Przegląd: 1001 najważniejszych utworów XX wieku #6

Chciałbym zaprezentować – w miarę chronologicznie – 1001 najważniejszych momentów muzycznych XX wieku. Wieku w którym utworzyła się muzyka rozrywkowa i przy okazji praktycznie zakończył się cały cykl jej rozwoju. Od przeistoczenia romantyzmu w modernizm, przejście ragtime’ów w spiritual jazz, kroczenie rhythm and bluesa poprzez soul do hip-hopu, wpływ Bitelsów na pokolenie teledysków na Vivie, coraz to bardziej ekstremalne gatunki powstałe z krautrocka, aż po bliskość post-punku z disco. Droga od „Salome” Straussa do „Kid A” Radiohead. Droga wyboista, rozpoczęta i zakończona dwoma trzęsieniami Ziemi, ale paradoksalnie przyjemna i ciekawa. Co tydzień pojawi się tu parę odcinków. Spoilery tej historii można odszukać na moim blogu


Igor StrawińskiSymphonies of Wind Instruments
rok powstania: 1920

Strawiński oddał hołd Debussy’emu, który zmarł podczas wojny, a jego losem w rozpadającym się Paryżu prawie nikt się nie przejął. Godne to podziwu, z uwagi na fakt, że Claude był hejterem tej całej paryskiej hipsterki w wykonaniu Igora. Według romantycznej wizji Debussy’ego Strawiński powinien opierać się przede wszystkim na rosyjskim folklorze i nie podążać za tym, co nowe. Napisał o tym osobiście w liście. Zarzucał mu, że zbliża się niebezpiecznie do Schonberga podążając za zbytną moderną. Trzeba przyznać, że coś w tym było. Strawiński odciął się lekko od przyszłości, dodawał dęciaki, a sprawą nadrzędną był nieustanny rozwój. Rosyjska dusza opadła. Całkiem słusznym argumentem za tym może być fakt, że carska Rosja całkiem niedawno upadła.


Claude DebussyGolliwogg’s Cakewalk
rok powstania: 1917

W 1918 roku Jean Cocteau napisał utwór literacki zwany „Kogutem i Arlekinem”. Generalnie była to rozprawa o tym, że po czasach Wagnerach, a potem rusałkach, chmurach, falach, akwariach i zapachach nocy Debussy’ego, ludziom zaczynało brakować w muzyce zwykłego dnia codziennego. Zaczęto mówić o wielkim kłamstwie i o tym, że przemilczane zostały prawdziwe problemy, z którymi mierzył się każdy szaraczek tamtej Europy. Wspominała o tym Grupa Sześciu, której hasłem był tekst: „Słowik fałszuje, parafrazując słynne „Odezwie się słowika śpiew” Verlaine’a. Kolejny cios dla Debussy’ego, który napisał muzykę do tego dzieła parę lat wcześniej. Claude też miał już chyba trochę dość i postanowił spróbować czegoś nowego. Grupa Sześciu rozprzestrzeniła modę na le jazz. Miks muzyki dla wielkich i dla zwykłych ludzi. Efekt był taki, że i tak słuchała jej tylko szlachta. Debussy dostosował się i zrobił bardziej ciekawostkę dla świętego spokoju. Całkiem udaną zresztą.


Arthur HoneggerPacyfik 231
rok powstania: 1923

Les Six powstało pod patronatem Erica Satie i Cocteau, o którym pisałem przed chwilą. Ich celem było zniszczenie panującego porządku, konserwatywnego już stylu Straussa i Mahlera. Miało być przyziemniej i z pomysłem, krócej i treściwiej. Podobna historia to Sex Pistols i prog-rock kilkadziesiąt lat później. Grupa Sześciu postaci z pomysłem na nową Francję. Honegger zaczął od powstania muzyki programowej, branej od rzeczy pozamuzycznych z definicji. Chciał wpisać fantazję w umysł zwykłego obywatela. W postaci wielkiej lokomotywy parowej z dwoma osiami z przodu, trzema głównymi i jedną z tyłu jako symbol ekonomicznego pościgu, początku wielkich kapitalistycznych pragnień. W sumie do zwykłego obywatela owa muzyka trafiała rzadko, ale na przyszłość miała informować szlachtę o potrzebach ludzi.


Heiktor Villa-LobosAmazonas
rok powstania: 1917

Nie zapominajmy o udziale Ameryki Południowej w powstawaniu muzyki rozrywkowej. Już tutaj czuć bossanovę i Strawińskiego jednocześnie. I szczyptę Afryki. Wszystko brzmi szlachetnie i dziko jednocześnie. Villa-Lobos to prawdopodobnie najwybitniejszy brazylijski kompozytor XX wieku. Samouk i podróżnik, wędrował od Rio de Janeiro po Paryż. Jego celem było stworzenie jak najbardziej egzotycznej odmiany muzyki poważnej, nie zapominając przy okazji o tradycji. Stworzył około 2000 kompozycji. Prawdopodobnie przy każdej kolejnej wymyślił nowy gatunek muzyczny. Największe cuda zaś działy się w warstwie rytmicznej. Właśnie dzikie partie perkusji okażą się największym pozaeuropejskim skarbem dla dalszego rozwoju muzyki XX wieku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.