O „Zepsutej szklanej kuli” – krótka odpowiedź

27 października na łamach Dwutygodnika ukazał się tekst „Zepsuta szklana kula” ([LINK]) Bartosza Sadulskiego.


Na wstępie wyjaśnię, co łączy mnie z Trupą Trupa. Znam ich twórczość, lubię „Headeche”, lubię nowa płytę (o której pewnie napiszę kilka słów w niedalekiej przyszłości), z Grześkiem Kwiatkowskim (zbieżność nazwisk przypadkowa ) – wokalistą grupy – niedawno przeprowadzałem wywiad. Mam o chłopakach dobre zdanie, chociaż nie jestem wielkim fanem. Szanuję. To wszystko.

Szanuję również pomysł na tekst. Recenzja, która nie jest recenzją, ze szczyptą kontrowersji i wkładaniem kija w mrowisko – świetna sprawa.

Tylko coś tu nie gra.

Po rzeczowym (informacyjnym) wstępie Bartosz Sadulski porusza temat formy promocji grupy uprawianej przez Grzegorza Kwiatkowskiego. W tym momencie robi się dziwnie i – przynajmniej dla mnie – zabawnie. Najpierw dowiadujemy, że Kwiatkowski już jako młody poeta wspominał często o swojej twórczości innym autorom i krytykom, co sprawiało, że ci „rozwijali umiejętności miękkie, takie jak asertywność”. Wcześniej zaś autor podkreśla, że była to promocyjna nadaktywność (według kogo? według jakiej definicji?), chociaż skuteczna (skuteczną promocję można nazwać nadaktywną? w takim razie może coś jest nie tak z normalną promocją?). Jako czytelnik nie mam pojęcia, skąd nagle w tekście od lewej do prawej fruwają złośliwości, ale w porządku, idziemy dalej. Tam natomiast, jak wcześniej wspominałem, robi się zabawnie.

Otóż pojawiają się wypowiedzi dziennikarzy. Z niewiadomych, totalnie niezrozumiałych względów obaj wypowiadają się anonimowo. Aura tajemniczości zaczyna owijać czytelnika – razem z autorem możemy poczuć się jak w trakcie śledztwa.

(I co ciekawe – na swój sposób jest to śledztwo. Widocznie ta umiarkowana – bo też nie przesadzajmy – popularność Trupy Trupa jest tak irytująca, że autor aż musiał zapytać się redaktora The Quietus, czy nie przeszkadza mu akcent wokalisty. Serio!)

Element „tylko nie pod nazwiskiem” niemal zawsze podgrzewa atmosferę, ale przecież nie w przypadku materiału o zwykłym gitarowym zespole. Czego się ci dziennikarze obawiają? O co tu chodzi? Zresztą te dwa komentarze zupełnie nic nie wnoszą i więcej mówią o małżeństwach wypowiadających się aniżeli o Trupie Trupa: „[dziennikarz] przyznał, że w tym roku dostał od niego więcej maili niż od żony (w rekordowej wiadomości znalazło się 25 linków z recenzjami). Inny krytyk zdradził, że Kwiatkowski pisał do niego na Facebooku częściej niż małżonka.”

Do wątku promocyjnego wrócimy za chwilę.

—-

Wyrazisty i mocny tekst przestaje nim być, gdy złośliwości nie podkoloryzowują, a stają się fundamentem narracji.

Tak jest właśnie w tekście „Zepsuta szklana kula”. Nazwa jest pretensjonalna, Grzegorz Kwiatkowski zachowuje się chwacko, zespół ubiera się normalnie, a podczas występu na OFFie „kapela na scenie sprawiała wrażenie chłopaków marzących tylko o ułożeniu piramidy z puszek po Żubrze”.

Byłem na tym koncercie i doprawdy nie wiem, ile trzeba mieć złej woli, aby tak powiedzieć. Trupa Trupa zaprezentowała odprężający set, z familijną konferansjerką, z małymi space’owymi odlotami. I tak jak rozumiem, że komuś niekoniecznie musi się podobać tak mało ofensywny występ, tak zupełnie nie mogę pojąć, jak można w ten sposób zarzucić brak zaangażowania, może nawet lekceważenie publiczności. Nie chcę poświęcać temu fragmentowi wiele miejsca, bo nie jest to przedmiot rozważań, ale to kolejny raz, kiedy czuję, że tekst pisany jest pod tezę, a niemal wszystkie zarzuty mają jakiś podtekst.

„Marketingowe działania grupy to skrzyżowanie blitzkriegu, planu Schlieffena i Marshalla naraz.” – mało Wam? Na szczęście Bartosz Sadulski raz okazuje litość: „Gdańszczanie nie są muzycznymi hochsztaplerami.”

Jeśli rzeczywiście można z czymś takim dyskutować, potrzebne byłyby przykłady właściwego, normalnego, przyzwoitego marketingu. Czym powinien się charakteryzować? na czym opierać? gdzie leży granica cierpliwości dziennikarza i czy ta cierpliwość/wrażliwość jest rzeczywiście tak istotna? O tym ani słowa. Wiemy tylko tyle, że Grzegorz Kwiatkowski często kontaktuje się z mediami. I w tej zmasowanej krytyce raz, zupełnie przypadkiem, pojawia się pochwała, która chyba miała być ironicznym pociskiem: „Aż strach sobie wyobrazić, co by było, gdyby po premierze genialnych „Dni wiatru” w 2001 Maciej Cieślak pisał maile do japońskich dziennikarzy – pewnie dzisiaj kultowym albumem byłoby „Ścianka Live in Tokyo”.

A właśnie, dziennikarze.

W świecie „Zepsutej szklanej kuli” za dużo nie myślą. Właściwie ciężko coś o nich dobrego powiedzieć.

Po pierwsze: nie radzą sobie z marketingiem Trupy Trupa. Są tak przerażeni i zastraszeni, że nie potrafią powiedzieć Kwiatkowskiemu: proszę, nie przesyłaj tych wszystkich informacji, nie jestem zainteresowany. To dla nich niesamowicie ciężkie zadanie. Niektórzy mówią o sobie w kategoriach „ofiary”.

Po drugie: nie mają własnego gustu i przemyśleń. Zagraniczni dziennikarze słuchają TT? Cóż, zapewne dlatego, że szukają „łagodnej egzotyki”. Znużenie, zblazowanie, wiadomo.  A z Polakami jest jeszcze gorzej, gdyż ci nawet nie mają własnego zdania. Po prostu kopiują poglądy innych: „Przy wciąż pokutującym i doskonale w tej sytuacji widocznym polskim kompleksie niższości niedopuszczalne wydaje się skrytykowanie zespołu pochwalonego przez Frere-Jonesa albo szefa wytwórni Sub Pop.”. Boją się. Dziwne, że nie piszą swoich tekstów anonimowo.

I kto tu uprawia blitzkrieg?

—-

Bartosz Sadulski poruszył tematy, które warto zbadać. Promocja swojej twórczości nie jest tematem tabu. Z chęcią dowiedziałbym się od osób siedzących w temacie, jak oni to widzą. Również wątek wpływu zagranicznych mediów na polską krytykę mógłby wywołać niemałe zainteresowane. Ale kto by chciał rozmawiać w tak dusznej, ciężkiej i spiskowej atmosferze?

3 Replies to “O „Zepsutej szklanej kuli” – krótka odpowiedź

  1. Jestem dziennikarzem muzycznym i potwierdzam – pan Kwiatkowski wręcz zaspamowywał mnie informacjami na temat TT. W pewnym momencie napisałem mu, żeby przestał. Przeprosił i… dalej to samo. Dopiero zablokowanie maila pomogło. W tak zwanym międzyczasie przesłuchałem pierwszy album zespołu i okazało się, że wiele hałasu o nic.

  2. Nie znam ani twórczości TT, ani też muzyków osobiście za to jakieś 8 lat temu poznałem Sadulskiego i to był już wtedy taki wnerwiający mądrala, że ten wysryw wcale nie dziwi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.