Oxbow – Thin Black Duke (2017)

Oxbow już dawno temu uzyskali kultowy status, chociaż tak naprawdę nigdy nie zdobyli szczególnie wielkiej popularności. Noise rockowi załoganci pewnie z tego powodu bardzo się cieszą, ale dla mnie to raczej powód do smutku. Istniejąca już od 28 lat grupa ma na swoim koncie – licząc z najnowszym wydawnictwem – siedem fantastycznych płyt, a większość z nich w dużej mierze wyznaczało nowe kierunki post-hardcore’u i noise rocka.

Odnajdywali się w każdej kolejnej dekadzie. Można nawet zaryzykować, że lata zerowe były jeszcze lepsze niż dziewięćdziesiąte: „An Evil Heat” (2002) oraz „The Narcotic Story” (2007) należą do najmocniejszych punktów ich dyskografii. Przez lata styl Oxbow ewoluował, lecz zawsze fundamentem była osobliwa fascynacja bluesem – i to raczej bluesem, którym parał się Captain Beefheart. Awangardowe ciągoty nie oznaczały bynajmniej, że muzyka Oxbow zorientowana była na formę. Nawet już na pierwszym, z lekka no wave’owym wydawnictwie „Fuckfest” (1989) nie obawiano się wrzucić do obiegu lotnych motywów. W tym paraliżująco dusznym brzmieniu, okraszonym opętanymi wokalizami i melorecytacjami Eugene’a S. Robinsona, zawsze znajdowało się sporo urzekających melodii.

Po dziesięciu latach od ostatnich nagrań wreszcie pojawiło się „Thin Black Duke”. Jeśli miało coś się popsuć w tej pięknej historii, to właśnie teraz, po tak długiej przerwie. „The Narcotic Story” mogło być idealnym pożegnaniem; zamknięciem, o którym marzą prawdopodobnie niemal wszyscy artyści. Ale to jest Oxbow, a ci kolesie nigdy się nie mylą.

„Thin Black Duke”? Symfoniczne wariacje wplecione w przefiltrowane przez Toma Waitsa „The Eye of Every Storm” Neurosis z nutą zaburzonego noise rocka. Nie mam pojęcia, czy ktoś inny mógłby na coś takiego wpaść. I zrobić to aż tak dobrze. Wprost uwielbiam, w jaki sposób jest tutaj kontrolowany rozmach. Co rusz możemy usłyszeć smyczki, trąbki i fortepian, ale zawsze każdy z tych elementów jest dawkowany w eleganckich dawkach. Nawet nie chodzi o to, że ani razu nie nadepnięto na minę; klubowo-barowa naturalność Oxbow wpleciona w symfoniczne uniesienia prowadzi do pięknych i nieprzewidzianych konsekwencji. Jestem tym zauroczonym.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.