PODSZEPTY: Magda TER o „Remains”

W PODSZEPTACH twórcy mówią o swoich inspiracjach. W piątej części Magda Ter opowiada o „Remains”, drugim solowym wydawnictwie (label Jasień).


Kiedy zaczynałam pracę nad „Remains” w głowie miałam przede wszystkim myśl, jak odejść od „Fingerprints” (pierwszy album Magdy – przyp. trzy szóstki). Początkowo starałam się przede wszystkim eksperymentować z warsztatem. „Fingerprints” w całości nagrałam improwizując na modularze, potem poprosiłam Andrzeja Załęskiego o dogranie perkusji. Tym razem chciałam, żeby większość była zaplanowana i głównym narzędziem miało być MPC1000. Tak przygotowałam materiał na koncerty. Pierwszą ideą było zrobienie czegoś z wykorzystaniem wokalu, nie chciałam śpiewać, ale interesujące wydawało mi się samplowanie i cięcie głosu, tak jak robił to Winston Tong na płycie „Miserere” albo Sussan Deyhim i Richard Horowitz na „Desert Equations”. Interesowało mnie rytmiczne wykorzystanie drobnych sampli głosu. Przygotowałam dużo takich rzeczy, ale finalnie bardzo mało tego zostało na płycie… W ogóle mało zostało z pierwotnych założeń.

Zawsze lubiłam „Lushlife” Bowery Electric i „Ghost” Third Eye Foundation, dodatkowo zaczynając nagrywać „Remains” sporo słuchałam „Ex Patris” Van Wissema i „Pink Moon” Nicka Drake’a, przypomina mi się jeszcze „Second Time Around” japońskiego Ghost – te płyty pozornie niewiele łączy, ale wszystkie są minimalistyczne, może poza Ghost.

Chyba lubię jak się mniej dzieje na płytach i nagrywając „Remains „wolałam się skupić na pojedynczych brzmieniach. Może najwięcej na „Remains” jest z Third Eye Foundation – choć to, co Elliott robił z rytmem, ja robiłam z plamami – nieraz są trochę połamane…

W trakcie pracy nad „Remains” z Tomkiem Mirtem wyjechaliśmy do Nepalu, a potem na prawie pozbawioną ludzi wyspę Aduang. Wieczorami siedzieliśmy z kupionymi w Nepalu misami, trudno powiedzieć, żebyśmy grali na nich, po prostu siedzieliśmy i od czasu do czasu bez sensu w nie pukaliśmy, ale to był dźwięk i doświadczenie, które gdzieś we mnie zostało.

Kiedy wróciliśmy, po dwóch czy trzech koncertach, miałam dość zwarty materiał przygotowany na MPC i kilku syntezatorach połączonych dzięki MIDI – wszystko w najlepszym porządku. Równocześnie powstało jednak kilka utworów stworzonych w bardziej swobodny sposób z wieloma partiami zagranymi na żywo. Po zarejestrowaniu wszystkiego uświadomiłam sobie, że plan nie działa tak, jak zakładałam i bardziej podobają mi się swobodne nagrania, jedynie uzupełnione tymi zaplanowanymi – może to efekt doświadczeń jeszcze z Brasil, a może właśnie tych wieczorów z Koh Aduang.

Na „Remains” wpływ miał pewnie soundtrack do „Ucieczki z Nowego Jorku” – katujemy go często w samochodzie. Lubię takie proste, syntetyczne retro brzmienia, zwłaszcza ten bas Carpentera.


Posłuchaj „Remains”:

Posłuchaj singla „Core”:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.