Przegląd: Piętrowe Piosenki #1 – polska elektronika na bandcampie

Przegląd przygotowała Emilia z fanpage’a Piętrowe Piosenki.


Miałam zacząć jakąś petardą – jednym zdaniem, które błyskotliwie wprowadzi do cyklu, ale kilka spraw trzeba jednak dopowiedzieć. Na przykład to, czym są Piętrowe Piosenki i jaka idea im przyświeca. W tym celu muszę się odrobinę uzewnętrznić i wyjaśnić, czym ten projekt był wcześniej, dlaczego powstał i jak to się stało, że obecnie ma taki, a nie inny kształt.

Nazwa fanpejdża to taki mini-hołd dla Wojciecha Bąkowskiego, który jest dla mnie postacią szczególną. Trafiłam na jego muzykę w 2009 roku, szukając – uwaga, uwaga! – polskiej zimnej fali. Na jakimś forum ktoś napisał, że GrupaKOT to takie rapsy, ale na zimnofalowych bitach. Sprawdziłam i rzeczywiście, słychać trochę szorstkości w podkładach Kota, to takie penerskie flow na no-wave’owym tle. Kilka miesięcy później, pod koniec lutego 2010, premierę miał album „01” Niwei i tam również – choć w nieco bardziej przyswajalnej odsłonie – melorecytacja Bąkowskiego przesiąknięta była wszechobecnym chłodem, jakimś bliżej nieokreślonym niepokojem. No i tak zaczęłam szukać, dopytywać o te rapsy i post-punki, aż dokopałam się do katalogu wrocławskiego Qulturapu, gdzie znalazłam Etamskiego, Polaroid Android i Co. I wtedy już nie wiedziałam, co jest czym, bo granice między stylistykami nie tylko były mocno zatarte, ale też wchodziły jedna na drugą w miejscach, w których nie powinno się to zdarzać (dada rap na abstrakcyjnym, „Zabrudzonym garniturze”, gdzie glitch nie oszczędza nawet punka). Tak się złożyło, że w odtwarzaczu najczęściej kręciła się wtedy Niwejka, no i tak sobie pomyślałam, że te „piętrowe piosenki” to chyba właśnie to – że to muzyka po prostu jest piętrowa.

Nie powinno więc dziwić, że działając pod tym szyldem, mówiłam w rozgłośni radiowej o jazzie i hiphopie, opowiadałam o techno prosto z Niemiec i polecałam post-punki, przeplatając je indie folkowymi bujankami. Zawsze jednak wspólny mianownik był bardzo wyraźny – starałam się, aby wszystko, co wyszukuję, było dostępne do darmowego pobrania lub nieograniczonego streamowania. I właśnie o to chodzi teraz na fanpejdżu. Treść cyklu będzie różna, ale platformy streamingowe i rodzime projekty będą odgrywały w nim wiodącą rolę. Plan jest taki, aby sporo polecać, niekoniecznie dużo analizować, dlatego ograniczać się będę do krótkiego opisu, uzupełnionego muzyką i przydatnymi linkami.


Disordered – Squiggly [EP] [2013]
(Soul Asylum)

Disordered to Józef Buchnajzer, pochodzący z Kalisza producent, obecnie mieszkający w Poznaniu. Związany jest z takimi przedsięwzięciami, jak I’m so addicted, Dobry wieczór i Soul Asylum Records. Dla tego ostatniego labelu nagrał wydane w 2013 roku „Squiggly EP”. Taneczną, przebojową, ale wcale nie prostą. Zawarte na niej trzy utwory dość wyraźnie nawiązują do takich brzmień, jak nu-beats, uk funky, house, czy uk garage i – jak pisze sam Józef – są oparte na „powywijanych i poskręcanych” ścieżkach. Nagrania są soczyste, konkretne i nieprzekombinowane, dzięki czemu płyną ładnie i brzmią lekko. Moim faworytem jest „Like the way”, czyli kawałek zamykający. Daję słowo, że jeśli posłuchacie go w piątek po 21, kompulsywnie zaczniecie poszukiwać jakiejś imprezy na mieście.


Polaroid Android – Definicje [2009]
(Qulturap/Antena Krzyku)

Wspominałam o nich we wstępie, ale wątek Polaroid Android chciałabym bardziej rozwinąć. Jedna z ciekawszych rzeczy, jakie wydał Qulturap, naładowana znaczeniami i kontekstami, ostra, momentami wręcz dosadna. O „Definicjach” najczęściej myślę w kategorii „wściekłych rapsów” – wściekłych zarówno w warstwie brzmieniowej, jak i tekstowej. Wydawnictwo mocno zaangażowane społecznie, osadzone na kłujących bitach. Wszystko jest tu kwaśne, zgrzytające i szczypiące w oczy. Nawet na bandcampie wisi informacja, że są to dźwięki głęboko osadzone w tradycji punk rockowej, noise’owej i industrialnej rebelii, gdzie pierwotne odwołanie do hip-hopu odbija się nieco zniekształconym, ale wciąż wyraźnym echem. W środku między innymi Roszja ze Sfondu Sqnksa i Saulik, którego można kojarzyć z Me, Myself and I.


Kybel – Different Faces [2017]
(Monochrome Recordings)

Nigdy nie przepadałam za drum’n’bassem i mimo wielu prób, trudno było mi się przekonać do tej stylistyki. Podejść miałam więcej, niż milion, ale zawsze słuchanie kończyło się zmęczeniem i uczuciem niewygodnego ucisku. Dopiero cykl poznańskich imprez DrumObsession otworzył dla mnie drum’n’bass na nowo, pokazując jak bardzo przestrzenne mogą być to dźwięki. Podobnie jest z tegorocznym wydawnictwem Kybel (nazwa sprawia mi trochę kłopotów – czy powinnam użyć odmiany „Kybla”? Trochę się krępuję) – niby pędzi, jak na d&b przystało, w nagraniach ciągle coś się dzieje, ciągle coś jest w ruchu, ale mimo tego „Different Faces” zdecydowanie może być też muzyką tła. To takie kolaże, które nieustannie drżą, a od czasu do czasu zaczynają wirować.


Lux Familiar – The Right Way [EP] [2017]
(Polish Juke)

„The Right Way EP” zawiera wszystko, co najlepsze w twórczości LF – soczysty juke, szybkie tempo, jazzowe wstawki, odniesienia do funku, nawiązania do hip-hopu i sample wplecione tak błyskotliwie, że momentalnie wpadają w ucho. Materiał zdecydowanie taneczny, ale też dostojny. Nagrania z jednej strony przywołujące na myśl upalne, wilgotne lato, z drugiej natomiast bogate w elegancję za sprawą skrojonych na miarę bitów. Słucha się przyjemnie, bo też dużo jest w tym wdzięku. Pasuje na majówkę, może też towarzyszyć w wakacje. Aż dziwne, że wydane w środku zimy.


Echolette – Dreamers [EP] [2015]

Na temat Echolette pisałam już na fanpejdżu, ale „Dreamers” spodobało mi się na tyle, że postanowiłam wspomnieć o wydawnictwie także tutaj. Cztery nagrania, IDM-owy, trochę dubowy klimat, rozmyte wokale i senna, leniwa atmosfera. Jest w tym dużo delikatności, którą uzupełniają spokojne, choć jednak trochę połamane bity. Łagodny, ale na pewno nie nudny album, którego zawartość doskonale współgra z tytułem. I przy okazji odpowiednie na zamknięcie tego przeglądu, bo przyda się trochę wytchnienia po klubowym Disordered, rozdrażnionym Polaroid Android i podkręconym Kybel (Kyblu? Huh).

One Reply to “Przegląd: Piętrowe Piosenki #1 – polska elektronika na bandcampie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.