Giles Corey – Giles Corey (2011)

Giles Corey był twardzielem. Pomimo sędziwego wieku do ostatnich sekund życia trzymał się swojego postanowienia. Oskarżony o czarną magię nie chciał przyznać się do „winy” ani zaprzeczyć oskarżeniom. W ruch poszło więc peine forte et dure, czyli miażdżenie kamieniami ku uciesze gawiedzi. Proces nigdy się nie zaczął.

Wybierając taki pseudonim Dan Barrett zapewne zdawał sobie sprawę z jakim (uwaga, suchar) ciężarem będzie się zmagał. Połówka Have A Nice Life na debiucie wkracza w obszar introwertycznego folku. Phil Elvrum mocujący się z gothic country? Mniej więcej tak to brzmi, jeśli naturalnie nie będziemy aż tacy dosłowni.

Szkoda bowiem byłoby solówkę Dana sprowadzać jedynie do slowcore’owych smutów. Barrett pilnuje, aby każdy nowy odnośnik prowadził oddzielne życie. Aranżacyjnie odbijamy się od powolnych, baśniowych ścieżek aż po smukłe, lo-fi sufjanowe utwory z konkretnym depresyjnym skrętem bez niedomówień i ironii. A na końcu, może przekornie, pojawia się też całkiem nośna zajawka. Rozkochani w „Bloodhail” na pewno to docenią.

Towar dostępny tylko u najlepszych dilerów w mieście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.