

So Slow – Nomads

/ post-punk / post-hardcore /

So Slow w swój nietypowy, rdzawy post-punk/post-hardcore wstrzykuje elektroniczną maź. Choć wciąż sięgają po zaangażowaną, społeczną tematykę w warstwie konceptualnej, brzmią zimno, niegościnnie, mrocznie i mechanicznie.


 

Mojapołowa – 2016

/ hardcore / screamo /

Trzeci album pilskiej ekipy. Idą swoim tempem – co roku płyta zatytułowana po prostu rokiem wydania. Brzmią tak samo, grają tak samo, śpiewają o tym samym. Ale to rzyganie emocjami, wszechobecne rozdarcie, pęd na złamanie karku są niepodrabialne. Krew, pot, łzy. Operacja na otwartym sercu.

Patos w tekstach, próby filozofowania, mieszanie miłości, ekonomii, stosunków społecznych. Ciągłe żonglowanie sacrum i profanum. Wszystko to sklecone na granicy grafomanii. Ale szczerość tekstów i przekazu czynią z nich jeden z największych atutów Mojejpołowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.