Prasówka (#1/17)

Zbiór najciekawszych polskich internetowych tekstów z ostatnich tygodni.


Sami dla siebie jesteśmy egzotyczni – rozmowa z Kolektywem Wixapol (Zofia Krawiec)

„Odbija się w niej też wpływ polskiego internetu, ponieważ my inspirujemy się jego brudem, utożsamiamy się z nim. Nawiązujemy do polskości również bezpośrednio w muzyce. Gramy bardzo dużo polskiej muzyki. Zarówno klasyków techno, jak i odgrzebane przez nas kawałki, które są internetowymi wykwitami anonimowych twórców, robionymi dla zabawy. Może powiemy teraz coś grubego, ale w pewnym sensie jesteśmy kimś w rodzaju PiS-u wśród warszawskich imprez. Tak jak PiS na scenie politycznej mówi, „co jest złego w naszej przaśnej polskości?”, tak my robimy to samo na scenie muzycznej. Polscy hipsterzy i koneserzy muzyki najczęściej wstydzą się polskości. My uważamy, że nie ma czego się wstydzić. Po co szukać egzotyki za granicami naszego kraju, skoro często sami dla siebie jesteśmy egzotyczni? Skończmy z pedagogiką wstydu. Wixapolska wstaje z kolan.”

Magazyn młodych bandytów – o historii „Brumu” i dalszych losach autorów pisze Jakub Bożek

„Pierwszy numer „magazynu młodych bandytów” (jak głosił jego podtytuł) ukazał się we wrześniu 1993 roku i wyglądał bardziej na gazetę festiwalową niż na pismo z planem na podbój rynku. Zamiast wstępniaka pojawiło się tylko kilka enigmatycznych słów od Wojewódzkiego: „czołem dzikie dzieciaki. proponujemy Wam drugie, jedyne swawolne pismo rockowe. szukajcie a znajdziecie, wczoraj w brumie dziś w brum gazecie…””


Ludzie nie chcą tańczyć, kiedy ich kraj się rozpada. Wywiad z IDLES (Agata Hudomięt)

„Ale kiedy jest mniej pieniędzy, wtedy jest więcej powodów do walki. Politycy muszą walczyć o to, kim są – lewica czy prawica – i oczywiście głosujący ludzie muszą walczyć, o to w co wierzą. Nasze zespoły śpiewają o tym, co interesuje ludzi w tym momencie, więc mamy nową platformę świadomości, z którą możemy pracować. Jest bardzo dużo napięć. Przede wszystkim Brexit – to najgorsza rzecz, jaka przytrafiła się nam w czasie mojego życia – od czasów Margaret Thatcher. Jest bardzo źle. I my to wiemy. Prasa i rząd mówią nam „Nieeee. No co Wy?”, a my im „Co Wy, do chuja, robicie?” To jest jakiś obłęd. To nawet nie jest głupie. To jest szaleństwo. Naprawdę straszne. Ludzie są dużo bardziej świadomi tego, co się dzieje i z tego powodu nasza muzyka jest bardziej interesująca. To samo dzieje się na kontynencie – Hiszpania, Francja – gdyby Le Pen wygrała, ten kraj cofnąłby się o 20 lat. To pojebane. Ludzie nie chcą śpiewać i tańczyć. Nie chcą słuchać muzyki „Wyjdźmy z domu i bawmy się dobrze”, kiedy ich kraj się rozpada.”

 


DZIAŁAMY NIEŚPIESZNIE, ALE KONSEKWENTNIE – wywiad z Audile Snow 

„Sami rzadko używamy określenia „niezal”, to termin, który był popularny jeszcze te dwa lata temu, ale teraz coraz mniej osób się nim posługuje. Funkcjonujemy w gronie twórców, którzy się znają i chodzą sobie nawzajem na koncerty i imprezy, grają u siebie nawzajem, wydają się u siebie nawzajem, polecają się sobie nawzajem. Przeważająca większość funkcjonuje bez dofinansowania i nie traktuje tego jako biznesu. Ale każda/y porusza się w trochę innym idiomie estetycznym, dlatego nie wiemy na ile można to nazwać ruchem. Żeby jakoś rozruszać naszą działalność też zaczęliśmy organizować wydarzenia – najpierw showcase’y (wspólnie z Magią i Pointless Geometry),a później też własne imprezy, które nazwaliśmy Umór. W planach jest trzecia odsłona.”


➡ Baby Driver, czyli człowiek z playlisty

„Ale Baby Driver był takim tytułem, który – mimo chaosu w wakacyjnym terminarzu – musiałem w końcu zobaczyć, bo znajomi polecali jako TEN film, jako nową formułę i odpowiedź na musical w czasach playlisty. Zrzucam to na karb wakacyjnego postu serialowo-filmowego, bo BD jest porządnie zrealizowany, ale zapału na pełną synchronizację akcji z muzyką (co jest właśnie tą nowością) starcza na pierwszych kilkanaście minut. Scenariusz jest krótki jak droga hamowania auta, które prowadzi główny bohater. Bo po pierwsze wszyscy już pewnie widzieli, po drugie nie zaspoiluję bardzo tym, którzy nie widzieli, jeśli napiszę, że bohater filmu z finezją i precyzją kieruje pojazdami mechanicznymi grup napadających na banki, prowadząc auto w rytm muzyki. A film jest kolejnym tytułem nowego gatunku (wspominanego już przeze mnie) fabuł doklejanych do playlisty. Dodam więc od razu – żeby za bardzo nie denerwować znawców kina – że dziś oceniam muzykę filmową.


Wywiad z Robertem Iwanikiem (Krzycz, Rope, Alchimia i Faro)

„Z Eugene’em Robinsonem to była tzw. „miłość od pierwszego wejrzenia”, od momentu, kiedy w roku 1998 na niemieckim kanale muzycznym Viva w programie WahWah ujrzałem fragmenty koncertu oraz wywiad z Oxbow podczas ich trasy po Europie u boku The Melvins. Wprost zaniemówiłem – Oxbow było zjawiskiem jakiego jeszcze nigdy wcześniej nie doświadczyłem i otworzyło drzwi, o których istnieniu nie miałem pojęcia. Natychmiast skontaktowałem się z grupą kolegów w Polsce, z którymi wymieniałem się kasetami i okazało się że jeden z nich był w posiadaniu powalających albumów Oxbow – „Let Me Be A Woman” oraz „Serenade In Red”. Te płyty stały się dla mnie niczym narkotyki, od których nie mogłem się uwolnić.”

Wywiad z Przemkiem Drążkiem (Krzycz, Rope, Mako Sica)

„Pamiętam jak cała nasza czwórka spotkała się w Poznaniu na koncercie Nomeansno, to był rok 1994, październik, o ile dobrze pamiętam. Ja przyjechałem pociągiem z Maćkiem, naszym garowym, Robert samochodem z parom kumplami, a Artur, basista, chyba z ekipą od siebie czyli z Lęborka. Parę tygodni po tym wydarzeniu mieliśmy już pierwsza próbę u mnie w garażu. Mój ojciec był marynarzem i przez długi okres go nie było w domu, tak więc garaż był praktycznie wolny. Arturo miał pomysł i wizję oraz propozycję nazwy, Krzycz . Od razu wyczuliśmy, że gościu jest konkretny i ruszyliśmy ostro z próbami. Noise rock był mi dość obcym terminem, byłem ogromnie głodny i chłonny na nową ciekawą i inną muzę. Zaczynałem jako punkowiec, zresztą praktycznie cały Krzycz to byli punkowcy.”


 

Jesteśmy normalni – o najntisowym indie i (przede wszystkim)… Goo Goo Dolls.

„Pod koniec lat 80. Goo Goo Dolls byli zespołem punkowym. Ich muzykę w prostej linii można było wyprowadzić ze szkoły pisania ładnych piosenek na przesterowane riffy pod specjalnym patronatem The Replacements i Hüsker Dü. Pomiędzy owym surowym okresem, a tym, w którym stali się królami list przebojów, ich granie trafiło w pewien najdoskonalszy moment, dzięki któremu na zawsze znaleźli sobie miejsce w moim serduszku. Na dwóch płytach – “Superstar Car Wash” z 1993 i “A Boy Named Goo” 1995 – w Johna Rzeznika wstąpił demon, który nakazał mu pisanie najlepszych piosenek w historii świata. Potwierdzone info. Owym demonem mógł być sam Paul Westerberg, który zresztą osobiście przygotował im jednego hita, bo Goo Goo Dolls podobnie jak ich ojcowie duchowni z Minneapolis zręcznie opanowali technikę robienia kawałków na zasadzie współpracy pomiędzy partią lekką a “power” refrenem. Dodając do tego harmonie typowe dla rocka, który uprawia się w miastach do 300 tys. mieszkańców, szczyptę Seaweed i delikatną bryzę grunge’u, otrzymujemy coś, czym po prostu nie da się nie jarać.”


DJ Khaled: żywy mem i żywa gotówka ()

„Shining” (Beyonce, Jay Z)

Nie wiadomo czy to szantaż, wynik jakiegoś zakładu, chwilowe zaćmienie, a może legendarna w branży lojalność Khaleda, ale wspólny numer Jaya i Bey to jak darowizna na fundusz emerytalny DJ-a, zapisana na drugiej stronie własnych listów miłosnych. Abstrahując od spraw prywatnych, miłości, kryzysu i odkupienia w świetle reflektorów, Shawn jest przecież rapowym bossem i nikt nie śpiewa i nie wygląda lepiej od Beyonce. Czy Khaled mógłby mieć na pierwszy, promujący „Grateful” (2017) singel lepszy strzał? Trudno to sobie wyobrazić.”


Interesuje mnie ludzka wyobraźnia – wywiad z Radosławem Kurzeją

„Zauważyłem, czy to tworząc sam, czy zachwycając się innymi dziełami sztuki, że najbardziej interesuje mnie ludzka wyobraźnia, fikcyjne światy, nie brudny „realizm”, świat sporu i polityki, a mity, historie, które gdzieś w cywilizowanym świecie utraciliśmy.”


ROZMOWA / Przemysław Rychlik: 6. Kalisz Ambient Festiwal

„Obserwuję scenę długie lata i widzę progres. Powstaje coraz więcej rockowych czy alternatywnych festiwali, coraz więcej „trudnej” muzyki pojawia się w mediach, powstają nowe portale muzyczne. W przypadku KAFu sprawa wygląda tak, że festiwal od kilku lat stał się medialny. Pojawia się w gazetach, portalach muzycznych, radiu i telewizji. Dzięki takiej promocji z roku na rok obserwuję wzrost frekwencji, tym samym cała masa ludzi przybywa do Kalisza z różnych krańców Polski. KAF odnosi sukces, ale poparty jest całoroczną totalnie ciężką pracą”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.