Przegląd: Brudne Południe vol. 1: Three 6 Mafia – horrorcore w powijakach

Za przegląd odpowiada jeden z czytelników Trzech szóstek – Czarek Kwiatkowski (zbieżność nazwisk przypadkowa). Za dnia edytor materiałów do nauki angielskiego, wieczorami leń i fan zmywania naczyń. Stawia znak równości między The Stooges a 2Chainzem. Nie potrafi przekonać się do Swans.


Kto siedział w rapie w połowie pierwszej dekady XXI wieku, ten trafił pewnie na jedno z trzech popularnych wówczas forów: Hip-hop.pl, Ślizg lub Rapgra.com. To trzecie, na którym udzielał się również niżej podpisany, wyróżniało się dominującą pogardą wobec tzw. truskulu. Co więcej, przeważająca część użytkowników propsowała wtedy jeszcze niezbyt w Polsce popularny, ale na pewno niezbyt truskulowy, dirty south. Rap z Brudnego Południa, dziś kojarzony przede wszystkim z trapem, stanowił najmniej znany, a jednocześnie najbardziej zróżnicowany stylistycznie obszar na rapowej mapie Stanów Zjednoczonych. Mimo że płyty czołowych artystów z południa chodziły na allegro po plus/minus 10 złotych i nic nie zapowiadało wzrostu zainteresowania tą sceną, Południowcom udało się zdominować współczesny rap przemysł.

Przegląd produkcji z południowego wybrzeża zaczniemy od zespołu-instytucji z Memphis – Three 6 Mafii. Dziś kojarzona głównie z Juicym J i DJem Paulem grupa ta skupiała od kilku do kilkunastu raperów w czasach swej świetności. Założona przez wspomnianych wyżej oraz brata jednego z nich, rapera o wymownej ksywie Lord Infamous, grupa rosła w siłę i wkrótce do jej składu dołączyli tacy wykonawcy jak: Koopsta Knicca, Gangsta Boo i Crunchy Black. Oprócz stałego składu, który z czasem zaczął się kruszyć, ekipa przyciągnęła kilkunastu zaprzyjaźnionych współwykonawców, których również można usłyszeć na płytach Triple Six Mafii: La Chat, Killa Klan Kaze, Lil Wyte, Kingpin Skinny Pimp i paru innych. Spośród artystów skupionych wokół Hypnotize Minds (wytwórni założycieli Mafii) moją uwagę zawsze szczególnie przykuwali panowie z Killa Klan Kaze.

Co łączyło tych wszystkich raperów? Zamiłowanie do chwytliwych refrenów, gangsterki, melanży i cykaczy. Co wyróżniało ich od reszty ekip z regionu i kraju? Niespotykany u innych klimat rodem z piekła. Zanim członkowie zespołu zawęzili swoje zainteresowania do tematyki okołoimprezowej, Three 6 Mafia dała się poznać jako propagatorzy mrocznego, mrożącego krew w żyłach stylu. Instrumentale niczym ze ścieżki dźwiękowej do horroru klasy B przeplatane cykającym bitem, gangsterskie przechwalanki wymieszane z tekstami o torturach i szatanie, mroczne okładki i obskurna produkcja – tak hartował się horrorcore. Wszystko to zostało najlepiej uchwycone na debiutanckim albumie grupy pt. „Mystic Stylez” oraz na „Live By Yo Rep”, genialnej EPce-dissie wymierzonej w chłopaków z Bone Thugs-n-Harmony, oskarżonych o kradzież stylu ekipy z Memphis. Skalę ówczesnej nienawiści do reprezentantów Cleveland świetnie obrazuje zwrotka Lorda Infamousa z tytułowego utworu wspomnianej EPki:

Well, I shall take a 1000 razor blades and press them in their flesh

Take my pitchfork out the fire, soak it in their chest (…)

But first, I want to slowly peel off all your skin

Get grease and boil it hot, pour it on you and your dead friends.

Beef jednak wkrótce ucichł i dziś jest już traktowany jako zwykłe nieporozumienie.

Kolejne dwa albumy grupy („Chapter 1: The End” oraz „Chapter 2: World Domination”) stanowią kontynuację stylistyki obranej na debiucie, z coraz częstszymi jednak odskokami w stronę mainstreamu. Szczególnie słyszalne jest to na „Chapter 2”, za który skład z Memphis otrzymał złotą płytę; z tego samego wydawnictwa pochodzi też ich pierwszy wielki hit – „Tear Da Clup Up ’97”. Sukces komercyjny na dobre związał losy zespołu z mainstreamem, co zaowocowało kilkoma albumami o różnej jakości. Spośród nich zdecydowanie wartym poznania jest „When the Smoke Clears: Sixty 6, Sixty 1”, album wypełniony gangsterskimi bangerami, takimi jak „Who Run It”, „Put Ya Signs” czy „Where Da Cheese At”. Można było pomyśleć, że cykacze im się w końcu znudzą, ale nic bardziej mylnego.

Być może nie powinno się oceniać Three 6 Mafii jak każdej innej rap grupy, bo swego czasu stanowili oni raczej kolektyw zaprzyjaźnionych artystów, niż zespół ze stałym, określonym składem. Być może nie powinno się też dokonywać rankingów ich albumów ze względu na sporą różnorodność i zmiany stylu ekipy dotkniętej raz po raz kolejnymi zmianami personalnymi (i coraz większą popularnością). Gdybym miał jednak wskazać dwie najmocniejsze pozycje w ich dyskografii, byłyby to dwa pierwsze wydawnictwa – oba przetrwały próbę czasu i nadal powalają swoim klimatem; oba są idealnymi przykładami ówczesnego, idiosynkratycznego stylu grupy; na obu można posłuchać nie tylko głównodowodzących MCs, ale też paru innych zdolnych żołnierzy Mafii. Warto po nie sięgnąć, żeby sprawdzić, jakim miejscem było Memphis w pierwszej połowie lat 90-tych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.