Cztery płyty #7 [07/17] (Converge, Blawan, Pure Phase Ensemble 6, Litku Klemetti)

Siła rekomendacji:

💥💥💥 – bardzo mocna

💥💥 – mocna

💥 – powyżej średniej


ConvergeThe Dusk in Us (Deathwish)

Cieszę się, że „The Dusk in Us” jest tak entuzjastycznie przyjmowane przez wszystkich. Bo wiecie, Converge jest od dawna w moim życiu. I w sumie traktuję ich jak starych znajomych. To niezbyt komfortowa sytuacja – gdzieś w tym wszystkim zatracam odpowiedni dystans, lecz zarazem nie do końca potrafię z siebie wykrzesać entuzjazm w przypadku ich kolejnych nagrań. Owszem, pięć lat temu uwielbiałem „All We Love We Leave Behind”, no ale dzisiaj, cóż, niekoniecznie. Żeby wszystko było jasne: „The Dusk in Us” to obowiązkowa jazda w tym roku, powrót do eklektyzmu i niejednoznaczności z czasów „You Fail Me”. Świetnie. Tylko, hm, kiedyś już to słyszałem, oczywiście w nieco innej formule, ale jednak. Podziwiam kolejną (udaną) próbę odświeżenia metalcore’u, tym samym zastanawiam się, dlaczego wciąż muszę szukać jakiegoś „ale”, jak ten dziad.

💥💥


Pure Phase Ensemble 6Live at SpaceFest (Nasiono)

Przed wypadem na siódmą edycję SpaceFestu warto przypomnieć sobie, co działo się się rok temu. Najlepszy w tym wypadku jest odsłuch występu Pure Phase Ensemble, grupy tworzonej na potrzeby każdej kolejnej odsłony festiwalu. Skład formacji jest ruchomy i co roku ktoś inny czuwa nad całością – w 2016 był to Anton Newcombe (The Brian Jonestown Massacre). Nie jestem wielbicielem takich przedsięwzięć. Głównie dlatego, że – zapewne – szampańska zabawa muzyków rzadko kiedy przekłada się na pozytywne doznania samych słuchaczy. Ubiegłoroczny występ akurat nie wpisuje się w ten scenariusz. Szóstka posiada dobry, odprężający vibe – może z tego względu, że w sumie nie ma tu tak dużo shoegaze’u, jak mogłoby wynikać z oficjalnych opisów; znacznie częściej można napotkać na halucynogenne space rockowe odloty. I dobrze się tego słucha.

💥💥


Blawan Nutrition [EP] (Ternesc)

Jamie Roberts parę lat temu przestał tworzyć bangery i chyba dobrze się z tym czuje. Pytanie, czy my także. Generalnie nie mam jasno skonkretyzowanego zdania na ten temat. Blawan dostarcza różną muzykę – czasami ledwo satysfakcjonującą, innym razem zdecydowanie niezłą. A najnowsza EPka jest zdecydowanie niezła, chociaż nie liczcie, że zmiecie Was z powierzchni ziemi. „Nutrition” składa się z surowego industrialnego techno. Nie ma w tym większej finezji, ale jest za to pierwotna siła. Całość opiera się na suchych fakturach, repetycji, chropowatych punchach. Po kilku sesjach mocno się wkręca.

💥 1/2


Litku Klemetti Juna Kainuuseen (Luova Records)

Nie może być źle, jeśli już niemal na samym początku leci taki pocisk jak „Jääkuningatar”. Nie może być także rewelacyjnie w sytuacji, gdy reszta płyty już nie ma takich osiągów (chociaż np. refren w „Karenssi” ociera się o absolut). Litku Klemetti wyraźnie inspiruje się brzmieniem brill building, któremu stara się nadać z deka psychodeliczny i hipnagogiczny sznyt. W konsekwencji „Juna Kainuuseen” słucha się jednym tchem; jednocześnie mamy świadomość, że brakuje kilku drobiazgów, żeby zapamiętać ten album na długie lata.

💥 1/2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.