Gas – Narkopop (2017)

Zanim poznałem dziesięć lat temu trylogię “Zauberberg” (1998) – “Königsforst” (1999) – “Pop” (2000) nie miałem większego pojęcia o ambiencie. Nie przesadzę pisząc, że Wolfgang Voigt jest jedną z najważniejszych osób, które pokazały mi, jak wspaniała może być muzyka rozgrywająca się – teoretycznie – w tle.

Nic więc dziwnego, że z wielką ciekawością podszedłem do “Narkopop” – płyty wydanej po 17 latach przerwy (Voigt w międzyczasie cały czas tworzył, ale nie pod kryptonimem Gas). Co ważne, ta ciekawość nie była napędzana obawami; niemieckiemu producentowi ufam jak mało komu.

“Narkopop” uosabia niemal wszystko, co najlepsze w klasycznie gasowej muzyce. To ambient nieinwazyjny i zarazem intensywny; senny i w tym samym stopniu niezwykle żywy (jak kiedyś powiedziałem: oddychający); pozornie jednostajny, lecz systematycznie zmieniający swoją strukturę. Różnica polega na tym, że teraz Voigt wszystkie te elementy tonuje. I zamiast rozwibrowanych, zamazanych new age’owych motywów, “Narkopop” oferuje wyciszone smyczkowe partie, gdzie w oddali potajemnie pobrzmiewa trudno wyczuwalny techno puls.

Wypada zaznaczyć, że techno w twórczości Niemca zawsze odgrywało zasadniczą rolę. Nie sposób jednak wrzucić nagrania Gasa do szuflady ambient techno bez żadnego słowa komentarza – jest to bowiem miszmasz ze wszech miar wyjątkowy, działający na zasadzie zupełnego ‘stopienia’ ze sobą tych dwóch czynników, aby koniec końców stworzyły jeden, sprawnie działający organizm. Wielu już próbowało, ale to Gas jest niekwestionowanym królem w tej zabawie, a “Narkopop” z całą pewnością utrzymuje ten stan rzeczy.

I wszystko byłoby najwspanialej, gdyby nie to, że czegoś w tym wszystkim brakuje. Prawdopodobnie jednej, jedynej cząsteczki, która sprawiłaby, że w 2017 już nie byłoby czego zbierać. Bo tak jak od “Popu” wprost nie mogę się oderwać od pierwszej do ostatniej sekundy, to podczas seansu z “Narkopopem” natrafiam na fragmenty, które nie wywołują u mnie aż tak wielkich emocji. To dla mnie nowość, ponieważ Voigt zawsze potrafił mistrzowsko zatuszować wszystkie przestoje. W tym wypadku nadrealne dźwięki (np. “Narkopop 2”) potrafią się nadziać na te zupełnie zwyczajne (np. “Narkopop 8”).

One Reply to “Gas – Narkopop (2017)”

  1. Też mam podobnie …aczkolwiek nie zapominajmy o debiucie Gas’a z 96roku. Tam też było bardzo dobrze i pamiętam recenzję która się ukazał w Plastiku gdzie Pękala pisał że to “…jak słuchanie techno z Kasprzaka przykrytego grubym kocem”. Tropy Wagnerowskie itp. Narkopop ok…ale tylko ok a już Rausch to słabizna. Jest też projekt jego brata który nagrywał jako Sturm….też polecam…czuc ducha bratniego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.