Przegląd: polskie nagrania, które warto znać (#1/2018)

Siła rekomendacji:

💥💥💥 – bardzo mocna

💥💥 – mocna

💥 – powyżej średniej


DeszczIII

Z Deszczem mam o tyle fajną relację, że lubię ich każdy materiał, w tym również ten najnowszy. Jest miło, choć bez sielanki. Deszcz z każdym kolejnym rokiem jest lepszy, bardziej, hm, profesjonalny oraz mocniejszy – nie wiem tylko, czy to samo dotyczy warstwy kompozycyjnej. Z crustem jest tak, że czasami nawet nie wiem, że zmienił się wałek. Z “III” jest podobnie. Nie traktuję tego w kategoriach wady, natomiast ciężko to też nazwać jakąś szczególną zaletą. Deszczowa magma (ehm) fajnie na mnie działa do pewnego momentu, który mogę opisać jako jedną gwiazdkę ze sporym plusem.

💥 1/2


Duy Gebordʤ (Pointless Geometry)

Warto sobie uświadomić jedną fajną rzecz: otóż mamy pod nosem wytwórnie wypluwające co kilka tygodni dzieła cholernie oryginalnie. Słuchając “ʤ” starałem się w myślach znaleźć coś podobnego i – oprócz kilku luźnych skojarzeń – nie udało mi się. Pomijam już kwestie jakościowe, skupiam się w tym momencie na samych kompozycjach i brzmieniu. Post-industrial, glitch, ambient, noise? A może wszystko razem? Doprawdy, doceńmy takie cuda. Także dlatego, że muzykę Duy Gebord słucha się z podziwem.

💥💥


Felocai – A Smell of Summer and Broken Wrists

O, a to całkiem wyluzowane downtempo. Bez mroku, smutku i pożogi, także bez koktajlu i gorącego piasku. “A Smell of Summer and Broken Wrists” pasuje do domowego odsłuchu przy otwartym oknie, gdzieś pomiędzy wiosną a latem (pod warunkiem, że nikt nie naparza kosiarką).

💥


JANKAKrzyżacy EP (U Know Me Records)

W ostatnim roku zapomniałem, że konwencjonalne granie może być tak samo dobre jak muzyka nadwyrężająca & deformująca każdy kolejny dźwięk. Premiera “Krzyżacy EP” to dobry czas, aby zrozumieć swój błąd. Daniel Drumz i Hatti Vatti proponują utwory, które mogłyby trafić nie tylko do klubu ukrytego gdzieś przy pustostanach – to dub-dancefloorowe ścieżki śmiało mogące z powodzeniem funkcjonować w normikowych miejscówkach z najbardziej znanych ulic w mieście. Seems legit.

💥💥


Katie CaulfieldMutual Dreaming (Music Is The Weapon)

Dobrze trafiliście, jeśli macie ochotę na najsmutniejszą muzykę w obrębie kilkuset kilometrów. “Mutual Dreaming” to silnie dołująca płyta, wskrzeszająca duchy ponurego post-hardcore’u i post-rocka (z nutką shoegaze’u?) z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Może niektórzy powiedzą, że to marzycielskie dźwięki. Mogę się zgodzić, ale tylko wtedy, gdy będziemy mówić o marzeniach o stryczku. Ok, zapewne przesadzam, chociaż nie zalecam seansu w słabszym momencie dnia. Może być ciężkawo.

💥 1/2


MazutAtlas (BDTA)

Coraz bardziej lubię Mazut. Pod względem kompozycyjnym panowie Starzec & Turowski rzecz jasna robią postępy, ale kluczowe jest coś innego – Mazut brzmieniowo z każdym nowym wydawnictwem mocno zyskuje. Właściwie to już profesjonalne granie i tak należy je traktować, z powagą i bez taryfy ulgowej. “Atlas” uosabia gitne industrialne techno: bez wielkich fajerwerków, z deka zastygłe, nieszczególnie eksperymentalne i złożone, mało n o w o c z e s n e, lecz za to mega przylepne i wpadające w ucho.

💥💥


Mlody kotekSTAN STUNT (enjoy life)

“Co mnie obchodzi JPEGMAFIA skoro jest Mlody kotek”. Mógłbym skłamać jak typowy facebookowy komentator i powiedzieć, że usłyszałem taki tekst w sklepowej kolejce/taksówce/pociągu/autobusie. Nie usłyszałem, lecz jestem w stanie sobie wyobrazić taki motyw. Zaćpany hh kotka działa w dwóch kierunek. Najpierw wkurza olewczym anturażem, później intryguje – i tak do końca nie wiadomo, która reakcja jest prawidłowa. Przychylam się do teorii, iż ta druga – “STAN STUNT” słuchałem już z 12 razy.

💥 1/2


młody łucznikDREAMBANK (Magia)

“Wojtek Filipowicz, rocznik 2000, nagrał album o wyobrażaniu sobie czasu spoza swojego czasu.” – tak głosi bandcamp. Przeczytałem o tym dopiero po pierwszym odsłuchu i nie żałuję. Nie ma co zgrywać kozaka – każdy opis, nawet podświadomie, wpływa na końcowy odbiór. A ja ani razu nie poczułem, że młody łucznik jest aż tak młody. Nie chciałbym zostać opacznie zrozumiany – “DREAMBANK” trudno nazwać d o j r z a ł y m dziełem, ale utwory Wojtka nie mają w sobie ani centa naiwności, tak charakterystycznej dla młodziaków “wspominających” najntisy. A tutaj mamy do czynienia z dobrze brzmiącym ambientalnym techno czy idm-em. Radzę uważnie obserwować łucznika.

💥💥


Piotr PołozShameful Hatred (Mik Musik!)

“Shameful Hatred” niemal idealnie pasuje do katalogu Mik Musik! i jednocześnie wyraźnie odstaje od innych mikowych produkcji. Piotr Połoz wykoncypował techno o szarpanej konsystencji, które ma w sobie podejrzliwie dużo przebojowości. I to takiej, która na słuchacza rzuca się niemal od razu – nie jest więc tak, że dopiero po dziesiątym odsłuchu zaczynamy się gibać; takie akcje przychodzą natychmiast. Niewykluczone, że to zasługa skromnych house’owych naleciałości i obowiązkowych rave’owych ornamentów.

💥💥


Sour Gold CicadasI Hate Myself And I Don’t Know What I Want (enjoy life)

Prowokacyjnie wspomniałem u siebie na tablicy, że enjoy life w 2018 może być nawet najlepszym polskim (micro) labelem. Nie wierzę w to do końca, ponieważ pojawia się tam sporo instynktownych wrzut zrozumiałych dla wąskiego grona znajomych. Dla reszty to mętne dźwiękowe perturbacje. Obok tego funkcjonują jednak nagrania wręcz kozackie (polecam obczaić muzyczkę nadzieja). Czy “I Hate Myself And I Don’t Know What I Want” także jest rewelacyjne? To chyba za dużo powiedziane, niemniej warto zainteresować się dziełem Sour Gold Cicadas – bo każdy dobry rodzimy future garage jest na wagę złota. Szczególnie ten z piwnicy.

💥 1/2


WelurCały ten senny stuff (Crunchy Human Children Records)

Mam pewną zagwozdkę – nie mogę do końca zaakceptować samego początku i zamknięcia. Ten kwadrans minimalnie zakłóca mój odbiór “Cały ten stuff” i miast ochów i achów ograniczę się tylko do powiedzenia, że to zajebista sprawa. Welur rozkminiają po swojemu trzeszczący pop, lawirując pomiędzy noise rockiem i emo. Tak trzeba żyć. No, może tylko warto skupić się wyłącznie na samych piosenkach.

💥💥 1/2


ZgliszczaW świątyni słońca [EP]

Surf rock po polsku? Odkopywanie z grobu bigbitu? Nie są to slogany rozbudzające we mnie amalgamat ekstremalnych uczuć. Podszedłem więc do tej epki ze stoickim spokojem i… pod koniec gdzieś ten spokój się ulotnił. Serio, Zgliszcza mają na siebie pomysł, nie mówiąc o potencjale. Nie dam sobie uciąć ręki, że w przyszłości będzie wszystko w porządku, ale teraz wypada jedynie chwalić. To naprawdę dobre, chwytliwe piosenki.

💥

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.