Przegląd: 1001 najważniejszych utworów XX wieku #5

Chciałbym zaprezentować – w miarę chronologicznie – 1001 najważniejszych momentów muzycznych XX wieku. Wieku w którym utworzyła się muzyka rozrywkowa i przy okazji praktycznie zakończył się cały cykl jej rozwoju. Od przeistoczenia romantyzmu w modernizm, przejście ragtime’ów w spiritual jazz, kroczenie rhythm and bluesa poprzez soul do hip-hopu, wpływ Bitelsów na pokolenie teledysków na Vivie, coraz to bardziej ekstremalne gatunki powstałe z krautrocka, aż po bliskość post-punku z disco. Droga od „Salome” Straussa do „Kid A” Radiohead. Droga wyboista, rozpoczęta i zakończona dwoma trzęsieniami Ziemi, ale paradoksalnie przyjemna i ciekawa. Co tydzień pojawi się tu parę odcinków. Spoilery tej historii można odszukać na moim blogu.


Igor StrawińskiLes Noces
rok powstania: 1912

Strawiński będąc pod wpływem „Święta Wiosny” dalej szukał inspiracji w muzyce wiejskiej, a konkretnie w hucznym weselu niczym u Wyspiańskiego (wersja najlepsza i tak). Muzycznie jednak odleciał w zupełnie inne strony, zachłysnął się minimalizmem w sztuce (jak i treści), ograniczając potężną orkiestrę do zaledwie 60 osób. Fantazjował o zespołach, w których każdy osobnik ma większe znaczenie i każdy ma swoje miejsce wśród pamięci widowni. Krytycy nazwali dzieło maszyną służącą do produkowania automatycznych głosów. Coś szalonego kryje się w tych wszystkich, jakby improwizowanych, nutach połączonych z emocjonalnym wokalem. Akcja sceniczna baletu podejmowała prawdę o tym, jak rodziców w małym stopniu obchodziły uczucia ich własnych dzieci, co mogło być jakimś sensie odbiciem dzieciństwa Igora w małym Oranienbaum. Całą spontaniczność, której tam mu brakowało, przelał na papier w „Les Noces”.


Eric SatieGymnopedie No. 1
rok powstania: 1900

Jeden z bardziej znanych kawałków, które zazwyczaj tu zamieszczam. Naciągany znowu rok 1900 (jak w przypadku Sibeliusa) jest uzasadniony wpływem, jaki Satie odcisnął zarówno na impresjonistów, jak i całą klimatyczną niebieską muzykę XX wieku. Będąc przy okazji najbardziej przebojowym ze znanych mi Francuzów początków wieku. Satie zawsze był w lekkim cieniu Debussy’ego, który zgarniał wszystkie przywileje paryskie. Podobno też z uwagi na ciężki charakter. Nie odzwierciedlała tego muzyka, który była bardziej ukojeniem w stronę „Amelii” i soundtracków Yanna Tiersena. „Gymnopedie” miało niebagatelny wpływ na całą „Grupę Sześciu” (o której jeszcze będzie niedługo), jak i nawet osobistości typu John Cale. Po prostu na rozmarzoną, cierpliwą, tajemniczą muzykę. Satie po 1900 roku raczej nigdy nie dobrnął do poziomu „Gymnopedie” (z pewnym wyjątkiem, ale o tym za chwilę) i artystycznie zniknął niczym wiek XIX, ale jego muzyka nie zniknie nawet w wieku XXI.


Maurice RavelLe Tombeau de Couperin
rok powstania: 1917

„Nagrobek Couperina” i poszczególne jego części (m.in. „Fuga”, „Forlane”, „Rigaudon”) tworzą pochwałę francuskiego baroku i jego twórców. I niby to tylko taki wesoły hołd, który zyskał na znaczeniu i przyniósł mu sławę, ale natchnieniem nie było wesołe pisanie przy biurku podczas picia herbatki z miodem. Całość w jego głowie pojawiła się podczas wojny, gdy chciał odejść myślami od wszystkiego co zobaczył. Kompozytorzy z nazwiskami raczej uniknęli walk ze względu na status i ochronę jaką dostali z urzędu. Ravela wojna zmieniła. Zbyt chorowity, by iść na front, zapisał się jako kierowca ciężarówki w celu transportowania broni po Francji. Owe kawałki są też pochwałą jego przyjaciół umierających w bólu obok niego. Ledwie dostrzegalne nuty „Pewnego słonecznego dnia” Ravel znalazł się w wyludnionych miasteczku. Szedł pustymi, cichymi ulicami. Mówił, że nigdy nie usłyszał straszniejszego dźwięku niż tamta cisza. W końcu znalazł w jakimś budynku fortepian. Zaczął grać na nim Chopina. Nie wiem, czy tę historię zakosił potem Polański, dostosowując ją do „Pianisty”, ale wiem, że te emocje zostały przeniesione na muzykę Ravela.


Dream Team Band (nazwa własna) – Parada
rok powstania: 1917

„Parada” była dziełem pytającym o sens sztuki. Czy balet i muzyka klasyczna w czasach kina, gramofonu i muzyki rozrywkowej mogą kogokolwiek jeszcze interesować? Teoretycznie „Parada” była cyrkiem objazdowym na paryskim targu, która nikogo nie powinna interesować. Zajrzyjmy zatem szybko do składu przedsięwzięcia: muzyka – Eric Satie; libretto – Jean Cocteau; kostiumy i dekoracje – Pablo Picasso; choreografia – Leonide Massine; tekst programu – Guillaume Apollinaire (pisząc go wymyślił przy okazji słowo zwane surrealizmem); dodatkowo jako producent – Diagilew. Jak czegoś nie wiecie, to wklepujcie w google. Surrealizm i chore rzeczy w wielkim stylu, w samym filmie zwróćcie uwagę, jak działający graficznie i zmysłowo musiał to być spektakl w 1917 roku. Mnie chyba jednak najbardziej bierze scenografia Picasso.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.