Cztery płyty #6 [06/17] (Rina Sawayama, Ostraca, BNNT, Mono No Aware)

Siła rekomendacji:

💥💥💥 – bardzo mocna

💥💥 – mocna

💥 – powyżej średniej


Rina SawayamaRINA [EP]

Wcześniej Kelela, teraz Rina – cieszę się, że w 2017 ma się dobrze r&b, które nie tylko zerka w przyszłość, ale także (a może przede wszystkim) szanuje i lubi przeszłość. Największym atutem muzyki Sawayamy jest wielowymiarowość i niejednoznaczność. Z jednej strony wyczuwalne są echa twórczości Aaliyah („Cyber Stockholm Syndrome”), z drugiej niemal automatycznie przypominają się pierwsze piosenki Christiny Aguilery („Take Me As I Am), zaś z trzeciej nie da się uciec od skojarzeń – przynajmniej w kwestii estetycznej – z PC Music, a przecież jest jeszcze takie „Ordinary Superstar”, bratające ze sobą AOR i synthwave. Hit na hicie.

💥💥💥


OstracaLast (Skeletal Lightning)

„Last” pojawiło się w dobrym momencie, ponieważ od pewnego czasu zacząłem tracić wiarę w to, że współczesne screamo ma coś jeszcze ciekawego do zaoferowania. Ma, zdecydowanie. Ostraca grają melodyjnie i ze specyficznym sludge’owym feelingiem. Nawet nie chodzi o te spowolnione partie, a taki – hm – błotnisty posmak niektórych riffów. Nie najgorzej brzmią również quasi-ambientowe („post-rockowe”) sekwencje, aczkolwiek to już zasługa tego, że Amerykanie dobrze wiedzą, jak właściwie budować napięcie przez 29 minut. Bardzo fajna robota.

💥💥


BNNTMULTIVERSE (Instant Classic)

Podobno „MULTIVERSE” wcale nie jest takie spoko, zaś BNNT znacznie lepiej wypada na koncertach. Nie wiem. Wiem za to, że przerabiając niektóre fragmenty „MULTIVERSE” (np. Consider a Single Wave Relieved the Pressure on the System) odleciałem – nie jakoś strasznie wysoko, ale jednak. BNNT ciśnie noise/drone rockowe pejzaże naznaczone krwią. Jest w tym sporo transu, wczuwania się, niepokoju. Zastanawiająca w tym przypadku jest produkcja, niemalże podświadomie blokująca hałas – jakby ktoś się obawiał, że bez kontroli wszystko wystrzeli w kosmos.

💥💥


PAN (VA)Mono No Aware

Kompilacja niemieckiej oficyny PAN (m.in. Helm, M.E.S.H.) w dużej mierze definiuje ambient naszych czasów. „Mono No Aware” nie ma jednolitej struktury – klasyczny ambient przeplata się z drone’ami, muzyką konkretną, post-industrialem, lajtowym noise’em oraz skrawkami techno i idmu. W pewnym sensie to bliskie ideału trz’óstkowe granie – o taką muzykę walczę tutaj niemal od trzech lat. I już nie muszę robić składanki na spotify.

(jedną z lepszych kompozycji jest „Second Mistake”, autorstwa pochodzącego z Polski AYYA)

💥💥💥

One Reply to “Cztery płyty #6 [06/17] (Rina Sawayama, Ostraca, BNNT, Mono No Aware)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.