PRZEGLĄD: powerviolence po 2010 #3

Za przegląd odpowiada Bartosz Krzewiński – autor fanpage’a Butem Po Pysku, fan muzyki uwalniającej emocje oraz horrów ery VHS z polskim lektorem. Wielki entuzjasta pióra Vonneguta i aktorstwa Charlesa Bronsona. Klasyczny piwniczanin, aczkolwiek kilka razy w roku zdarza mu się wypełznąć ze swojej nory na przaśne koncerty. Prywatnie introwertyk as fuck.

Część pierwsza: klasyczne PV

Część druga: damski wokal


3. MIESZANKA STYLÓW

 Full of Hell – Roots of Earth Are Consuming My Home [2011]
(A389 Recordings)
moja ocena: 8/10
tagi: noise, sprzężenia, ciężar, brzmienie
gatunki: dark hardcore, powerviolence, sludge, harsh noise, power electronics

FoH to flagowa kapela ze stajni A389 Recordings. Wytwórnia ta specjalizuje się głównie w promowaniu dark hardcore’owych składów flirtujących z innymi stylami. Nie inaczej jest w przypadku Full of Hell. Od razu słychać, że każdy z chłopaków wnosi do muzyki coś z zupełnie innego nurtu. Na „Roots of Earth Are Consuming My Home” mamy metalowe riffy łamane przez sludge’owe partie, dodatkowo okraszone masą harsh noise’owych wstawek. Tytułowe korzenie z nazwy albumu śmiało można odnieść do inspiracji, które tworzą ten album, bo bez wątpienia można usłyszeć tutaj chociażby Infest, Pg.99, Napalm Death (głownie za sprawą wokalisty), czy Rorschach. FoH spopularyzowało mieszanie powerviolence z innymi gatunkami, inspirując masę kapel do pójścia w tym samym kierunku. Obecnie jest to zdecydowanie pierwsza liga, a moja sympatia do nich trwa od momentu usłyszenia właśnie tej płyty. Zdaje sobie sprawę, że nie jest ich najlepszym wydawnictwem (tak, mówię tutaj o tobie, splicie z Merzbow), to mam do niej największy sentyment, ponieważ nigdy wcześniej nie doznałem takiego orzeźwienia słuchając jakiejkolwiek płyty z szeroko pojętego hc punka. Wybaczam chłopakom nawet to, że często wyglądają jak banery reklamowe innych kapel.

 


Low Places – Spiritual Treatment [2011]
(A389 Recordings)
moja ocena: 7/10
tagi: walec, łamanie kości, znajdę cię i zabiję, wściekłość
gatunki: powerviolence, sludge, dark hardcore

Ten sam rok i ta sama wytwórnia, lecz zupełnie inne podejście do tematu. Opener jest tak miażdżący, monumentalny i powolny, że mógłby śmiało znaleźć się na płytach legendarnego Grief. Ale niech was nie zmyli pierwsze 7 minut tej płyty  – dalej zaczyna się taki intensywny chaos, że ciężko się w tym wszystkim odnaleźć, szczególnie mając cały czas w głowie walec, który po nas przejechał w pierwszym kawałku. Jeśli miałbym opisać tę płytę jednym słowem: demolka. Całą robotę robi ta dwubiegunowość nie pozwalająca do końca wgryźć się w ten krążek. Przez dłuższe momenty zostajemy miażdżeni przez olbrzymi walec drogowy, a po chwili zostajemy wrzuceni do betoniarki i tak do samego końca. Jedno z lepszych połączeń sludge’u, hc punka i powerviolence w nowej fali.

 


Witch Cult – Witch Cult [2011]
(Holy Roar Records)
moja ocena: 7/10
tagi: psychodela, ciężkie riffy, surowość, stoner
gatunki: powerviolence, stoner, doom metal

Styl Brytyjczyków można określić jako powerviolence ze stonerowymi riffami. Z początku czułem się, jakbym słuchał YOB czy innego Ufomammuta. Wszystko do czasu aż zza psychodelicznych gitar wyskoczył rozwścieczony i oszalały wokal. Po chwili znowu uaktywnia się jammowanie i możemy wziąć kolejnego bucha ze swojego bonga. Możecie mnie poprawić, ale wg mnie nie było wcześniej takiego połączenia. Jak to możliwe, że o Witch Cult nigdy nie było głośno? Jakbym zakładał kapelę, to gralibyśmy zapewne tak.

 


Dead Instrument – Violent Death [2012]
(Raw Birth Records)
moja ocena: 7/10
tagi: szybkość, wściekłość, growl
gatunki: grindcore, powerviolence

Kusiło cię kiedyś, aby wsadzić głowę pod kosiarkę do trawy? Podpowiem: zamiast niszczyć sobie cerę, posłuchaj płyty Duńczyków – doznania będą zapewne podobne. Ta płyta rozbija na kawałki. Wywołuje takie zamieszanie, że mam wrażenie, jakby muzycy pędzili na siebie z zupełnie innych kierunków, a ich zderzeniu towarzyszyła eksplozja dźwięków.  Oczywiście, w głównej mierze jest to wściekle zagrany grindcore, ale są też momenty, gdzie Dead Instrument zwalniają – a wtedy łamią powerviolencowymi brekami.

 


Ilmestys – Demo I [2012]
(Self-Released)
moja ocena: 7/10
tagi: surowizna, gruz, obskura, chłód, opętanie
gatunki: black metal, powerviolence

Jeśli lubisz siedzieć w zgrzybiałej piwnicy, oddychać zapleśniałym, wilgotnym powietrzem, a na obiad jeść ziemniaki ze żwirem, to Ilmestys będzie w tym wypadku idealny. Jest surowo jak tylko może być, brzmienie jest tak obskurne i płaskie, że naprawdę nie ma różnicy, czy będziesz słuchał tej demówki na swoich wyczesanych Focalach, czy na głośniczku z budżetowego laptopa – i tak nic więcej poza zgrzytami, charczeniem i gruzowatym brzmieniem nie usłyszysz. Dla mnie, jako zwolennika filozofii, że im prymitywniej tym lepiej, ta kaseta to perełka. Jasne, black metal to punkt wyjścia, ale nie trzeba wiele wysiłku, żeby poczuć ten punkowy feeling. Dodalibyśmy do tego bas i byłoby PV pełną gębą.

 


Purity Control – Coping [2012]
(High Anxiety/No Idea Records)
moja ocena: 7/10
tagi: obskura, garaż, noise
gatunki: powerviolence, dark hardcore

Powerviolence w stylu Youth Attack! Mamy tutaj teksty o tym, jak kurewsko przykre jest życie oraz o tym, jak jesteśmy nieprzystosowani do społeczeństwa. Muzycznie jest to hołd dla Charlesa Bronsona, ale dodatkowo wzmocniony zmetalizowanymi riffami przywodzącymi na myśl wydawnictwa ze stajni A389. Basista Brandon DeMarco gra aktualnie w świetnym, kanadyjskim  G.Ó.W.N.I.E.. Mówię o tym nie bez przyczyny – jego gra nadaje obu kapelom nieosiągalną dla wielu innych intensywność. Cała reszta, łącznie z wokalistką, poraża zaś surowością w stylu Neanderthal.

 


Six Brew Bantha – Six Brew Bantha [2012]
(To Live A Lie/Third Eye Grind Records)
moja ocena: 7/10
tagi: surowizna, brzmienie, growl
gatunki: grindcore, powerviolence

xSBBx chyba pierwsi zaserwowali muzykę, którą można określić mianem postgrindcore’u. Szybkość i intensywność została wzmocniona groove’owym brzmieniem nadającym głębi całej płycie. Pierwsze co rzuca się w uszy po włączeniu tego krążka to zabójcze blasty – perkusista to nieziemski zwierzak. Gdzieś zza ściany dźwięku atakuje dodatkowo wokalista, który swoim darciem przypomina Rahiego Geramifara. Sam ich styl to wypadkowa Insect Warfare i Hatred Surge. Six Brew Bantha nie wymyślili może nic nowego, ale swoim specyficznym brzmieniem wnieśli do gatunku sporo świeżości i przesunęli granicę ekstremalnego grania o kolejne parę centymetrów.

 


DNF – Hurt [2012]
(High Anxiety/No Idea Records)
moja ocena: 6/10
tagi: punkowe tempo, latanie po ścianach, deskorolka, skład
gatunki: hardcore punk, powerviolence

Ta płyta jest dokładnie tym, czego moglibyśmy się spodziewać po chłopakach z Trash Talk i Touché Amoré. Duke Nuke Forever grają przebojowego hc punka w duchu Trash Talk. Wszystko sprawnie i szybko zagrane, łatwe w odbiorze, ale do tego z potężnym brzmieniem. Punkowe tempo sprawia, że mamy ochotę poodbijać się trochę od ścian i sufitu, a sama płyta jest kolejną, która doskonale nadaje się do zgrindowania jakiejś barierki na desce.  Jest to też płyta, która pozwala się bezproblemowo zajarać gatunkiem i za ten popularyzatorski wydźwięk należy im się duży plus.

 


Sordo – Tactical Precision Violence [2012]
(Nice Dreams Records)
moja ocena: 6/10
tagi: sample, humor, przestery, groove brzmienie
gatunki: fastcore, powerviolence, thrashcore

Sordo to ekipa pulchnych nerdów zajaranych latami 80-tymi i wszystkim co z nimi związane. Czyli: 8bitowe sample, wstawki z kultowych filmów oraz absurdalne, pełne humoru teksty. Muzycznie natomiast serwują to, co najbardziej lubię, czyli hałas, w którym największą rolę gra bas i perkusja. Takie brzmienie powoduje, że czujemy się bombardowani kolejnymi dźwiękami. Dodajmy do tego wściekły, oszalały wokal i mamy naprawdę sprawiające masę zabawy wydawnictwo. Bo głównie o frajdę z grania tutaj chodzi i przez całą epkę czujemy, że chłopaki podczas tworzenia tego wydawnictwa serio dobrze się ze sobą bawili, słuchacza pozostawiając gdzieś na drugim miejscu.

 


Dead In The Dirt ‎– The Blind Hole [2013]
(Southern Lord)
moja ocena: 7/10
tagi: gęstość, dewastacja, potężne brzmienie, sample
gatunki: grindcore, crust, powerviolence

To że Dead In The Dirt to pierwsza liga grindu słuchać już po tym, jak wielką robotę wykonuje u nich produkcja. Nie każdy może sobie pozwolić na takie brzmienie. Ale mimo czystego brzmienia płyta jest niebywale dewastująca. Brutalny grindcore podbity jest crustową energią i powerviolencowymi łamaniami tempa. Ściana dźwięku jest taka, że zapewniam:  gdy podczas słuchania położycie swoją nogę na subwooferze, na bank wybijecie sobie zęby. Jeśli lubicie takie składy jak From Ashes To Rise, to zapewne znacie już Dark In The Dirt. Bardzo polecam  – „The Blind Hole” zjada bez popitki ubiegłoroczną płytę Nailsów.

 


Holy – The Age of Collapse [2013]
(Adagio830)
moja ocena: 7/10
tagi: punkowe tempo, przebojowość, melodyjność
gatunki: hardcore punk, d-beat, powerviolence

Obniżone d-beatowe brzmienie i punkowe riffy powodują, że ta płyta idealnie nadaje się do zjazdu na snowboardzie z jakiegoś kurewsko pochyłego stoku. I nie ważne, że deskę na nogach mamy pierwszy raz, a przed nami spory uskok – nawet jeśli przy bolesnym lądowaniu połamiemy sobie ręce, to nadal możemy mieć sprawne nogi i z powrotem wskoczyć na dechę, mknąć dalej w zabójczo chwytliwym rytmie muzyki Włochów. Ta płyta jest tak przebojowa, że nie pozwala wyjść z transu nawet na chwilę. Poza tym to jedna z nielicznych pozycji, w których ewidentna melodyjność nie przeszkadza mi ani trochę.

 


Rapid Loss – Rapid Loss [2013]
(Self-Released)
moja ocena: 7/10
tagi: chropowatość, gruz, garaż, krew z oczu i uszu
gatunki: hardcore punk, powerviolence, noise

Kanadyjczycy grają mocno chropowaty hc punk z naleciałościami noise rocka. Brzmienie przywodzi na myśl takich klasyków gatunku jak chociażby SIEGE.  Jest mocno, szybko i agresywnie. Do tego gitary brzmią tak krawędziowo, że można by się nimi zaciąć. Chcesz poczuć nieprzyjemne mrowienie w mózgu i szpilki w uszach? Odpalaj „Rapid Loss”.

 


Siberian Hell Sounds – Siberian Hell Sounds [2013]
(Self-Released)
moja ocena: 7/10
tagi: sample, punkowe tempo, ściana dźwięku, plucie żółcią
gatunki: powerviolence, grindcore, sludge

Australijczycy serwują dobrze znany miks grindu, powerviolence i sludge’u. Jednak specyficzne, niewyraźne brzmienie jeszcze bardziej potęguje chaos. Strzelam w ciemno, że wokalista po koncercie musi wymieniać mikrofon na nowy, bo od żółci, która się wylewa z jego ust, z majka zostaje pewnie sam uchwyt. Nie ważne, czy kapela zaczyna grać szybko, czy zwalnia w iście sludge’owym klimacie – wokalista nieprzerwanie chce nas dopaść i skręcić kark. Pamiętajcie:  jak widzicie zespół z Brisbane w ciemno możecie uznać, że będzie zajebisty.

 


Soupcans – Parasite Brain [2013]
(Jack Shack Records/Telephone Explosion Records)
moja ocena: 7/10
tagi: choroba umysłowa, garaż, noise, trans
gatunki: noise punk, garage, powerviolence

Może świry z Kanady na wyrost znaleźli się w moim zestawieniu, jednak nie mogłem sobie odmówić okazji do promocji tego krążka. Ich dorobek to właśnie głównie garażowo-nojzowe klimaty, ale ta epka akurat posiada charakterystyczne dla powerviolence surowość i wkurwienie. Poza tym, jeśli lubicie takie filmy jak „Brain Damage”, „Slither”, czy „Night of the Creeps”, to macie właśnie przed oczami idealną dla nich ścieżkę dźwiękową.  Parasite Brain to niekontrolowane szaleństwo, prymitywne bodźce oraz czysta zwierzęcość, która na 12 minut przejmuje władanie nad naszymi mózgami.

 


Obliterations – Poison Everything [2014]
(Southern Lord)
moja ocena: 8/10
tagi: rock’n’roll, przebojowość, latanie po ścianach, na deskorolkę
gatunki: hardcore punk, powerviolence

Pewnie również na wyrost ta płyta znalazła się w tym zestawieniu, ale skoro wielu o muzyce Trash Talk mówi per powerviolence to dlaczego nie przyjąć podobnej miary względem Obliterations. Jest to dokładnie ta sama szkoła (i nie chodzi tylko o fryzury). Jest mega przebojowo, produkcyjnie schludnie (Ballou – wiadomo), z rock’n’rollowym feelingiem w stylu Black Breath. Do tego klasycznie: wokalista, który cię nienawidzi, agresywne i szybkie tempo oraz nieludzki perkman. Jedna z moich ulubionych płyt szeroko pojętego hc punka, głównie przez galopujące tempo, fajne kompozycje i rokendrollowy sznyt. Plus czasami dobrze zanucić pod prysznicem coś innego niż hity z lat 80-tych.

 


Purge. – Sewage [2014]
(Harm Reduction Records)
moja ocena: 8/10
tagi: dehumanizacja, precyzja, opętany wokal, agonia, cierpienie
gatunki: grindcore, powerviolence, sludge

Witamy w post-apokaliptycznym świecie, w którym zespoły tworzą maszyny. Taka jest właśnie muzyka Purge. Obdarta z uczuć, zdehumanizowana, a jedyne emocje jakie jej towarzyszą to cierpienie i złość. Odsłuch wprawia w stan agonii –  bije od niej taki chłód, jakby rzeczywiście wyszła spod bionicznych ramion robotów. Nie ma tutaj miejsca na nieczysty dźwięk bądź przejaw słabości; wszystko jest tak zautomatyzowane, że aż czujemy, jak płyta zaczyna znajdować wspólny język ze sprzętem na jakim ją odtwarzamy.

 


Meth Mouth – Waste Of Life [2014]
(Self-Released)
moja ocena: 7/10
tagi: gęstość, intensywność, agresja, dwa wokale
gatunki: powerviolence, thrashcore, hardcore punk

Muzyka Meth Mouth jest strasznie ponura i pełna beznadziei. Całkowitą rezygnację i przybicie podkreśla jeszcze obskurne brzmienie i surowy wokal. Całość zaś wybrzmiewa tak jak powinna, czyli jest szybko, twardo i – co najważniejsze – niesamowicie agresywnie. Dwa wokale korespondujące ze sobą w sprawdzonej formule wkurwienie/czysto doskonale współgrają ze zmianami tempa, których na płycie jest sporo.

 


Fucking Invincible – I Hate Myself and Want You to Die [2015]
(Atomic Action Records)
moja ocena: 8/10
tagi: skład, przebojowość, walec, intensywność, trans
gatunki: powerviolence, hardcore punk, noisecore

Alexis Marshall to również wokalista Daughters. Dziękuję, można się rozjeść. Wyobraź sobie, że Elvis Presley to postać z Quake 3 Arena i zamiast losowej broni walczy tylko głosem. Ta epka to właśnie taki Elvis Presley po wzięciu powerupa Quad Damage – rozwali każdego w drobny mak. (Pozdrawiam wszystkich fanów Q3.) Polecam całą dyskografię, bo wśród znajomych nie jest jakaś popularna, a dla mnie to jedna z najlepszych obecnie kapel w klimacie powerviolence.

 


Gay Kiss – Preservation Measures [2015]
(Sorry State)
moja ocena: 8/10
tagi: noise, punkowe riffy, galopujące tempo, przebojowość
gatunki: noisecore, hardcore punk, powerviolence

Poprzednie wydawnictwa Gay Kiss nie robiły na mnie przesadnego wrażenia – ot, ciekawa noise rockowa kapela z dziwną nazwą. Jednak na „Preservation Measures” zespół zaliczył sporą woltę i nagrał świetny mariaż noise’u z hc punkiem spod znaku takich kapel jak The Lowest Form czy White Wards. Wszystko wyprodukowane tak, że palce lizać. Chociaż produkcja jest krystaliczna, to już muzyka trąci stęchlizną. Jest brzydko, jest źle, jest odpychająco, a mimo to jesteśmy zahipnotyzowani od pierwszych dźwięków. Ta płyta jest właśnie dla ludzi takich jak ja – niepijących kawy i energy drinków. Stawia na równe nogi w niecałe 23 minuty i daje kopa na resztę dnia.

 


Hexzlahr – Demo [2015]
(Self-Released)
moja ocena: 6/10
tagi: gęstość, emocjonalność, krzyk, czyste wokale, gruzowate brzmienie
gatunki: screamo, powerviolence, emoviolence

Niemcy są chyba najbardziej subiektywnym z subiektywnych wyborów w moim zestawieniu. Głównie dlatego, że jestem wielkim fanem niemieckiego emoviolence, a Hexzlahr śmiało korzysta z dorobku swoich starszych krajan, takich jak Tristan Tzara, Dawnbreed, czy Akephal. Są zatem chwile totalnego szaleństwa przeplatane z czystymi, rozemocjonowanymi wokalami. Do tej receptury Hexzlahr dołożyli jeszcze agresję znaną – żeby nie wybiegać za granicę – z Yacøpsæ i dzięki temu otrzymaliśmy demo, które sprawiło, że czekam na więcej.

 


Absolute Power – Absolute Power [2016]
(Youth Attack!)
moja ocena: 8/10
tagi: przebojowość, super skład, stop’n’go
gatunki: hardcore punk, powerviolence

ABSOLUTE POWER to: Bones Brigade, Boston Strangler, Confines, Cut The Shit, Failures, Aerosols, Suburbanite, Charles Bronson, Das Oath, Veins, Orchid, Ampere, Vaccine – czyli 13 moich ulubionych kapel w jednej! Kocham każdego z tego składu, więc nawet średnio mnie interesuje, że Absolute Power brzmi jak kalka z Coke Bust, skoro tak naprawdę to Coke Bust brzmi jak kalka w/w kapel.

 


Magrudergrind – II [2016]
(Relapse Records)
moja ocena: 8/10
tagi: przebojowość, produkcja, wściekłość, maniakalność, intensywność
gatunki: grindcore, powerviolence, crust

Nie jest tajemnicą, że Relapse Records wygładza brzmienie do granic możliwości. Czy to plus, czy minus – zależy oczywiście od okoliczności. W przypadku takich płyt jak ta Magrudergrinda traktuję to jako atut, ponieważ perkusja nie brzmi jak blaszany bębenek, a każdy instrument słyszymy selektywnie i dokładnie. Dlatego za sprawą m.in. Kurta Ballou, Magrudergrind odszedł od klimatów Insect Warfare i Phobii na rzecz pulchnego PV spod znaku Nails czy Weekend Nachos. Nie razi mnie to wcale; płyta robi swoją ‚robotę’ – pozwala nam rozładować napięcie oraz zjednoczyć się z wokalistą we wspólnym wkurwie. No i oczywiście Chris Moore król dżungli as always.

 


Euthanized – Suffer [2016]
(Self-Released)
moja ocena: 7/10
tagi: obskura, tłuste riffy, piwnica
gatunki: black metal, powerviolence, stoner metal

Euthanized trochę przypomina mi Entombed, tzn. taki punk przepuszczony przez black metal. „Suffer” ma brzmienie z piwnicy charakteryzujące się basowym pogłosem, a do tego towarzyszą nam punkowe riffy, które zamiast malowania żelaznej powagi na naszej twarzy powodują drganie w kącikach ust. I nie wiadomo, czy strzelić sobie w głowę z tego nadmiaru mizantropii, czy może zacząć ochoczo tańczyć. Nad całością dodatkowo unosi się jeszcze specyficzny stonerowy klimat południa, nadający płycie hipnotyzującego charakteru.

 


Totally Rude Losers – Totally Rude Losers [2016]
(Self-Released)
moja ocena: 7/10
tagi: przebojowość, punkowe tempo, skate or die
gatunki: hardcore punk, powerviolence

T.R.L. to skondensowana energia. Tak brzmieliby Ramones, jakby grali do końca życia w garażu i na pożyczonym sprzęcie. Jest punk’n’rollowo, w zasadzie mimo licznych naleciałości to takie odwrotne powerviolence, bo rzadko kiedy słuchając tego gatunku mamy ochotę śmiać się od ucha do ucha. A tak właśnie jest z tą płytą – sprawia ona nie lada fun, stymuluje mięśnie karku oraz zachęca do wyjścia na dwór, aby wskoczyć na rower albo deskorolkę. Wokale długimi partiami są czyste, ba, są nawet chórki, ale fakt ten nie może przysłonić nam tego, że płyta przez całą swoją długość trzyma niesamowite tempo. No i plus za to, że znowu ma się ochotę posłuchać Ramonesów.

 


Unyielding Love – The Sweat of Augury [2016]
(Sentient Ruin Laboratories)
moja ocena: 7/10
tagi: łamane tempo, noise, intensywność, szaleństwo
tagi: powerviolence, noisecore, black metal, grindcore

Ta płyta to wypadkowa tak wielu stylów, że aż ciężko się połapać. Jednak najtrafniej opisze ją stwierdzenie, że doskonale pasowałaby jako brakujący element do kolaboracji Full Of Hell z Merzbowem. Idźmy dalej: weźmy z grindcore’u Mumakila, z black metalu Emperora, z noisecore’u Today Is The Day, a z powerviolence Column Of Heaven i mamy efekt finalny w postaci tej płyty. Od zawsze powtarzam, że wzorce w muzyce są najważniejsze, a Brytyjczycy bez wątpienia mają szerokie spektrum zainteresowań.

 


百合– Demo I [2016]
(Rubaiyat Records/Adorno Records/Dingleberry Records/Dent Row Records)
moja ocena: 7/10
tagi: surowość, krzyk, obskura, szybkość
gatunki: powerviolence, scream, emoviolence

Trochę ponad dwie minuty szaleństwa i rozpaczy. Potargane brzmienie gitar i oszalały wokal nie dają nam ani chwili wytchnienia; mimo że to tylko 120 sekund, to kapela ani na moment nie zwalnia. Tak brzmiałoby Tristan Tzara gdyby zabrać im wszystkie zwalniające i czyste partie. Emoviolence w swojej najsurowszej postaci. Jestem ciekaw, czy utrzymają taką formę na dłuższych wydawnictwach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.