Konfiskator gustu #1: Farrah Abraham – My Teenage Dream Ended (2012)

Czyli o najdziwniejszych wydawnictwach wywołujących przyjemny ból.


Swego czasu regularnie śledziłem program „Teen Mom”. I nie robiłem tego ironicznie; pomimo wielu słabości był to całkiem niezły program, który (raczej niechcący) mówił o Stanach więcej niż szereg ważnych filmów albo seriali. Jedną z głównych bohaterek była Farrah Abraham – i w sumie na tym można byłoby zakończyć. Historia Abraham i jej dziecka rzeczywiście mogła być interesująca, ale już sama Farrah była wyjątkowo nudną oraz bezbarwną postacią, o której nic konkretnego nie dało się powiedzieć. Co najwyżej tyle, że chciała żyć jak księżniczka. Byłem zatem zaskoczony, gdy pięć lat temu dotarła do mnie nowina o wydanej płycie. A po pierwszym przesłuchaniu czułem się już zupełnie zdezorientowany – czegoś takiego absolutnie nie mogłem się spodziewać. „My Teenage Dream Ended” to cudaczny melanż brostepu, trance’u, synth i dance popu, gdzie trzy grosze dokłada do tego śpiew(?) Abraham przerobiony przez zapodawany w kuriozalnych dawkach autotune. To tak jakby, och, zmiksować ze sobą Skrillexa, The Knife, Uffie, Aphex Twina i pc music; właściwie nie do opisania. Każda poszczególna sekwencja rozgrywa się tutaj nieświadomie. Abraham nie interesują mechanizmy oraz zasady funkcjonujące w świecie popu. Nic nie da się z tego zrozumieć, ale to jest właśnie fantastyczne. Witamy w świecie outsider music.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.