Przegląd: 1001 najważniejszych utworów XX wieku #3

Chciałbym zaprezentować – w miarę chronologicznie – 1001 najważniejszych momentów muzycznych XX wieku. Wieku w którym utworzyła się muzyka rozrywkowa i przy okazji praktycznie zakończył się cały cykl jej rozwoju. Od przeistoczenia romantyzmu w modernizm, przejście ragtime’ów w spiritual jazz, kroczenie rhythm and bluesa poprzez soul do hip-hopu, wpływ Bitelsów na pokolenie teledysków na Vivie, coraz to bardziej ekstremalne gatunki powstałe z krautrocka, aż po bliskość post-punku z disco. Droga od „Salome” Straussa do „Kid A” Radiohead. Droga wyboista, rozpoczęta i zakończona dwoma trzęsieniami Ziemi, ale paradoksalnie przyjemna i ciekawa. Co tydzień pojawi się tu parę odcinków. Spoilery tej historii można odszukać na moim blogu.


Claude DebussyLa fille aux cheveux de lin
rok powstania: 1910

Katuję Debussy’ego do bólu, ale wypada. „Dziewczyna o Włosach jak Len” to miniaturka, która z wielką mocą ukształtowała zasady do dzisiaj rządzące soundtrackiem. W sumie jak włączy się 9 na 10 ostatnich soundtracków z hollywoodzkich hitów to okaże się, że wszystkie są takie same i działają na zasadzie: groźniej i szybciej. Claude w swoim stylu łączy lekkość i epickość opierając się na czymś, co niezauważalne i zaledwie unosi się w powietrzu. To zasada dobrze pasująca do dzisiejszych kompozytorów filmowych, którzy muszą podnieść film do rangi czegoś nadprzyrodzonego, często opowiadając przy tym o prostych historiach. Dopasujcie ten kawałek do swojego ulubionego filmu z lat 90-tych. Pod warunkiem, że nie jest to „Big Lebowski”. Czujecie to?


Gustav MahlerVI Symfonia
rok powstania: 1903

Jak to było i jest z muzykami genialnymi i tymi trochę mniej: zwykle ci mniej zdolni są bardziej lubiani. Ci pierwsi – dostają to, na co zasłużyli zwykle zdecydowanie za późno niż powinni. Ci drudzy – zazdroszczą talentu tym pierwszym. Trochę analogia do „Amadeusza”, trochę odnoszenie się do Straussa i Mahlera. Mahler zawsze miał kompleks Austriaka. Wielkiemu kompozytorowi, jakim był Gustav, przeszkadzała premiera wcześniej wspomnianej „Salome”, która była równie rewolucyjna, co kontrowersyjna. Mahler w szale stworzył epicką i rozwarstwioną „Symfonię 6”. Przyciężkawą, na krawędzi ówczesnego kiczu i geniuszu. Mahler chciał być tak szalony jak Strauss, ale nie umiał. Nabijanie rytmów marszowych, wykonanie wielkiego bębna na potrzeby paru nieudanych odbić (skóra krowy na półtorametrowym ramieniu), uderzenia młotów – autor miał zbyt dużo pomysłów jak na jedną symfonię. Może i był na tyle szokujący na ile chciał, ale nie do końca dorównywała temu muzyka. Sala po całości podobno zawyła nieporadnie i nie wiedziała, co z tym wszystkim zrobić. Strauss podziękował w garderobie Niemcowi i powiedział rozhisteryzowanemu artyście, że następnym razem mu się uda. Po czasie, gdy atmosfera trochę opadła, okazało się, że „VI Symfonia” zyskała dużo fanów i jest szanowana do dzisiaj. Mahler do dzisiaj również jest legendą. Oczywiście o te parę kroczków za Straussem, ale taki jego los już zapewne na wieczność.


Leoš JanáčekJenůfa
rok powstania: 1903

Janáček był niezwykłym autentykiem na scenie europejskiej. Podczas, gdy klasycy przeważnie pochodzili zwykle z klas wyższych albo średnio-wyższych oraz dodatkowo oczywiście z wielkich miast, tak małego Leošia wychowała wieś morawska. Jako nadzwyczajnie zdolny uczeń przeniósł się do Brna, gdzie zaczął kombinować z łączeniem swojego stanu ducha z tym co modne i wielkie na salonach. Nie chodzi o równanie do van Gogha, który malował zwyczaje wsi. On chciał oddać codzienność chłopa, czasami paskudną codzienność. „Jenůfa” opowiada o puszczalskiej wiejskiej lafiryndzie i jej matce mordującej nieślubne dziecko, by bronić się przed sąsiadami. Nie wiem, czy właśnie tak Janáček pamięta stare dzieje, ale chciał oddać pewną dzikość w muzyce. Starannie rozplanował zachowania bohaterów wsi czyniąc z nich całkiem bogate wewnętrznie osoby. Chciał pokazać, że niezależnie od statusu każdym życiem rządzą niesłychane emocje. Może nawet większe niż ludzi z pałaców. Ciężko o brak współczucia dla znalezionego pod lodem dziecka. Janáček jako jeden z pierwszych ukazywał w muzyce przyziemne problemy. Pokazał, jak wielka wartość artystyczna może stać za stratą jednej osoby, a niekoniecznie całej armii. Tak jak dzisiaj wspaniale robią to Nick Cave czy Phil Elverum.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.