Cztery płyty #4 [04/17] (Chelsea Wolfe, Stefan Węgłowski, Kelly Lee Owens, Manu Louis)

Chelsea Wolfe – Hiss Spun (Sargent House)

Chodzą słuchy, że Chelsea Wolfe zbrutalizowała brzmienie. Prawdę mówiąc nieszczególnie to odczułem. W teorii „Hiss Spun” śmiało korzysta z doom metalowych tąpnięć, ale Wolfe nie traktuje tego w kategoriach dobrodziejstwa – wciąż skupia się głównie na gotyckich ścieżkach. Tu podrzuci darkwave, w innym miejscu zaszumi, nie pogardzi post-metalicznym połyskiem. Umówmy się: jest to nader przyjemnie. Jedyny problem polega na tym, że to trzecia z kolei płyta Amerykanki, która nie wnosi nic nowego. A nie chciałbym myśleć o Chelsea Wolfe jak o rzemieślniczce.

doom metal | gothic rock | darkwave | noise rock

stopień rekomendacji: całkiem wysoki


Kelly Lee Owens – Kelly Lee Owens (Smalltown Supersound)

Kelly Lee Owens bawi się zapałkami – przemyca do ambientalnego techno pokaźne cząstki dream/art popu. Wystarczyłaby jedna iskra, aby debiutancki album bardzo szybko spłonął. Największym problemem nu-art popu jest wręcz chorobliwe komplikowanie najprostszych motywów oraz barokowe ambicje twórców zmieszane z „fascynacją futuryzmem”, co niejednokrotnie prowadzi do „nowych rozwiązań”, które tak naprawdę w ostatnich latach przerabialiśmy już dziesiątki razy. W tym przypadku tak się nie dzieje. Owens wie, jak powiązać downtempo z oszczędnym techno, żeby całość miała trip-hopowy posmak; nie unika prostych, przejrzystych melodii; dba o to, żeby każdy pomysł można było zinterpretować na kilka różnych sposobów; ujmuje zachowawczością.

ambient pop | tech house | art pop | minimal techno | downtempo

stopień rekomendacji: wysoki


Stefan Węgłowski – Contemporary Jewish Music (KAIROS)

Podczas sesji z „Contemporary Jewish Music” odczuwałem niepokój. W sumie, kogo ja chcę oszukać – dwa razy naprawdę się przestraszyłem. I może nie powinienem tak robić, ale wówczas mimowolnie lepiej myślę o danej płycie. Wywołanie takich reakcji to ogromna sztuka, którą trzeba docenić. Stefan Węgłowski nie bawi się w półśrodki, działa bezpośrednio i celnie. Posępny, złowrogi ambient to główne elementy całego wydarzenia, lecz bez jazzowo-poważkowych partii efekt byłby znacznie słabszy. A tak wszystko pulsuje.

modern classical | jazz | dark ambient | drone

stopień rekomendacji: wysoki


Manu Louis – Kermesse Machine (Iglectic)

Dla „Kermesse Machine” robię mały wyjątek, ponieważ zostało wydane w 2016. Manu Louis pochodzi z Belgii i gra pop. Właściwie to ekstatyczny pop złożony z wielu elementów. Manu wyznaje hardkorowy eklektyzm i krąży wokół klasycznej francuskiej piosenki, synthów, quasi-orkiestralnych partii, psych i prog popu – oczywiście wszystko z pewnym przymrużeniem oka. Trochę jak Lemon Demon, trochę jak of Montreal (z tych lepszych czasów). Ot, szalone, melodyjne utwory, niepozbawione hooków, ładnie zaaranżowane oraz – tak po prostu – bardzo sympatyczne.

chanson | synth pop | psychedelic pop | baroque pop

stopień rekomendacji: powyżej średniej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.