PRZEGLĄD: powerviolence po 2010 #2

Za przegląd odpowiada Bartosz Krzewiński – autor fanpage’a Butem Po Pysku, fan muzyki uwalniającej emocje oraz horrów ery VHS z polskim lektorem. Wielki entuzjasta pióra Vonneguta i aktorstwa Charlesa Bronsona. Klasyczny piwniczanin, aczkolwiek kilka razy w roku zdarza mu się wypełznąć ze swojej nory na przaśne koncerty. Prywatnie introwertyk as fuck.

Część pierwsza: klasyczne PV


2. Damski wokal

 

           

Mindless – Human Conditioning [2010]
(Financial Ruin)
moja ocean: 8/10
tagi: obłęd, walec, wściekłość, chaos

Po odejściu Faizy Kracheni Hatred Surge straciło swój unikalny styl („Deconstruct” to jedna z moich ulubionych płyt w historii). Świadczy to o tym, że to Faiza była odpowiedzialna za ciężar, jaki towarzyszył tej kapeli. Jeśli więc szukaliście kontynuacji tego grindowego PV, zamiast kolejnej ich płyty z 2013 roku powinniście odpalić Mindless. Ciężar połączony z szybkością zdecydowanie wyróżnia Human Conditioning na tle innych płyt gatunku. Dla ciekawskich: Faiza gra obecnie w bardziej hc/punkowym Body Pressure.

Punch – Push Pull [2010]
(625 Thrashcore, Assault Records)
moja ocena: 8/10
tagi: wydrapię ci oczy, na deskę, latanie po ścianach, przebojowość

Punch to jedna z tych kapel, którą można zaliczyć do mainstreamowego PV – obok takich składów jak Nails, Weekend Nachos czy Trash Talk udało im się przebić do fanów spoza gatunku. Czemu zawdzięczają taką popularność? Na pewno dużej przebojowości, do tego dołożyć trzeba dobre brzmienie i hc punkową estetykę. W końcu jest to muzyka bardziej do poodbijania się od ścian i sufitu na koncercie, niż do enigmatycznego tupania nogą za arytmiczną strukturą. Nie silą się na zbędne kombinowanie – grzeją prosto i do przodu. Tytuł płyty „Push Pull” kojarzy mi się z memem, gdzie typ wyjaśnia, że aby wyjść ze strefy komfortu trzeba ciągnąć drzwi z napisem ‘pchaj’. Podobnie jest z tym krążkiem; słuchając tych nagrań mamy wrażenie, że wokalistka chce nas sponiewierać od góry do dołu i przeczołgać po podłodze. Jedna z moich ulubionych płyt w gatunku.

Eunuch – Eunuch [2010]
(Eunuch Records)
moja ocena: 7/10
tagi: lo-fi, damski skład, obskura, zgnilizna

Eunuch jest ewenementem na scenie – to jedna z nielicznych kapel PV, w której skład wchodzą wyłącznie dziewczyny. I to, co zrobiły na tej płycie, upoważnia do tego, aby mówić o nich jak o klasyce nowej fali PV. Jest surowo i zimno. Do tego wszystko nagrane z odpowiednio syfiastym brzmieniem, przez co mamy wrażenie, że całość to zapiski jakiejś próby w piwnicy. To jest właśnie powerviolence, a nie jakieś wymuskane akordy spod znaku Nails. Dla mnie, jeśli chodzi o tę szufladę – im gorzej, tym lepiej. Stąd moja duża sympatia dla tego typu krążków.

Rape Revenge – Rape Revenge [2010]
(xTRUEx)
moja ocena: 7/10
tagi: znajdę cię i zabiję, stracić wszystkich kolesi, krzyk i gniew

Kino rape and revenge to dość specyficzny gatunek filmowy. Pokrótce: oś fabularna wygląda tak, że na początku bohaterkę spotyka jakaś straszna krzywda ze strony facetów, po której dziewczyna, zamiast zamknąć się w sobie i udać do psychoterapeuty, postanawia sama wymierzyć sprawiedliwość i zemścić się na swoich oprawcach (polecam chociażby szwedzki „Thriller – en grym film” czy „I Spit on Your Grave”). Z kanadyjską kapelą sprawa ma się podobnie – od wokalistki aż zionie nienawiścią do szowinistycznych mężczyzn, teksty są mocno feministyczne, ale też mówiące o prawach zwierząt. Muzycznie jest to wściekły powerviolence, który dryfuje gdzieś między fastcore’ową szybkością a powerviolencowym ciężarem.

Stresscase – Cut Me Off [2011]
(Effusion Records)
moja ocena: 7/10
tagi: wściekłość, duszność, maniakalność

Podwójne damsko-męskie wokale, które przeplatają się na „Cut Me Off”, przywodzą na myśl takie klasyki jak Despise You czy Detestation. O ile męski wprowadza brutalność i zwierzęcą siłę, to damski nadaje wszystkiemu charakteru i wyzwala niesamowite pokłady energii. Jest takie słowo w języku angielskim: gnarly. Jego polskie dosłowne tłumaczenie nie ma sensu, ale można powiedzieć, że to coś między ekstremalnym a radykalnym, między szaleństwem a perfekcją. I właśnie taka jest muzyka Stresscase. Trudna do zdefiniowania, jednak pełna ładunku emocjonalnego i agresji. Jednym słowem – GNARLY.

Hoglust – Support Hate [2011]
(Grindcore Karaoke)
moja ocena: 6/10
tagi: gniew, groovy, dwa wokale, sample

Wokalistka Hoglust ma w sobie tyle gniewu, że słuchając tej płyty mamy wrażenie, że swoje pretensje kieruje bezpośrednio do słuchacza. Intensywność tej płyty jest powalająca; miejscami czuje się, że kapela to trochę DespiseYouwannabe, ale w żadnym wypadku nie jest to zarzut – raczej radość, że jeszcze są zespoły stawiające podwójne, walczące ze sobą wokale. Poza tym te sample świni i płaczu dziecka z pierwszego numeru w pełni oddają to, co dzieje się na reszcie albumu.

Congenital Death – From My Hands [2012]
(Ranch/ Molars & Fangs)
moja ocena: 7/10
tagi: hałas, dwa wokale, szaleństwo

Płyta filadelfijczyków już (niestety) bez wokalistki Kerri, która postanowiła iść swoją drogą. Wielka szkoda, bo mix, jaki serwowało xCDx, to niezwykły kolaż stylów: noise rock z czystymi wokalami, galopujący hc punk, toporny i ultraszybki powerviolence. Mało gdzie spotyka się tak udaną mieszankę zachowującą charakter gatunku i nie popadającą tym samym w dziwactwo.

Curmudgeon – Curmudgeon [2012]
(To Live A Lie/ Bullshit Propaganda Records)
moja ocena: 6/10
tagi: polski ślad, walec, gruz, fast&slow

Wokalistka Kristina Krysiak, o swojsko brzmiącym imieniu i nazwisku, musi mieć coś wspólnego z Polską – to tak w formie ciekawostki. Muzyka „mruków” jest niespecjalnie skomplikowana, w zasadzie jest siermiężna do granic możliwości. Prosty przepis na najbardziej kopiące PV: szybko łamane przez wolno. I tutaj ta receptura sprawdza się kolejny raz doskonale. Wszystko w duchu lat 90-tych z odpowiednio popsutym brzmieniem.

Necklacing – I [2012]
(Self-Released)
moja ocena: 6/10
tagi: sludge’owe brzmienie, doomy, gęstość, intensywność, szybkość

Jedyna z tych kapel, kiedy byłem przekonany, że na wokalu jest ziomek. Wszystko przez to, że muzyka jest tak intensywna, a brzmienie tak ciężkie i podbite, że naprawdę trudno wyłapać w tym wszystkim wokal. Niemniej jest on doskonałym uzupełnieniem tego dzieła zniszczenia, z którym mamy do czynienia przez te kilka minut. Przez 6 numerów kapela pędzi jak oszalała, nie dając ani chwili oddechu; dopiero ostatni numer przenosi hołd dla kapel sludge metalowych i przez blisko 3 minuty rozciąga i łamie kości.

Sick Fix – Vexed [2012]
(A389 Recordings)
moja ocena: 6/10
tagi: skład, lament, metaliczne brzmienie, walec

Sick Fix tworzą ludzie z Coke Bust i Magrudergrind, więc musiało być dobrze. Dodatkowo płyta została wydana w kultowej już A389, przez co brzmienie charakteryzuje się metalicznym/dark hardcore’owym brzmieniem. Muzycznie jest blisko takich ekip jak właśnie Coke Bust czy Left4Dead, czyli mamy taki hc pank z wykopem na sterydach – niby przystępny i łatwy w obyciu, jednak kiedy trzeba potrafiący strzelić znienacka w pysk. Plus wiadomo: od w/w kapel różni go dziewczyna na wokalu.

Venkman – Venkman [2013]
(Cow Catcher Records)
moja ocena: 7/10
tagi: sample, humor, szybkość, fast&slow

Bill Murray is the coolest human being alive, a jego rola dr Venkmana to jedna z moich ulubionych. Co do samej kapeli – jak zwykle przy nazwie nadawanej według klucza sławny aktor/postać/muzyk możemy spodziewać się dość specyficznego poczucia humoru i sporej ilości sampli. Poza tym mamy do czynienia z przebojowo zagranym thrascore’em w duchu powerviolence. Doskonałe na deskorolkę oraz na rower. Świetnie pozwoli utrzymać nam spore tempo poruszania się. Kolejna z kapel, która spore inspiracje czerpie z mojego ukochanego Scholastic Deth.

Last Words – Last Words [2013]
(To Live A Lie)
moja ocena: 6/10
tagi: przebojowość, opętanie, furia

Numer otwierający wręcz ocieka złością i frustracją. Wokalistka ma specyficzny i dość niespotykany głos w gatunku – takie połączenie wysokich rejestrów, krzyku i black metalowego skrzeku. Niemniej, można do tego przywyknąć. Ba, można polubić tę dziką wściekłość, mimo że przeszywa aż do szpiku kości.

Bleed the Pigs – Overcompensations for Misery [2014]
(Self-Released)
moja ocena: 7/10
tagi: chrzanić patriarchat, walec, stop’n’go, chaos, diy

Kayla Phillips to jedna z najbardziej barwnych postaci na scenie PV. Kolorowa nie tylko ze względy na kolor skóry, ale też tatuaże, stroje i fryzury. Dziewczyna jest zagorzałą feministką, czynnie walczącą z męskim szowinizmem. Kapela to totalne DIY, co podkreślam, ponieważ na płycie tego zupełnie nie słychać. Mimo że wydawali ją sami, to brzmienie jest przepotężne. Wszystkie instrumenty, chociaż tworzą niewyobrażalny chaos, są dobrze słyszalne. Dzieła zniszczenia dopełnia obłędny wokal, fundujący nam trepanację czaszki.

Cheap Art – Desocialized [2014]
(Hygiene Records/ Reality Is A Cult)
moja ocena: 6/10
tagi: masywność, walec, szybkość, wściekłość, fast&slow

Cheap Art serwuje dewastujący fastcore. Nie zwiastuje tego początkowa, masywna i ociężała kompozycja. Jednak już w drugiej części intra zostajemy szybko sprowadzeni do parteru, a muzycy xCAx z obłędnym uśmiechem na ustach skaczą nam po głowie. Słuchanie tego materiału jest jak tarcie uchem o papier ścierny albo drzazga w oku – wywołuje spory dyskomfort, którego chcemy się jak najszybciej pozbyć.

Healer – Healer [2015]
(Nerve Altar)
moja ocena: 7/10
tagi: dwa wokale, połamane riffy, zmienne tempo, punkowy klimat, softviolence

Healer znalazł się w moim zestawieniu może trochę na wyrost, ponieważ nie jest to do końca PV; bardziej agresywny hardcore punk, natomiast dziewczyna jest tylko supportującą wokalistką. Jednakże takich bujających riffów na próżno szukać w innych składach, a liczne zmiany tempa tak naprawdę są na tyle subtelne, że nie wyprowadzają z pozytywnego amoku. Poza tym to kolejna super propozycja z serii skateordie, więc jeśli tylko jeździcie polecam zgrać „Healer” do swojego odtwarzacza.

Manhunt – Manhunt [2015]
(Lethal Dose Records/ 625 Thrashcore/ Regurgitated Semen Records)
moja ocena: 7/10
tagi: Australia, sample, równia pochyła, dwa wokale, nienawidzę ludzi

To po prostu chory, brudny i zły materiał. Cała płyta mogłaby być synonimem słowa nienawiść. Ultraszybkie tempo utrzymane jest przez prawie całe 17 minut, a gdy już zwalnia, to tylko po to, aby unieść słuchacza w powietrze i złamać jego kręgosłup na kolanie. Bas jest mocno zniekształcony, gitary przesterowane, zaś perkman wypluwa niezliczoną ilość blastów. Australia kolejny raz dowodzi!

Riposte – Demo [2015]
(Self-Released)
moja ocena: 7/10
tagi: Francja, screamo, przebojowość, szorstkość, gruz, fast&slow, łamane tempo

Rispote tworzy połowa składu francuskiego oi!owego Rixe. O ich muzyce nie ma co się specjalnie rozpisywać: 185 sekund czystego szaleństwa. Tak wyczerpującego, że po przesłuchaniu można się poczuć jak po przebiegnięciu kilku kilometrów. Oprócz klasycznych blastów, ultraszybkości, częstych zmian tempa i połamanych riffów, mamy też wokalistkę, która jest jakby żywcem wyjęta z jakiejś kapeli screamo. No ale wiadomo – FRANCJA.

Closet Witch – Black Salt [2015]
(Self-Released)
moja ocena: 6/10
tagi: chaos, krzyk, potężne brzmienie, sample

Kocham ten album, gdy jest uosobieniem furii i chaosu. Jednak szczerze nie znoszę, kiedy kapela serwuje męczące, nie nie wnoszące do materiału – poza zbędnym oddechem –  przestoje, które w takich wydawnictwach nie są konieczne. Widać, że Closet Witch starali się kombinować z wieloma gatunkami, niestety z różnym skutkiem. Lecz dla tych gęstych i intensywnych fragmentów, przenoszących nas w stan agonalny, warto się zapoznać z tym materiałem. No i wokalistka jest naprawdę sympatyczną dziewczyną, mimo że tego do końca nie słychać.

Strafplanet – Big Feelings [2015]
(Contraszt! Records)
moja ocena 6/10
tagi: Austria, sample, dwa wokale, intensywność, nienawiść

Flo, czyli perkusista i drugi wokal Strafplanet, gra też w punkowym Catholic Guilt, które dane mi było widzieć na żywo kilka lat temu – bardzo energiczna postać. Zaś samo Strafplanet to agresywniejsza wersja niemieckiego Svffera. Co jest niezwykłym atutem, bo tam, gdzie Svffer w momentach chaosu szuka wyciszenia, tam Strafplanet pędzi dalej jak oszalałe. Brzmienie jest czysto hc punkowe, jednak nienawiść i wściekłość generowane podczas słuchania, zdecydowanie pozwalają „Big Feelings” wpisać w nurt powerviolence.

Goolagoon – Life On Crime [2016]
(Self-Released)
moja ocena: 7/10
tagi: humor, Spongebob, surfpunk, sample, thrashcore

Mimo całej tej niepoważnej otoczki oraz humoru, jaki towarzyszy kapeli od powstania, nie można nie zauważyć, że jest to jedna z lepszych ekip grających obecnie thrashcore. Znów muszę przywołać swoje ulubione Scholastic Deth, ale bez nich nie byłoby Spongcore i Goolagoonu. Inspiracja jest tak słyszalna, że wręcz czuć uwielbienie bostończyków dla swoich starszych kolegów. Ale wracając do muzyki. Mamy klasycznie dużą ilość sampli, w tym przypadku z kreskówki. Są specyficzne, charakterystyczne dla thrashcoreu wokale, oczywiście odpowiednio wnerwione, do tego raz szybko, raz wolno i głowa odbijająca się od ściany do ściany. Czysta energia i znów pełna rekomendacja dla skejterów. Czyli PATRICKVIOLENCE w pełnej krasie. Czekam jeszcze na Adenturetimecore i rick&morty punk i mogę umierać.

Escuela – Non Serviam [2016]
(Self-Released)
moja ocena: 6/10
tagi: crust, piwnica, brud

Jedna z tych kapel DIY tworząca swoje krążki niskim kosztem. W takim gatunku jak PV może to przynieść tylko korzyści. Brzmienie jest ultra brudne, czuć crustowe zacięcie, a całość brzmi jakbyśmy z II piętra słuchali próby kapeli z piwnicy. Już od pierwszej sekundy zostajemy zbombardowani nawałnicą dźwięków, a perkusista brzmi jak pieprzony automat. Totalnie bezpretensjonalne i szczere nagranie!

Sick Shit – Softcore [2016]
(Self-Released)
moja ocena: 6/10
tagi: agresja, thrashcore, szybkość, krzyk, dwa wokale

Niech nie zmyli was okładka. Sick Shit to pełnokrwisty PV/thrashcore. Przywodzi mi na myśl australijskie Extortion – tyle że z żeńskim wokalem. Tempo jest wręcz obłędne; niestety wokalistka trochę nie nadąża za całą tą gonitwą i jest pod muzyką. Nie zmienia to faktu, że dziewczynom w punku jestem w stanie wybaczyć prawie wszystko i tutaj również nie przeszkadzają mi aż tak bardzo te małe potknięcia. W końcu liczą się emocje!

Weak Ties – Weak Ties [2016]
(Colossus Tapes/Knochen Tapes)
moja ocena: 6/10
tagi: Niemcy, dwa wokale, gęstość, punkowe riffy

Zapewne kojarzycie okładkę płyty „in heaven, everything is fine” lovechild. Żadna okładka tak mnie wcześniej nie zwiodła – aż do czasu Weak Ties. Szczerze myślałem, że będę miał do czynienia z jakimś modern/melodic hardcore punkiem; tymczasem dostałem już od pierwszego numeru po głowie rozwścieczonym powerviolence. Dwójka wokalistów uwija się jak w ukropie, powodując u słuchacza rozrzucenie myśli po całym pokoju. Laura jest niestety tylko wokalistką supportującą – nie zmienia to faktu, że to ona robi największą robotę na tej 8 minutowej epce. Niemcy jednak mają to do siebie, że zazwyczaj produkcja takich krążków jest zbytnio spłaszczona i wylukrowana, przez co traci na obskurności, tak pożądanej w powerviolence.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.