Przegląd: polskie niezalgitary #1 (pierwsze miesiące 2017)

Autorem przeglądu jest Radek Soćko – twórca TegoSlucham.pl i organizator koncertów w Domku Grabarza w Szczecinie.

(zdjęcie z miniaturki wykonała Magda Patocka)


Tak dobrze w muzyce gitarowej nie działo się w Polsce bodaj od lat 90. Od dłuższego czasu możemy zaobserwować prawdziwy boom. Oczywiście wiąże się on z szybkim rozwojem całej polskiej sceny, ale zdaje się, że po ostatniej modzie na elektropopy, do łask powróciły gitary. Na pewno z punktu widzenia tzw. mejnstrimu.

Trzeba też odnotować, że niezal przebija się do niego coraz śmielej. A to Polityka ze swoimi paszportami doceni Ziołka, a to Wyborcza zauważy LOTTO, a TVP Kultura zaprosi Nihila. No coś się ruszyło, albo chociaż sprawia takie wrażenie. Niezależnie od wszystkich tych medialnych rozbłysków, polski niezal, zwłaszcza ten gitarowy, działa niezwykle prężnie i owocuje prawdziwym morzem albumów.

Chcę wspomnieć o tych, które zrobiły na mnie jakieś wrażenie, próbując wyłuskać te, które mogliście przegapić. Przegląd jest mocno subiektywny i, co oczywiste, niekompletny. Czasami pomijam płyty, o których i tak było głośno; być może jakieś po prostu przegapiłem, możliwe też, że celowo. Warunek konieczny: gitara. A jak używana? To już hulaj dusza.

Zakres czasowy: poza układem chronologicznym co do roku, kolejność przypadkowa. Dziś 2017, ledwie kwartał, a już bogato.

 

Rosa Vertov – Who would have thought?

/ dream pop / shoegaze / garage pop /

Muzyka do siedzenia na parapecie, jarania szluga i przyglądania się jak deszcz spływa po szybie deformując świat na zewnątrz. Można też uronić łzę, ale niekoniecznie. Intrygujące sprzężenie psychodelicznego dream popu z garażową zgrzytliwością. Dziewczyny potrafią zaczarować mrocznymi balladami, charakterystycznie nucącymi wokalami, przymgloną aurą. Jest też psych rock i odrobina space rocka. Przede wszystkim jednak są to pyszne piosenki.

 

Nagrobki – Granit

/ art punk / yass-punk /

Druga płyta Nagrobków powstałych na zgliszczach Gówna. Niby nic się nie zmieniło – wciąż o śmierci, wciąż duet niezbyt umie grać i zupełnie śpiewać. A jednak „Granit” różni się od poprzedniczki wyraźnie. W towarzystwie rzeszy dęciaków punk pobladł i jakby zawstydzony wartkim dżezem zszedł na drugi plan. Nic dziwnego, skoro w nagraniach brał udział niemal pełny skład Łoskotu, jednej z najważniejszych grup drugiej fali polskiego yassu. Melodyjny art punk yass? Coś w tym rodzaju.

 

P.I.G – Under the Influences of Birds, Flowers and Sky Above

/ post punk / noise rock / garage /

Młodzież rusza w świat i stawia swoje pierwsze wydawnicze kroki. Zawsze mam uczucie, że takie albumy – totalne debiuty – otacza specjalna aura. To trochę jak z pierwszą dziewczyną: co by się potem nie wydarzyło, już zawsze zostanie w pamięci. Co oczywiste, nie jest to jeszcze wyrobiony i okrzepły band. Ale to nieistotne. Nagrali materiał porywający, pełen witalności, świeżości i uroczej niedoskonałości. P.I.G jest punkowe i nojzowe, rozwrzeszczane, nieokrzesane, chaotyczne i no-łejwowe w tym całym rozpierdolu. Plus dobre darcie japy na dziewczęcym wokalu.

 

Vegetable Kingdom – Idler

/ garagesongwriting / post songwriting /

Solowe dzieło jednego z największych pracusiów podziemia niezalu (hehe). Jakuba Tyro-Niezgodę możecie znać z szeregów takich grup jak Tania O, Black Coffee czy niegdyś The Phantoms. Udziela się przy niezliczonej ilości projektów, prowadzi też wydawnictwo Crunchy Human Children Records. Album poraża różnorodnością. Mamy tu garażowy, trzeszczący songwriting, eteryczny space rock i dobry stary rock przepiłowany psychodelicznymi motywami. Znakomite piosenki oprawione w eksperymentalne ramy, naznaczone szugejzowymi zadrapaniami i okraszone charyzmatycznym wokalem. Niesforność, punkowy zryw i improwizacyjna beztroska.

 

72DR – Strzępy

/ punk / metal / hardcore / sludge /

Formacja 72DR powstała w Grodzisku Mazowieckim w… 1999 roku. Panowie pograli rok i się rozeszli. Po ponad 15 latach powrócili z płytą. „Strzępy” porywają cierpką mieszanką punkowej żarliwości i metalowej krzepy. Świetne, szurpate brzmienie całej kapeli podbija na jeszcze wyższy poziom natchniony wokal, z polskimi, sprawnie poskładanymi i intrygującymi tekstami. Może też dlatego celniej trafiają w pewne emocje?

 

ROCK – You fit into me like a hook

/ garage punk /

Warszawski ROCK stworzyli Rafał z Czerw Narodu, 2/3 Wild Booksów: czyli Karol i Duszan; oraz Karolina, której to akurat pierwszy bend. Płyta „Youfitinto me like a hook” mieści wszystko to, co najlepsze w garażowym panku. Pięć żrących, stawiających do pionu numerów, z których rekordzista trwa całe 2 minuty. Idealne do tej formy. Choć sporo tutaj jest oldskulowego klimatu, to prawdziwy powiew świeżości. Piekielnie porywająca mieszanka lołfajowego syfu, hardkorowegowpierdolu i jazgotu. Zdecydowanie jedno z najfajniejszych głośnych wydawnictw w ostatnim czasie.

Soundcloud

 

AveCaesar – Growing

/ noise rock /

Druga płyta duetu Niedźwiedź i Sowa (w takich maskach pojawiają się na scenie). „Growing” przynosi otwarcie się na twórczość jeszcze bardziej niedookreśloną stylistycznie. Wokal zyskał na brutalności, funkcjonuje w jeszcze bardziej surowym otoczeniu, czasami ociera się wręcz o rozkrzyczane emo. Wraz z nowym materiałem zrzucili z siebie odium nirvanowegograndżu.

 

Guiding Lights – New ways to feel bad

/ pussy punk /

Jedyny w Polsce przedstawiciel pussy punka. Sztandarowy zespół nadwiślańskich loserów. Płyta ukazała się pod patronatem Magazynu Porażka. Jeden z głównym atutów tego materiału to nieabsorbująca nadto długość trwania. Najlepszy numer? Przerywnik. Polecam.

 

Bastard Disco – Warsaw Wasted Youth

/ noise rock / post hardcore / punk /

Nowa fala hajpu polskich niezal-kapel. Chyba nawet gazetka Lidla miała ich recenzję. Zespół, który podbija jednocześnie Trójkę i Antyradio, a wciąż nie może zarobić na fajki. Hałaśliwe gitary lat 90, melodyjne post-hardcory przesączone przez indie. Przebojowe, ale wciąż w kręgu tego, co gryzące, niewygodne, głośne i niedoskonałe. Podobno straszne nicponie na koncertach.

 

Hanako – s/t

/ noise rock / hardcore / screamo / punk

Singiel nowej kapeli ludzi związanych m.in. z Melisą i Evvolves. Łączy agresję punkowo-nojzowego trio i no-łejwowy chaos z introwertycznością oraz nieco outsiderskim spojrzeniem. Do tego damskie krzyki na wokalu. Wieści niosą, że intensywnie pracują nad dłuższym materiałem.

 

Nowa Ziemia 2 – Adrjanczyk, Banasik, Krychowiak

Płyta z rejonów drone/ambient, ale z szerokim i różnorodnym wykorzystaniem gitary. Nowa Ziemia to solowy projekt Artura Krychowiaka (z God’s Own Prototype). Wraz z poszerzeniem składu wzbogaciła się muzyka. Nie sposób nie docenić pieczołowicie budowanego nastroju. Minimalistyczne dźwięki gitary wraz z elektroniką i oszczędnymi perkusjonaliami dają majestatyczny efekt. Podobnie jak mantryczne drone’y przesiąknięte oddechem natury. Wspaniałe, nie tylko do samotnych rozkmin.

 

Lonker See / ARRM – split

Trudno znaleźć dwie kapele w Polsce, które mogłyby nagrać tak spójnego stylistycznie splita. Lonker See sprawnie łączą psychrockowe tripy z awangardowym jazzem i na tym patencie zajadą daleko, bo zdaje się, że swój pomysł wciąż rozwijają. ARRM po latach ciszy święci triumfy – w ostatniej modzie na minimalizm w końcu dostrzeżono potencjał tej grupy (wcześniej przez długi czas projekt solowy Artura Rumińskiego).

 

Popsysze – Kopalino

/ psych-rock /

Jest moda na minimalizm, jest dobra fala dla psychodelii. Na niej płynie nowe Popsysze. Nowe, bo z rockowej, silnie piosenkowej grupy przepoczwarzyła się w skład serwując kwaśne psychodeliki z kaszubskich zarośli. Nie zapomnieli przy tym o swoich korzeniach.

 

Królestwo – Ćwiczenia repetytywne

/ psych rock / yass /

Zostajemy w Trójmieście, w klimacie psychodelicznym i w muzyce repetytywnej. Jeszcze jakiś czas temu pisałbym pewnie, że Królestwo jest w swoich powtórzeniach dosyć ekstremalne. Mają partie, w których konsekwentnie hipnotyzują zapętlonymi motywami. Ale jednocześnie są w tym wciąż komunikatywni.  To kolejny mariaż rockowej psychodelii z yassem. No ale Trójmiasto. Wiadomo.

 

KRZTA – KRZTA

/ math / sludge / hardcore / post-metal /

Coś dla fanów zrywnej matematyki i ciężkiego stopu sludge/hardcore/post-metal. Oczywiście, dowolnie możemy żonglować przedrostkiem math-, bo Krzta celuje w łomot wściekły, intensywny, ale i precyzyjny. Ich muzyka, mimo zawartego minimalizmu, jest zaprzeczeniem nazwy. Ale taka kontrastowa gra skojarzeń dobrze robi całej otoczce wydawnictwa. Jeśliby za to próbować dopasować nazwę do muzyki, to stawiałbym na Bezlik. Wrażeń.

 

Manescape – Antibodies

/ indie / space rock /

Zdaje się, że ekipa z Głogowa bardziej dostrzeżona została przez blogosferę za naszą zachodnią granicą. A szkoda. „Antibodies” to przebojowy, bardzo piosenkowy indie/space rock, niekiedy podparty stonerowym dołem.

 

The Throne – Frail Threads

/ post metal / black metal / hardcore

Do tej pory wspominając o szczecinianach chętnie przywoływałem „eklektyczność”. Throni na poprzednim albumie łapali się za hardcore, sludge, post-metal i post-rock. Wraz nowym albumem jakby dookreślili pomysł na siebie. Postawili na bardziej konsekwentne budowanie nastroju i pewną jego spójność. Sięgnęli po black metalową obskurę. Wciąż lubią zwolnić i oddać przestrzeń gitarom, ale jeśli nadal jest to post-rock, to ten najciemniejszy i o słusznej wadze.

 

Artur Maćkowiak – Iconic Rapture

„IR” stylistycznie nie odbiega jakoś znacznie od „”Eightpieces”” Tropów (Maćkowiak to ½  składu) i mam wrażenie, że ta płyta to właśnie takie „Tropy bez garów”. Choć takie fragmenty jak „Taniec zgubionego dźwięku” każą na ten materiał spojrzeć zupełnie inaczej. Z pewnością więcej jest mistycznej atmosfery i delikatności, wynikającej z niezwykle przemyślanych dźwięków gitary, rozchodzących się w ambientalnych przestrzeniach.

 

Melisa – Wszystkie nasze kwiaty będą gnić

/ noise rock / math-punk /

Chyba najgłośniejsza obok [peru] polska kapela, jaką miałem przyjemność robić na żywo. Nowy album przynosi świeżą porcję typowych dla Melisy strzępów popierdolonego noise rocka, przeżartego math-punkiem i wymiętego eksperymentami z pogranicza drone/noise. Szanuję, że mimo poetyckich, zaangażowanych tekstów, wokal wciąż traktowany jest równoprawnie z instrumentami. Wzruszająco brutalna i szczera muzyka.